Fot. KMP Rzeszów. Na zdjęciu Ryszard B. zatrzymany przez policjantów w czerwcu 2014 r.
Reklama

Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie składania fałszywych zeznań przez rzeszowskich policjantów, dotyczącej awantury na stadionie Resovii Rzeszów w 2014 r. z udziałem Ryszarda B., ówczesnego kierownika ds. bezpieczeństwa.

Śledztwo w tej sprawie prowadziła Prokuratura Rejonowa w Dębicy. – Postępowanie zostało umorzone. Przeanalizowaliśmy nagranie z tego incydentu. To, co zarejestrowała kamera zgadza się z tym, co zeznali policjanci – mówi Jacek Żak, szef dębickiej prokuratury.

Prokuratura sprawdzała, czy policjanci złożyli fałszywe zeznania i fałszywe oskarżenie na Ryszarda B., byłego już kierownika ds. bezpieczeństwa w Resovii Rzeszów. Śledztwo w sprawie funkcjonariuszy zainicjował sam Ryszard B., gdy wcześniej Sąd Rejonowy w Rzeszowie uniewinnił go od zarzutów „zmuszania przemocą funkcjonariuszy do zaniechania czynności służbowych i naruszenia nietykalności cielesnej policjanta”.

Sprawa dotyczyła wydarzeń z czerwca 2014 r. na stadionie Resovii przy ul. Wyspiańskiego. Piłkarze Resovii grali wtedy mecz z Kotwicą Kołobrzeg. Przed meczem policjanci spotkali się z przedstawicielami Resovii. Uzgodniono, że na teren stadionu wejdą rzeszowscy funkcjonariusze, którzy mieli filmować szalikowców, gdyby skandowali karalne rasistowskie i obraźliwe przyśpiewki, a także rejestrować ewentualne burdy.

Do Rzeszowa na mecz przyjechali również policjanci z Kołobrzegu, którzy monitorowali swoich kibiców. Byli po cywilnemu. Na przedmeczowym spotkaniu kierownictwa rzeszowskiej policji z przedstawicielami Resovii uzgodniono, że funkcjonariusze z Rzeszowa na mecz mogą wejść tylko w kamizelkach policyjnych i bez broni, co już wydaje się być totalnym kuriozum.

Policjantów zarówno z Kołobrzegu, jak i z Rzeszowa na stadion miał wpuścić wspomniany Ryszard B.  Ci pierwsi bez problemu weszli po cywilnemu. Gdy bez kamizelek chcieli wejść rzeszowscy funkcjonariusze, na ich drodze stanął Ryszard B. Zaczął się szarpać z policjantami. Awantura skończyła się tym, że po meczu B. został zatrzymany a noc spędził w policyjnym areszcie.

Policjanci i prokuratura oskarżyli ówczesnego kierownika ds. bezpieczeństwa Resovii o utrudnianie pracy funkcjonariuszy i naruszenie ich nietykalności cielesnej. Ku zaskoczeniu śledczych, sąd uniewinnił Ryszarda B., bo uznał, że miał on prawo do „obrony miru” w sytuacji, gdy policjanci nie dotrzymali uzgodnień i na stadion chcieli wejść bez kamizelek.

W apelacji prokurator Piotr Pawlik próbował udowodnić, że wpuszczanie na stadion policjantów w kamizelce i bez broni jest zaprzeczeniem istoty pracy funkcjonariuszy pracujących po cywilnemu. Apelacja była nieskuteczna. Wyrok pierwszej instancji podtrzymał Sąd Okręgowy w Rzeszowie. O sprawie szerzej pisaliśmy TUTAJ.

Ryszard B. chciał, by ukarani zostali trzej policjanci za rzekome fałszywe zeznania i fałszywe oskarżenie. Decyzja prokuratury w Dębicy oznacza, że za incydent sprzed dwóch lat kara nie spotkała ani funkcjonariuszy, ani Ryszarda B., który kierownikiem ds. bezpieczeństwa Resovii już nie jest.

(ram)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: