Zdjęcie: Ostoja Tradycji
Reklama

To ma być siedmioodcinkowy serial. Na razie powstał odcinek pilotowy. Są bitwy, pościgi, pojedynki i szlachta polska. Efekt jest obiecujący. Premiera odbyła się w sobotę, 19 lutego, na Zamku w Krasiczynie. 

„Diabeł Łańcucki” to powrót do tradycji polskiego kina i seriali historycznych. Jego twórcy odwołują się do klasyki gatunku, czyli „Czarnych chmur”, które powstały prawie 50 lat temu, czy „Pana Wołodyjowskiego”. – Chcemy pokazać, że da się kręcić pełnokrwiste seriale historyczne – mówił podczas premiery Jacek Komuda, pisarz i współtwórca scenariusza.

– Dziękuję, że zaufaliście nam, wariatom. Kiedy powiedzieliśmy, że będziemy robić serial historyczny, czego nikt nie robił od kilkudziesięciu lat, uwierzyliście nam – powiedział Maciej Jurewicz, reżyser i scenarzysta. – To jak powstawał „Diabeł Łańcucki”, to coś absolutnie unikatowego. To bardzo trudna i ambitna produkcja – mówił Mateusz Banasiuk, aktor i serialowy Jacek Dydyński.

„Diabeł Łańcucki” powstał na podstawie powieści Jacka Komudy, który specjalizuje się w dziejach Rzeczypospolitej szlacheckiej. Sprzedał w Polsce pół miliona książek. – Fajnie jest zobaczyć na ekranie to, co się napisało. Poza tym, całe życie marzyłem o pracy w branży filmowej – mówił w sobotę Komuda. 

Zdjęcie: materiały prasowe
Podziękować Matce Boskiej

Serial rozgrywa się na początku XVII wieku, w czasach Rzeczpospolitej szlacheckiej. Właścicielem Łańcuta i okolicznych wsi był wtedy awanturnik Stanisław Stadnicki, zwany również Diabłem. Człowiek o nieokiełznanej ambicji i dumie, toczący bezustanne wojny z sąsiadami. 

Pierwszy odcinek trwa 45 minut. Rozpoczyna się od wędrówki pielgrzymów, którzy wracają do kraju po latach spędzonych w tureckiej niewoli. Zatrzymują ich ludzie Stadnickiego, a w ich obronie staje mnich Gadeon (w tej roli Radosław Pazura). Pan z Łańcuta chce odnaleźć mnicha, wynajmuje więc awanturnika Jacka Dydyńskiego. W tym czasie Gadeon dociera do zaścianka Dwerniki, w którym mieszka urodziwa i harda panna Konstancja.

– To był najtrudniejszy dzień zdjęciowy w mojej karierze, walczyłem o życie – opowiadał o pojedynku konnym Mateusz Banasiuk. – Dzisiaj już nie uczy się aktorów jazdy konnej. Raz zdarzyło mi się, że polecieliśmy w pole. Nie dałem poznać po sobie, że coś się dzieje.

 – Umówiłem się też z kaskaderem, że całą robotę za mnie odwali, a ja tylko na zbliżeniach zrobię jakieś groźne miny. Tak się przecież kręci filmy. I nagle operator powiedział, że gramy to. I tak cały dzień. Wieczorem pomyślałem sobie, że pójdę do Częstochowy podziękować Matce Boskiej, że nic mi się nie stało. Mimo, że szable nie są ostre można nimi rozłupać kokosa, więc trzeba było zachować ogromną czujność – opowiadał serialowy Jacek Dydyński.  

Widowiskowe walki

To, co ma zatrzymać widza przed ekranem, to widowiskowe walki na szable i pojedynki konne. Za te sceny odpowiada znany szermierz historyczny Tomasz Abramski, który przygotowywał sekwencje walki m.in. do „Ogniem i Mieczem” Jerzego Hoffmana. – Pracowaliśmy nad układami konnymi od dwóch lat – mówił Dariusz Bielecki z grupy szermierzy konnych.

– Dostaliśmy stroje szlacheckie, szable, buzdygany i musieliśmy się nauczyć się w tym chodzić – opowiadał o kulisach serialu aktor Piotr Zawadzki, czyli Stanisław „Diabeł” Stadnicki. – Zastanawialiśmy się też, czy zostawiamy język z wszystkimi naleciałościami XVII wieku. Uznaliśmy jednak, że warto, żeby widzowie zajrzeli do słownika i sprawdzili, co znaczy np. rumacja.   

Zdjęcia w 10 dni 

Prace nad serialem rozpoczęły się w październiku 2020 roku. Zdjęcia trwały 10 dni, kręcono je w Bieszczadach i ich okolicach, czyli w miejscach, w których rozgrywała się prawdziwa historia Diabła Łańcuckiego w XVII wieku. W Piątkowej koło Dubiecka, na Zamku w Krasiczynie, we dworze w Bachowie.

Na planie pracowało 10 koni, 40 rekonstruktorów, ponad 40 osób ekipy filmowej. W rolach głównych występują: Radosław Pazura, Piotr Zawadzki, Mateusz Banasiuk, Emilia Sulej, Antoni Sałaj, Michał Białecki, Urszula Nawrot, Wojciech Konikiewicz, Piotr Warszawski, Marek Richter.  

Produkcja kosztowała 824 tys. zł. Pomogli w niej internauci. Prawie 900 osób uczestniczyło w zbiórce pieniędzy. Wpłacono prawie 280 tys. zł. 

Producentem serialu jest Fundacja Ułani Króla Jana z Birczy. Pilotażowy odcinek ma zachęcić producentów telewizyjnych lub platformy streamingowe do sfinansowania kolejnych odcinków. W przyszłym tygodniu mają się odbyć pierwsze rozmowy. 

(la)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama