Zdjęcie: Maciej Brzana / Rzeszów News

Po lekturze artykułu „Nie mogła zapłacić za bilet w kasowniku, pasażerka MPK ukarana”, postanowiłem napisać do Państwa. 

Najdalej miesiąc temu miałem potrzebę skorzystać z autobusów miejskich. Początek podróży: Plaza Rzeszów. Celem linia 19. Godzina +/- 16:55. Za jakieś 3 minuty będzie autobus. Chciałem nabyć bilet w biletomacie na przystanku, ale jakaś dziewczyna próbowała kupić bilet za gotówkę i miała spory problem, bo większość monet przelatywała przez urządzenie. Po 2,5 minutach prób dała sobie spokój.

Autobus widoczny był na światłach, więc zrezygnowałem z kupna, myśląc, że kupię w autobusie. Tam biletomat zepsuty (czarny ekran). Podszedłem do kierowcy z prośbą o bilet, jednak ten odparł, że biletów nie sprzedaje. I tyle. Zero dalszych instrukcji. Nie miałem świadomości, że można kupić bilet w kasowniku.

Wysiadłem więc na kolejnym przystanku: Rejtana / Paderewskiego 10. Do kolejnego autobusu jakieś 17 minut, więc postanowiłem pójść na drugą stronę do biletomatu przystankowego. Bilet kupiłem, a gdy odwróciłem się, zobaczyłem autobus linii 19, który odjeżdża z przystanku. Następny (ten „za 17 minut”), na który czekałem, nie przyjechał. Kolejny autobus miał być jakoś 17:35.

O 17:40 na przystanek przyjechały dwa długie autobusy linii 19. Wysiadłem na ulicy Obrońców Poczty Gdańskiej i to na razie tyle, jeśli chodzi o jazdę autobusem. 

Bądź na bieżąco.

Rzeszów News - Google NewsObserwuj nas na Google News!

To była mordęga 

Obowiązek posiadania biletu przed wejściem do autobusu jest totalną głupotą. Próbowałem nosić bilet w portfelu na czarną godzinę, jednak ceny biletów często się zmieniają i bilet traci ważność. Jednak zanim to następuje, to z biletu ścierają się napisy. Wiem, można płacić aplikacją czy kartą miejską, ale jeśli sporadycznie korzystam z MPK, to nie widzę sensu brać pod uwagę takie metody. W szczególności jeśli potrzeba przejazdu wystąpi nagle. 

Z MPK byłem zmuszony korzystać w latach 2005-2014, gdy chodziłem do ZSE na Hetmańskiej, a później na Politechnikę Rzeszowską. Jazda z Przybyszówki to była mordęga. Mam dość tej komunikacji miejskiej do tego stopnia, że moja praca magisterska z 2015 r. nosi tytuł: „Projekt podwyższenia jakości usług komunikacji Miasta Rzeszowa”. Praca inżynierska z kolei dotyczyła „Oceny i analizy systemu parkingowego w centralnej strefie Miasta Rzeszowa”, ale to już inny temat.

Stolica innowacji rozwija się, ale wolno i bardzo nieudolnie. 

Wojciech, Czytelnik Rzeszów News

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama