Zdjęcie: Materiały Resovii
Reklama

Przez prawie godzinę rzeszowscy radni kłócili się, kto ma wziąć odpowiedzialność za budowę Podkarpackiego Centrum Lekkoatletycznego w Rzeszowie. Kompromisu nie było. Inwestycja wisi na włosku.

Na wtorkową sesję Rady Miasta Rzeszowa najbardziej zęby sobie ostrzyli opozycyjni radni PiS, którzy już w poniedziałek ostro krytykowali władze Rzeszowa, że niewiele robią, by Podkarpackie Centrum Lekkoatletyczne powstało na bazie obecnego stadionu Resovii przy ul. Wyspiańskiego.

To był też najważniejszy punkt obrad wtorkowej sesji, choć z góry było wiadomo, że żadne wiążące decyzje nie zapadną.

PiS atakuje ratusz za to, że nie chce wyłożyć obiecanych 8 mln zł na budowę Centrum w sytuacji, gdy taką samą kwotę gotowy jest dać samorząd podkarpacki, a kolejne 16 mln zł miałoby przekazać Ministerstwo Sportu. Cała inwestycja ma kosztować 32 mln zł.

Już poniedziałkowym tekście sygnalizowaliśmy, że winnego należy bardziej szukać w resorcie sportu niż w ratuszu, bo to właśnie ministerstwo przeciąga decyzję o podpisaniu umowy z Resovią o dofinansowanie inwestycji.

PiS jednak twardo broni swoich racji, bo uważa, że to miasto Rzeszów powinno być „twarzą” Centrum i zabiegać o jego powstanie. Ratusz odpowiada niezmiennie: nie jesteśmy właścicielami działek, swoimi pieniędzmi wspomożemy klub, gdy inwestycja się rozpocznie, ale nie możemy jej prowadzić.

Pieniądze na papierze

Stanisław Sienko, wiceprezydent Rzeszowa, mówił, że miasto da obiecane 8 mln zł, jeżeli nie będzie inwestorem. Radni PiS takiej argumentacji nie mogą zrozumieć.

– Co ma zrobić Resovia, która deklaruje bycie inwestorem i zarządcą obiektu, aby prezydent zapewnił środki w budżecie? – pytał radny Robert Kultys (PiS).

– Doskonale pan wie, jakie warunki powinna spełnić Resovia, abyśmy mogli dać pieniądze na inwestycję – odpowiadał Kultysowi Sienko.

Chodzi o to, że ratusz chce mieć gwarancję, że Resovia dostanie ministerialną dotację, a tej ciągle nie ma. Pieniądze są tylko na papierze.

Niespodziewanie argumenty radnych PiS zaczął podzielać radny Witold Walawender z proprezydenckiego klubu Rozwój Rzeszowa. Ale też nie ma się co dziwić – Walawender jest na co dzień działaczem Resovii.

– Ministerstwo Sportu oczekuje mocnej deklaracji w tej sprawie. Czy powstało mocne pismo, które można byłoby skierować do ministerstwa z deklaracją, że miasto jest gotowe wyłożyć  pieniądze? Ze strony Urzędu Marszałkowskiego takie pismo się pojawiło – mówił Walawender.

Kto by pocałował w rękę ministra?

Stanisław Sienko stwierdził, że resortowi sportu powinna wystarczyć ubiegłoroczna uchwała rady, która zgodziła się na to, by 8 mln zł przeznaczyć na budowę Centrum. Problem w tym, że ta uchwała jest intencyjna i władz Rzeszowa do niczego nie zobowiązuje.

– Chcemy, aby ta deklaracja miała pokrycie w wieloletniej prognozie finansowej miasta. Sprawa traktowana jest nieco po macoszemu. Niby chcemy, a nie chcemy. Każdy inny prezydent miasta, który miałby okazję pozyskać 75-procentowe dofinansowanie z ministerstwa, to pocałowałby za to ministra w rękę – stwierdził Witold Walawender.

– Nie był pan na rozmowach, więc nie wie pan, jakie tam słowa padły – powtarzał już kolejny raz Sienko, dowodząc, że miasto lobbuje w ministerstwie za budową Centrum.

Wiesław Buż, szef klubu Rozwoju Rzeszowa, krzywym okiem patrzy na ofertę ministerstwa. Jego zdaniem, gdyby była ona naprawdę dobra, to już dawno inny samorząd zrealizowałby podobną inwestycję.

– Nie ma pędu ekonomicznego, czy inwestycyjnego, żeby taki projekt realizować – mówił Buż. – Do tanga trzeba dwojga, w tym przypadku czworga. Może trzeba dołożyć jeszcze jeden podmiot, żeby były dwie pary, które w końcu coś zdecydują? – proponował.

Inni budują, a Rzeszów?

Radni PiS byli w szoku. – W Polsce nie ma popytu na inwestycje lekkoatletyczne? – dziwił się Marcin Fijołek, szef klubu PiS. – W ostatnich kilkunastu latach wybudowano dziesiątki obiektów w wielu miastach – mówił Fijołek.

I podawał przykłady z innych polskich miast, jak choćby Bydgoszcz, gdzie powstał bardzo duży stadion lekkoatletyczny. Z kolei w Toruniu powstała jedyna w kraju hala do sportów lekkoatletycznych.

– Takie obiekty budują również Opole, czy Wrocław – wymieniał Fijołek.

Radni PiS podawali słuszne argumenty, że sportowcy, którzy przyjeżdżają na stadion Resovii, trenują w skandalicznych warunkach – bez szatni, bez toalet.

Wiesław Buż zaproponował więc inne rozwiązanie – niech pieniądze na inwestycję wyłożą podkarpackie gminy. Ich wkład miałby być proporcjonalny do liczby mieszkańców. Skoro ze stadionu miałaby korzystać młodzież z całego Podkarpacia, to niech gminy również się dołożą.

– Wtedy inwestycja zostanie realizowana i chociaż będzie w Rzeszowie, to jednak będzie służyć całemu Podkarpaciu, a marszałek będzie mógł się poczuć prawdziwym gospodarzem tego miejsca – przekonywał Buż.

– To nie klub piłkarski, czy żużlowy, że jest skoncentrowany w jednym miejscu – dodawał.

PiS: bałamutne argumenty

Radni PiS uznali ten pomysł za absurdalny, skoro Rada Miasta rok temu już wyraziła chęć przekazania 8 mln zł.

– Jeśli marszałek chce, ministerstwo chce, miasto chce, prezydent chce, to gdzie leży problem, żeby to pchnąć do przodu? – pytał przytomnie Waldemar Kotula, radny PiS.

Stanisław Sienko powtarzał: – Nie jesteśmy właścicielami działek, na których miałaby powstać inwestycja. Resovia może być inwestorem.

– Bałamutne argumenty – komentował Robert Kultys. – Miasto i tak zapłaci niewiele, zwłaszcza, że cały podatek od nieruchomości wpłynie na konto Rzeszowa – argumentował.

Kultys powtarzał, że Resovia zgodziła się być inwestorem Centrum. – W tym wszystkim brakuje jedynie dobrej woli prezydenta. Za deklaracjami muszą kryć się też dobre chęci – mówił radny PiS.

Kłopot w tym, że Resovia takich jednoznacznych deklaracji nie złożyła miastu.

Centrum jest w czyśćcu

Marcin Deręgowski, radny Platformy Obywatelskiej, pytał z kolei, dlaczego inwestorem Centrum nie może być urząd marszałkowski, skoro samorząd wojewódzki uważa, że jest to tak świetna inwestycja.

Samorząd wojewódzki od tego się wzbrania, bo zdaje sobie sprawę z ryzyka, że po wybudowaniu Centrum mogło ono przejść na barki finansowe marszałka.

– To wszystko jest trochę patykiem na wodzie pisane. Kto policzył, że wkład wyniesie tylko 8 mln? Klub, który jest zainteresowany, aby tę inwestycję przeprowadzić. Jestem przekonany, że koszty są zaniżone – podsumował dyskusję Andrzej Dec (PO), przewodniczący Rady Miasta Rzeszowa.

Projekt Podkarpackiego Centrum Lekkoatletycznego nadal jest w powijakach. – Jest w czyśćcu – komentuje Aleksander Bentkowski, prezes Resovii.

JOANNA GOŚCIŃSKA

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: