Reklama

Zadłużenie Miasta to temat rzeka i łatwo wyczerpać się go nie da.  Inspiracją do jego podjęcia są ostatnie teksty na ten temat zamieszczane na rzeszowskich portalach. Z niektórych z nich wyziera nieomal katastroficzny obraz finansów Rzeszowa. Tymczasem nasza sytuacja jest trudna, ale wcale nie gorsza od innych miast, a rozstrzygnięcie, ile powinniśmy się zadłużać, nie jest wcale proste.

Co charakterystyczne, jeden opozycyjny autor mówi, że jesteśmy zadłużeni w sposób grożący nam katastrofą, a drugi oczekuje podjęcia nowych, ważnych dla Miasta przedsięwzięć. Nawet gdyby wskazał, z czego powinniśmy zrezygnować, to zadłużenia w ten sposób nie zmniejszy. Trzeba więc pogodzić się z wysokim długiem, albo radykalnie ograniczyć wydatki na zadania, na które nie ma dofinansowania unijnego.

Czasy mamy takie, że wszystkie samorządy zabiegają o zdobycie tylu funduszy z Unii Europejskiej, na ile mogą zdobyć środków na wkład własny. Jeżeli nie mają dość własnych dochodów, to biorą kredyty, albo wypuszczają obligacje. Żeby tę szansę, jaką daje Unia maksymalnie wykorzystać można ograniczyć do minimum wszelkie zadania, których Unia nie finansuje, jednak i tu muszą być jakieś granice, bo przecież szkoły, czy niewielkie drogi też trzeba budować. Dlatego niektórzy byliby skłonni zadłużać się w tym celu bez opamiętania, jednak ustawodawca postawił granice. Do ubiegłego roku ten limit był jednakowy dla wszystkich. W każdej gminie stosunek wielkości zadłużenia do dochodów nie powinien był przekraczać 60%. Jednak wiele samorządów domagało się zmodyfikowania tego wskaźnika, gdyż uznawało go za zbyt prosty, słusznie chyba twierdząc, że te 60% co innego znaczą dla małej, biednej gminy, a co innego dla dużego miasta. Dlatego ustawodawca już w 2009 roku uwzględnił te protesty i wprowadził obowiązujący od 2014 roku indywidualny, bardziej skomplikowany wskaźnik liczony oddzielnie dla każdej gminy. W ostatnim czasie zasady jego liczenia zostały jeszcze dodatkowo zmodyfikowane.

Jeden z internautów z uporem zarzuca nam, że nie informujemy o wysokości zadłużenia. Otóż ta informacja – w naszym przypadku aż do 2039 roku – jest powszechnie dostępna, gdyż zapisana w tzw. Wieloletniej Prognozie Finansowej (WPF), którą każda gmina jest zobowiązana uchwalić. Praktycznie dokument ten jest co miesiąc zmieniany i – jak każda uchwała – publikowany w Biuletynie Informacji Publicznej naszego Miasta. .

Podstawowe dane przepisane z tego dokumentu (załącznik nr 1) wg stanu na koniec stycznia 2014 r. wyglądają tak niektóre dane z WPF. Każdy zainteresowany może się nad nimi pochylić. Podczas analizy należy jednak pamiętać o paru rzeczach.

Im dalej w przyszłość, tym dane są mniej wiarygodne.

Wysokość spodziewanych dochodów jest w dalszych latach raczej zaniżona niż zawyżona.

Wielkość planowanych do zaciągnięcia kredytów jest uwarunkowana planowaną realizacją inwestycji. Duża część z nich wymaga wsparcia unijnego, więc jeśli by go zabrakło, to te inwestycje zostaną najprawdopodobniej odsunięte w czasie, a kredyty zaniechane.

Z powyższego, a także wielu innych powodów, wszystkie te plany mogą zostać w każdej chwili radykalnie zmienione. Więc to, co dzisiaj zaplanowano, a jeszcze nie rozpoczęto, jutro może być wykreślone.

Lista głównych, najbardziej kapitałochłonnych przedsięwzięć jest również z WPF do odczytania. Dla przykładu: na lata 2015-2018 zaplanowaliśmy budowę połączenia ul. Lubelskiej z Miłocińską za 169 mln złotych (w tym z UE 143 mln), na lata 2015-2021 połączenie Podkarpackiej z Sikorskiego za 584 mln (w tym z UE 495 mln), rozwój systemu transportu publicznego w latach 2017-2021 ma nas kosztować 340 mln (w tym z UE 289), budowa rzeszowskiego centrum komunikacyjnego – 253 mln (UE: 215) i jest zaplanowana na lata 2017-2021; z kolei na projekt „Rzeszowska kolejka miejska” przewidziano 220 mln zł. przy wsparciu unijnym 187 mln (lata 2018-2021).

Któryś z komentatorów napisał o lichwiarskich odsetkach, jakie – jego zdaniem – Miasto płaci za pożyczane pieniądze. Otóż nic bardziej błędnego – każdy z nas może co najwyżej pomarzyć o takich warunkach zaciągania kredytów. W zależności od czasu, w którym się zadłużaliśmy, oprocentowanie tych  zaciąganych w Europejskim Banku Inwestycyjnym mieściło się w przedziale 2,59-2,89%, a oprocentowanie obligacji wynosiło od 2,69 do 4,50 %.

W istocie rzeczy z Miastem jest trochę podobnie jak z przedsiębiorstwem. Zadłużamy się wtedy, kiedy liczymy, że to co kupimy lub zbudujemy za te pożyczone pieniądze, zwróci się zwiększonymi dochodami. Kłopot w tym, że w przypadku miasta nie da się tego w ogóle policzyć. Słusznie się spodziewamy, że rozbudowa infrastruktury technicznej, przyniesie poszerzenie możliwości i poprawę warunków prowadzenia działalności gospodarczej, a infrastruktura społeczna zwiększy naszą wydajność. Obie zaś przyczynią się do zwiększenia liczby mieszkańców, a wszystko razem w efekcie przyniesie wzrost dochodów Miasta. Jednak, jaki będzie tego wymiar, nie sposób przewidzieć. Możemy się co najwyżej wspierać doświadczeniami z historii, a te są zróżnicowane.

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: