Reklama

Bronisław Komorowski niespodziewanie przegrał w pierwszej turze z Andrzejem Dudą. Widzę kilka powodów tej sytuacji.

Jeden to niezadowolenie części wyborców z niektórych aspektów naszej rzeczywistości. O tyle zrozumiałe, że przecież wiele jeszcze jest do poprawienia, a każdy rząd i każdy prezydent popełniają błędy, więc i obecni nie są od tego wolni. Nakładająca się na to – szczególnie wśród młodych wyborców – naturalna niecierpliwość i wiara, że to, co im doskwiera, da się naprawić szybko, wystarczy tylko zmienić władzę, spowodowała zagłosowanie przeciwko urzędującemu Prezydentowi. Beneficjenci tego sprzeciwu muszą jednak pamiętać, że ta niecierpliwość spowoduje, że bardzo szybko będą rozliczani zarówno ze swoich obietnic (gdyby wygrali), jak i postaw (w razie porażki). Mamy rozliczne tego przykłady w nieodległej historii.

Drugi powód to długotrwała akcja obrzydzania Polski.

Jarosław Kaczyński i jego ludzie od wielu miesięcy obrzydzają Polskę Polakom i udało im się wmówić naszym rodakom, że jest źle. Pomimo, że od wielu lat sygnały płynące z gospodarki oraz porównanie naszej sytuacji z innymi krajami wskazują na coś wręcz przeciwnego. Jesteśmy bowiem świadkami nieustającego i w miarę równomiernego rozwoju naszego kraju. W dodatku pogłębione badania socjologiczne (np. prof. Janusza Czapińskiego – Diagnoza Społeczna 2013) pokazują, że jesteśmy zadowoleni z życia, a Polacy należą do najszczęśliwszych narodów Europy. Mimo tego 10 oponentów prez. Bronisława Komorowskiego zawzięcie przekonywało wyborców, że potrzebna jest zmiana i to – sądząc po ich propozycjach – zmiana rewolucyjna. Jest to przekaz fałszywy, zatem Bronisław Komorowski i jego zwolennicy powinni uświadomić Polakom, że Polska w ostatnich latach osiągnęła olbrzymi sukces. Że lepsza jest zgoda i stabilizacja, a potrzebne zmiany należy wprowadzać stopniowo i rozważnie.

Ubocznym, zapewne niepożądanym przez autorów,  efektem tej akcji obrzydzania Polski jest sukces Pawła Kukiza. Jego zwolennicy odrzucili nie tylko Bronisława Komorowskiego, ale i PiS. Nie należy tego jednak lekceważyć i zapowiedź przyspieszenia oczekiwanych zmian złożyć.

Głównym hasłem Pawła Kukiza był postulat wprowadzenia Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Tymczasem Bronisław Komorowski  i Platforma Obywatelska postulowali ich wprowadzenie już jakiś czas temu. Jednak z powodu braku szans na przegłosowanie tego rozwiązania dla wyborów do sejmu (wymaga zmian w konstytucji, a więc 2/3 głosów w sejmie), zarzucili zabieganie o nie. Udało się to jedynie w przypadku senatu i większości samorządów gminnych. Przy tym o ile opór PSL, jako małej partii – zagrożonej w takim systemie porażką – był zrozumiały, to trudniej było zrozumieć sprzeciw PiS. Inna rzecz, że powielane przez Pawła Kukiza nadzieje, na odpartyjnienie systemu poprzez wprowadzenie JOW są złudne. Jeśli jednak Polacy w to wierzą, to można taką zmianę przeprowadzić.  W tym przypadku – w odróżnieniu od powierzenia prezydentury kandydatowi PiS – ryzyko strat dla Polski jest niewielkie. A dla dużych partii będzie to tylko oznaczać pewne zawirowanie przy pierwszych wyborach, przeprowadzonych tą metodą, ponieważ wejdą do parlamentu trochę inni ludzie. W następnej kadencji wszystko wróci do normy, a dominacja najsilniejszych partii jeszcze się powiększy.

Trzecim powodem są zapewne błędy popełnione w kampanii.  Jednak nie czuję się specjalistą od marketingu politycznego, czy PR i nie podejmuję się ani tych błędów wskazywać, ani podpowiadać, jak kampania powinna teraz wyglądać.

Na koniec jedno zdziwienie. Podobnie, jak w przypadku niedawnych wyborów samorządowych, rzeczywiste wyniki zasadniczo odbiegały od prognoz sondażowych. Mimo tego jakoś ze strony PiS nie słychać, żeby wybory były sfałszowane.

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: