Zdjęcie: Pixabay
Reklama

Temat likwidacji rzeszowskiego bonu żłobkowego ponownie wywołał gorącą debatę społeczną. Po wcześniejszym wycofaniu projektu uchwały i zapowiedzi konsultacji, sprawa wraca na kolejne obrady rady miasta, a emocje tylko rosną.

Tym razem nie są to już pojedyncze opinie, lecz szeroki sprzeciw – petycje, spotkania z radnymi, ankiety wśród rodziców i stanowiska całego środowiska prywatnych żłobków.

Nie chodzi tylko o pieniądze

Spór przestał być dyskusją o 300 zł miesięcznie. Dla jednych to element porządkowania finansów samorządu, dla drugich symbol realnej polityki prorodzinnej. W centrum konfliktu znalazły się rodziny z najmłodszymi dziećmi, które obawiają się, że decyzja administracyjna może nagle zmienić ich codzienne życie.

Bon żłobkowy powstał w czasie, gdy miasto nie było w stanie zapewnić odpowiedniej liczby miejsc w żłobkach publicznych. Samorząd zachęcał wtedy prywatne podmioty do tworzenia nowych placówek, a przedsiębiorcy inwestowali własne pieniądze w budynki, wyposażenie i zatrudnienie kadry. Rozwiązanie miało charakter długofalowy i znalazło odzwierciedlenie w ramach wspólnego budowania systemu opieki nad najmłodszymi.

Dziś, gdy liczba miejsc publicznych rośnie, miasto rozważa wycofanie dopłaty. Właściciele placówek prywatnych twierdzą jednak, że zmiana podejścia oznacza zerwanie nieformalnej umowy społecznej. Ich zdaniem nie można najpierw zachęcać do inwestycji, a potem bez okresu przejściowego, wycofywać wsparcie, licząc na naturalne przeniesienie dzieci do sektora publicznego.

Środowisko prywatnych żłobków podkreśla, że stabilna polityka społeczna musi być przewidywalna, a system opieki nad dziećmi nie powinien działać jak projekt tymczasowy zależny od bieżącej sytuacji budżetowej.

Wolne miejsca nie oznaczają wyboru?

Najważniejszym argumentem władz miasta są wolne miejsca w żłobkach publicznych. Według założeń samorządu likwidacja bonu ma skłonić rodziców do korzystania z bezpłatnych placówek miejskich.

Ankieta przeprowadzona wśród rodziców dzieci uczęszczających do prywatnych żłobków pokazuje jednak zupełnie inny obraz. Blisko połowa deklaruje, że nie przeniesie dziecka nawet po utracie dopłaty, a ponad jedna trzecia nie wie jeszcze, jaką decyzję podejmie. Oznacza to, że założony przez miasto efekt migracji wcale nie jest pewny.

Rodzice wskazują, że o wyborze placówki decyduje przede wszystkim lokalizacja, a dopiero później koszty. Żłobek blisko domu lub pracy pozwala skrócić codzienną logistykę i spędzić więcej czasu z dzieckiem. Zmiana placówki oznacza często kilkadziesiąt dodatkowych minut dziennie w samochodzie lub komunikacji miejskiej, a więc realny koszt życia, którego nie uwzględniają proste wyliczenia finansowe.

Finansowy paradoks samorządu

W debacie coraz częściej pojawia się argument, że likwidacja bonu wcale nie musi oznaczać oszczędności. Dopłata do bonu to dla miasta około 1,8 mln zł rocznie. Tymczasem koszt utrzymania miejsca w żłobku publicznym jest wielokrotnie wyższy i obejmuje nie tylko opiekę nad dzieckiem, ale także infrastrukturę, administrację i etaty.

Jak wskazuje właścicielka Niepublicznego Żłobka Pinokio, Monika Szubertowicz, koszt dopłaty z budżetu miasta do publicznych żłobków wynosi z kolei aż 12 mln zł.

Jeżeli część dzieci przeniosłaby się do placówek miejskich, budżet samorządu musiałby przejąć pełne koszty ich utrzymania. Według wyliczeń przedstawionych w petycji mogłoby to oznaczać wydatki liczone w milionach złotych rocznie więcej niż obecnie.

Pojawia się więc pytanie, czy decyzja rzeczywiście wynika z ekonomii, czy raczej z chęci uproszczenia systemu i centralizacji opieki. Krytycy projektu twierdzą, że to przenoszenie kosztów z modelu mieszanego na wyłącznie publiczny.

Rodziców apelują o rezygnację ze zmian

Właścicielka Niepublicznego Żłobka Pinokio, Monika Szubertowicz, podkreśla, że problem dotyczy przede wszystkim rodzin. „Jako właścicielka niepublicznego żłobka zabieram głos nie jako przedsiębiorca, a jako przede wszystkim osoba wspierająca moich rodziców, bo decyzje o likwidacji rzeszowskiego bonu żłobkowego dotkną przede wszystkim ich i ich dzieci” napisała.

Reklama

„Nasze miasto zawsze było odbierane jako przyjazne rodzinom i mieszkańcom” – dodała. Wyraziła jednocześnie obawę, że planowane zmiany są bardzo niepokojące.

Rodzice wskazują też na konkretne konsekwencje w postaci zmiany otoczenia dziecka, konieczności adaptacji do nowego miejsca, dłuższych dojazdów i dezorganizacji ich pracy zawodowej. Dla części rodzin oznacza to nawet konieczność zmiany godzin pracy lub rezygnacji z części obowiązków.

Ankieta wyraźnie pokazała także, że zdecydowanie ważniejszymi kwestiami przy wyborcze żłobka była nie tylko lokalizacja placówki, ale też wykwalifikowana i doświadczona kadra.

Ten sam system, różne traktowanie?

Właściciele żłobków zwracają też uwagę, że zarówno placówki publiczne, jak i niepubliczne działają na podstawie tych samych przepisów o opiece nad dziećmi do lat trzech i zatrudniają kadrę spełniającą identyczne wymagania.

Mimo to finansowanie obu sektorów wygląda zupełnie inaczej. Publiczne są utrzymywane w całości z budżetu miasta, prywatne – z opłat rodziców i własnych inwestycji. Zdaniem autorów petycji likwidacja bonu oznacza więc nierówne traktowanie podmiotów wykonujących identyczne zadanie publiczne i naruszenie konstytucyjnej zasady równości przedsiębiorców i swobody działalności gospodarczej.

W ich opinii bon był narzędziem współpracy samorządu z sektorem prywatnym, a nie tylko reakcją na brak miejsc. Usunięcie go zmienia model funkcjonowania całego systemu opieki nad dziećmi. Zdaniem przedstawicieli prywatnych żłobków, nagłe i selektywne wycofanie bonu, bez okresu przejściowego i bez zmiany sytuacji prawnej żłobków narusza zasadę lojalności władzy publicznej wobec obywateli i przedsiębiorców.

Ryzyko zamknięć i ograniczenia dostępności

Środowisko prywatnych placówek ostrzega, że nagłe wycofanie dopłat może doprowadzić do zamknięcia części żłobków. Mniejsze zainteresowanie i rosnące koszty utrzymania spowodują, że nie wszystkie będą w stanie funkcjonować bez wsparcia.

To z kolei może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. W krótkiej perspektywie pojawią się wolne miejsca w żłobkach publicznych, ale w dłuższej może to doprowadzić do ograniczenia różnorodności opieki i większą presję na system miejski.

Według przedstawicieli placówek system powinien opierać się na współistnieniu różnych form opieki, bo tylko wtedy jest odporny na zmiany demograficzne i gospodarcze.

Decyzja o modelu miasta na lata

Spór o bon żłobkowy przestał być lokalną dyskusją o jednym świadczeniu. Stał się debatą o tym, czy miasto chce rozwijać model mieszany, publiczno-prywatny, czy stopniowo przejmować pełną odpowiedzialność za opiekę nad najmłodszymi.

Radni stoją dziś przed wyborem, który wykracza poza bieżący rok budżetowy. Od decyzji, która być może zostanie podjęta już podczas najbliższej sesji Rady Miasta Rzeszowa (24 lutego) zależy zaufanie mieszkańców do stabilności lokalnych przepisów oraz kierunek polityki rodzinnej na wiele lat.

Niezależnie od wyniku głosowania, temat nie zniknie szybko. Dla rodziców to nie jest kwestia ideologii ani polityki. To organizacja każdego dnia, pracy, dojazdów i wychowania dziecka. Dlatego właśnie rzeszowski bon żłobkowy stał się jednym z najgłośniejszych społecznych sporów początku 2026 roku.

Czytaj więcej:

Nowoczesny kompleks sportowy w Rzeszowie. W marcu rusza budowa [WIZUALIZACJE]

Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.

 

Reklama