Fot. KMP Rzeszów. Na zdjęciu dopalacze zabezpieczone podczas ostatniej kontroli policji
Reklama

Do 12 lat więzienia grozi dwóm kobietom i mężczyźnie, którzy sprzedawali dopalacze w sklepach przy ulicach Lenartowicza i Kolejowej w Rzeszowie. Cała trójka została tymczasowo aresztowana.

Na wniosek Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie w sobotę sąd aresztował 31-letnią Katarzynę Ch., mieszkankę Stalowej Woli; 27-letnią Aleksandrę S., mieszkankę gminy Grębów (obie na dwa miesiące) oraz 26-letniego Tomasza W., mieszkańca Jarosławia (na miesiąc). Wszyscy byli sprzedawcami sklepu z dopalaczami, który od kwietnia do sierpnia br. działał przy ul. Lenartowicza, a potem przeniósł się na ul. Kolejową w Rzeszowie.

Całej trójce prokuratura postawiła zarzuty. – Obrotu szkodliwymi substancjami w postaci środków zastępczych (tzw. dopalaczami) szkodliwych dla zdrowia i życia ludzi – mówi Łukasz Harpula, szef Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie. Według śledczych aresztowane osoby do obrotu wprowadziły co najmniej kilka kilogramów dopalaczy. 

W obu sklepach handlowano dopalaczami w formie kryształków i suszu roślinnego pod płaszczykiem „imitacji sztucznego śniegu do makiet modelarskich”, „imitacji mchu irlandzkiego”, „imitacji sztucznego szronu”, „imitacji sztucznego puchu śnieżnego”, czy „imitacji sztucznego mchu pawiego”.

Dotrzeć teraz do organizatorów 

Sprzedaż substancji szkodliwych dla zdrowia i życia ludzi jest zagrożona karą od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Ale prokuratura twierdzi, że aresztowana trójka z handlu dopalaczami uczyniła sobie stałe źródło dochodu, co oznacza, że maksymalna kara wzrasta o połowę, czyli do 12 lat pozbawienia wolności.

Na aresztowaniu Katarzyny Ch., Aleksandry S. i Tomasza W. sprawa się nie kończy.

– Ustalamy osoby, które zorganizowały ten biznes w obu sklepach, kto stał za firmami, kto je zarejestrował. Gdy sanepid wcześniej wydawał firmom zakazy prowadzenia działalności gospodarczej, to na ich miejsce powstawały nowe podmioty, które miały siedzibę w tym samym miejscu, ale zakazy już ich nie obowiązywały – dodaje Ewa Romankiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie.

Śledczy zapowiadają, że będą stawiać zarzuty organizatorom „dopalaczowego biznesu”. Zarzuty dla sprzedawców były możliwe po tym, gdy sanepid otrzymał wyniki pierwszych badań dopalaczy, które były zabezpieczane podczas licznych kontroli.  Badania wykazały, że dopalacze zawierają substancje, zagrażające życiu i zdrowiu ludzi. Sklep przy ul. Kolejowej został zamknięty.

Policja znów wkracza do sklepu

Ostatnia kontrola sklepu odbyła się w miniony czwartek. Policjanci weszli również do mieszkań zatrzymanej trójki. Zabezpieczyli cały asortyment – prawie 100 saszetek dopalaczy oraz m.in. dokumentację, telefony komórkowe, laptopy, gotówkę pochodzącą ze sprzedaży dopalaczy.

Śledztwo w tej sprawie początkowa prowadziła Prokuratura Rejonowa dla miasta Rzeszów, we wrześniu przejęła je Prokuratura Okręgowa.

– Mamy do czynienia z narkotykami. Dopalacze są jeszcze bardziej niebezpiecznie niż te narkotyki, które znamy od lat. Stopień uzależnienia od dopalaczy i niebezpieczeństwo, jakie sprowadzają na zdrowie i życie ludzi, nie jest do końca sprawdzony – twierdzi Jaromir Ślączka, szef rzeszowskiego sanepidu.

Wojnę z dopalaczami od dłuższego czasu prowadzi ratusz. Od wielu miesięcy trwały próby zamknięcia sklepu przy ul. Kolejowej, gdy wcześniej urzędnikom udało się nakłonić właścicielkę lokalu przy ul. Lenartowicza, by wypowiedziała umowę najmu. Kobieta twierdziła, że nie miała pojęcia, co tak naprawdę sprzedawane jest w sklepie.

Potem sklep się przeniósł na ul. Kolejową do prywatnej kamienicy, której właściciel podpisał umowę najmu lokalu, w którym rzekomo handlowano ziołami. Próby nakłonienia właściciela kamienicy, by zerwał umowę, okazały się nieskuteczne. W końcu do akcji wkroczyły policja i prokuratura. 

Tadeusz Ferenc: nie poddamy się

Aresztowanie wspomnianej trójki sprzedawców to kolejny sukces rzeszowskich organów ścigania. W lipcu policjanci zatrzymali trzy osoby, a także zabezpieczyli 15 kg dopalaczy, luksusowe samochody oraz 125 tys. zł, które pochodziły z handlu dopalaczami. – To nas motywuje do kolejnych działań w walce ze środkami odurzającymi – twierdzi Konrad Wolak, wiceszef rzeszowskiej policji.

Na drodze administracyjnej walka z dopalaczami idzie jak krew z nosa. Sanepid może nakładać kary finansowe od 20 tys. do nawet miliona złotych, ale ich wyegzekwowanie graniczy z cudem. Właściciele sklepów co chwilę się zmieniają. Stoi za nimi armia prawników, która wykorzystuje maksymalnie dziury w przepisach.

– Tego typu działalność w Rzeszowie będzie zwalczana każdym sposobem – nie traci wiary Jaromir Ślączka.

Ratusz nasyła strażników miejskich, by robili zdjęcia tym, którzy wchodzą do sklepów z dopalaczami. – Czasem wydaje mi się, że walczę  z wiatrakami – mówi Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa. – Robimy wszystko, żeby zlikwidować tych łobuzów, którzy trują społeczeństwo. Musimy iść z nimi na wojnę. Nie odpuścimy, nie poddamy się – zapowiada Ferenc.

JOANNA GOŚCIŃSKA, współpraca (ram)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: