Reklama

Dzisiejsze (25. sierpnia) Nowiny piórem Leszka Rudzińskiego, dziennikarza Polskapress, donoszą, że PiS jest coraz bliżej przejęcia władzy w Warszawie. Trzeba powiedzieć, że jest to raczej pobożne życzenie, niż twierdzenie oparte na jakichkolwiek faktach.

Owszem, faktem jest  związana z reprywatyzacją, a zainspirowana przez PiS i skwapliwie podchwycona przez media nagonka medialna na Panią Prezydent Hannę Gronkiewicz-Waltz. Jednak jak się ta sprawa skończy, dzisiaj kompletnie nie wiadomo. W dodatku zawarty w tytule wniosek pozostaje w oczywistej sprzeczności z umieszczonymi w tekście, choć też uproszczonymi wyjaśnieniami dr Mariusza Budzińskiego z SWPS.

Dlatego warto może uporządkować wiedzę na ten temat.

Poza przypadkiem śmierci, ciężkiej choroby lub rezygnacji, najbardziej realnie prezydenta można się pozbyć poprzez:

1. Referendum (to już w Warszawie było i, jak wiadomo, nie przyniosło oczekiwanego przez inicjatorów rezultatu).

2. Odwołania przez Premiera na wniosek wojewody w razie powtarzającego się naruszania przez prezydenta konstytucji lub ustaw (to wymaga wcześniejszego wezwania do zaprzestania naruszeń i może dotyczyć działań bieżących, a nie przeszłych).

3. Zawieszenia przez premiera organów gminy (rady i prezydenta) na wniosek MSWiA i ustanowienia zarządu komisarycznego w razie „nierokującego nadziei na szybką poprawę i przedłużającego się braku skuteczności w wykonywaniu zadań” (to również wymaga przedstawienia zarzutów i wezwaniu organów gminy do przedłożenia programu poprawy).

4. Utraty przez prezydenta prawa wybieralności, co może nastąpić m.in. kiedy prezydent popełnił ścigane z oskarżenia publicznego przestępstwo, za które następnie zapadł prawomocny wyrok kary pozbawienia wolności.

Zastosowanie przepisów opisanych w punktach 2 i 3 wymaga przeprowadzenia działań wstępnych, o których na razie nie słychać. Zresztą, żeby je podjąć, trzeba znaleźć jakiś bieżący powód, co nawet przy zdolności PiS-u do naginania prawa, będzie trudne. Politykom PiS pozostawało by zatem wykazać, że w sprawie reprywatyzacji doszło do przestępstwa umyślnego i doprowadzić do procesu.

Abstrahując od tego, jak jest naprawdę, bo tego pewnie nikt jeszcze nie wie, to – biorąc pod uwagę możliwości prokuratorów ministra Ziobry – nie mam wątpliwości, że jakieś zarzuty sformułowane zostaną. Ale od tego do prawomocnego wyroku (jaki by on nie był) droga daleka. Dlatego tytuł wspomnianego tu artykułu tak bardzo odbiega od rzeczywistości.

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: