Zdjęcie: Materiały prywatne
Reklama

Wiktor Pieńkos z Rzeszowa to tykająca bomba. Nigdy dokładnie nie wiadomo, kiedy płytki krwi znajdujące się w jego organizmie spadną tak drastycznie, że zagraża to jego życiu. Przetaczania płytek pomagają tylko na kilka dni. Aby wyleczyć chłopca potrzeba jest długa i kosztowna terapia.

Wiktor Pieńkos ma 10 lat. Jest bardzo grzecznym, ułożonym i koleżeńskim chłopcem. Ma mnóstwo kolegów. Dobrze się uczy i lubi sport, głównie pływanie oraz karate, które trenuje od trzech lat. Ma też braciszka, 7-miesiecznego Kornela, którym lubi się opiekować.

Niestety, swoje sportowe pasje, a nawet chodzenie do szkoły, Wiktor musiał zawiesić. 5 listopada ub. r., bo czterech latach przerwy, ponownie spadła mu ilość płytek krwi. Pierwszy raz z chorobą chłopiec zmierzył się, gdy miał 6 lat.

– Norma płytek krwi w organizmie waha się między 140 tys. a 400 tys. Da się żyć z 50 tysiącami, a Wiktorowi w kryzysowych momentach spadają nawet do 2 tysięcy, co oznacza, że w takim przypadku życie syna jest zagrożone – mówi Anna Pieńkos, mama chłopca.

Chłopiec jest jak chodząca bomba, ponieważ nic wcześniej nie zapowiada – żaden ból, ani pogorszenie się samopoczucia, tak drastycznego spadku płytek krwi  w organizmie. O tym, że dzieje się źle, zauważa się dopiero, gdy na ciele chłopca pojawiają się krwiste wybroczyny oraz płynie krew ze śluzówek.

– Wiktor nie ma krzepnięcia. Jego choroba jest ciężka i trudna do okiełznania, a lekarze nie wiedzą co ją powoduje – mówi o chorobie syna jego mama.

– W organizmie Wiktora zachodzi autoagresja. Oznacza to, że organizm syna niszczy zarówno te płytki, które produkuje sam oraz te, które mu przetoczono – dodaje.

Zdjęcie: Materiały prywatne
Zdjęcie: Materiały prywatne

Odkąd choroba ponownie sieje spustoszenie w organizmie Wiktora chłopiec nie może chodzić do szkoły. – Trzy razy w ciągu dnia oglądamy dokładnie syna, czy przypadkiem się nie pojawiła jakaś wybroczyna. Aby mógł iść do szkoły należałoby codziennie robić mu badania krwi, a tego też nie zalecają sami lekarze, bo to niepotrzebnie stresuje Wiktora – opowiada Anna Pieńkos.

Wiktor leczy się w Szpitalu Klinicznym nr 2 w Klinice Onkohematologii Dziecięcej w Rzeszowie. Lekarze zdecydowali się podawać mu lek, który zagranicą ma  dobre wyniki, ale w Polsce jest mało znany.

– To lek w tabletkach, który Wiktor zażywa raz dziennie. Kosztuje on ok. 13 tys. zł. Lekarze zastanawiają się, czy nie zwiększyć dawki o połowę. Wtedy koszty wzrastają do  ok. 20 tys. zł za miesiąc terapii – wyjaśnia mama chłopca.

Leczenie Wiktora jest długoterminowe. Aby terapia była skuteczna musi ona trwać co najmniej kilka miesięcy. – Każdy organizm jest inny i inaczej reaguje na leczenie. Lekarze nie są w stanie podać, ile może trwać terapia – wyjaśnia mama chłopca.

Aby wspomóc leczenie chłopca można przekazać 1 proc. podatku podając przy rozliczeniu numer KRS 0000248546

z dopiskiem Wiktor Pieńkos lub dokonywać indywidualnych wpłat na konto fundacji „Iskierka”, która wspiera dzieci z chorobą nowotworową. Pieniądze można przesyłać na numer konta: 86 1050 0099  6781 1000 1000 0592 z dopiskiem: Wiktor Pieńkos.

Zdjęcie: Materiały prywatne
Zdjęcie: Materiały prywatne

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

Comments are closed.