Zdjęcie: Sąd Rejonowy w Rzeszowie
Reklama

Od pół roku w rzeszowskim Sądzie Rejonowym leży akt oskarżenia przeciwko Janowi B. Chętnych do osądzenia byłego podkarpackiego posła PSL nie ma. 

Akt oskarżenia przeciwko Janowi B., byłemu parlamentarzyście, b. szefowi PSL na Podkarpaciu oraz wiceministrowi skarbu państwa w czasach rządów PO-PSL, był jednym z najdłużej przygotowywanych przez katowicki oddział Prokuratury Krajowej. 

To właśnie tam wysłano do prowadzenia wielowątkowe śledztwo, które doprowadziło do posadzenia na ławie oskarżonych polityków, prokuratorów, przedsiębiorców, duchownych, funkcjonariuszy służb specjalnych. Wielu już skazanych prawomocnymi wyrokami. 

To właśnie afera podkarpacka z lipca 2014 r. ujawniła korupcyjne działania Mariana D., prezesa spółki paliwowej Maante z Leżajska. Biznesmen łapówkami przez lata obłaskawiał najważniejsze osoby na Podkarpaciu, by usuwali rzucane mu kłody w biznesie, ale nie tylko.

Jan B. i sztabka złota 

Afera przekreśliła kariery wielu osób, m.in. wszechpotężnego niegdyś na Podkarpaciu Jana B. On przed sądem ma odpowiedzieć m.in. za przyjęcie 813 tys. zł łapówki od Mariana D., sztabki złota o wartości 128 tys. zł, załatwienie córce biznesmena posady sędziego.

Według prokuratury, Jan B. nakłaniał też starostę powiatu przeworskiego, komisarza skarbowego Urzędu Kontroli Skarbowej w Rzeszowie oraz zastępcę Komendanta Głównego Policji do ujawniania tajemnic służbowych. Zarzutów jest znacznie więcej. 

Jan B. jest najważniejszą osobą w akcie oskarżenia, który katowicka prokuratura do Sądu Rejonowego w Rzeszowie wysłała w styczniu 2022 roku. Razem z byłym liderem PSL na Podkarpaciu, przed sądem ma stanąć jeszcze 11 innych osób

Gdy żona też orzeka… 

Mija pół roku od zakończenia śledztwa, a proces 12 osób do tej pory nie ruszył. Nieznany jest termin pierwszej rozprawy, bo nie wiadomo, kto ma osądzić całą dwunastkę. Nie chce tego zrobić żaden z kilkunastu sędziów z dwóch wydziałów karnych rzeszowskiego sądu.

Wszyscy złożyli wnioski o wyłączenie ich z prowadzenia procesu. Twierdzą, że mieli kontakty zawodowe z oskarżonymi. Oceny wniosków mieli się podjąć sędziowie Sądu Okręgowego w Rzeszowie. Ale tam też chętnych do tego ze świecą szukać. 

– Jeden z sędziów wyłączył się, uzasadniając to tym, że jego żona orzeka w Sądzie Rejonowym w Rzeszowie – mówi sędzia Brygida Gradkowska-Ferenc, rzecznik Sądu Okręgowego w Rzeszowie. 

„Niewłaściwość rzeczowa”

W okręgowym wyznaczono więc drugiego sędziego, który miał ocenić, czy wnioski sędziów sądu rejonowego o wyłączenie ich z prowadzenia procesu Jana B. i 11 pozostałych osób, mają podstawy. Kolejny sędzia SO też nie chciał tej oceny dokonać. 

Wyznaczono więc trzeciego sędziego. Ten 25 maja wydał postanowienie o „stwierdzeniu swojej niewłaściwości rzeczowej i przekazaniu sprawy Sądowi Rejonowemu w Rzeszowie”. W uproszczeniu: problem powinien rozstrzygnąć prezes SR, a nie sędziowie SO. 

A dlaczego to prezes SR ma mieć jednak decydujący głos? – Bo nie wszyscy sędziowie tego sądu złożyli wnioski o wyłączenie ich z prowadzenia procesu. Te wnioski mogą ocenić sędziowie z innych wydziałów, np. cywiliści – mówi sędzia Gradkowska-Ferenc.  

Przerzucanie „kartofla”

Prezes SR musi skompletować skład sędziów z pozostałych wydziałów, by ocenili wnioski karnistów. Ten „gorący kartofel” może być długo przerzucany. Bo sędziowie, którzy nie orzekają w wydziałach karnych, też mogą nie chcieć oceniać wniosków karnistów. 

Sprawa wtedy ponownie trafi do Sądu Okręgowego w Rzeszowie i tam do skutku będą wyznaczani kolejni sędziowie. A gdy lista sędziów SO się skończy, o dalszym losie tej administracyjno-sądowej batalii decydować będzie Sąd Apelacyjny w Rzeszowie. 

Ten z kolei będzie mógł wyznaczyć inny sąd w obrębie SO lub całkowicie sprawę przenieść poza rzeszowską apelację.

Katowice miejscem procesu?

„Wyłączeniowa” procedura można potrwać jeszcze długie miesiące, a na samym końcu finał może być taki, że Jana B. i 11 pozostałych oskarżonych osób osądzać trzeba będzie w Katowicach, czyli tam, gdzie toczyło się… prokuratorskie śledztwo. 

Reforma wymiaru sprawiedliwości miała przyspieszyć pracę sądów. Właśnie widać z jakim skutkiem. 

marcin.kobialka@rzeszow-news.pl

Reklama