Reklama

Granica pomiędzy rzeszowskimi osiedlami im. Franciszka Kotuli i niedawnego sołectwa Przybyszówka przebiega wzdłuż ulicy Leskiej, czyli w poprzek zabudowy spółdzielni Projektant. Próba zmiany tego stanu napotyka na skomasowany opór większości radnych.

Ostatnie bloki spółdzielni Projektant (i nie tylko) powstały na terenach niegdyś rolnych, sprzedanych jakiś czas temu przez właścicieli do spółdzielni. W trakcie intensywnej rozbudowy siedziba administracji spółdzielni znalazła się na terenie Przybyszówki. Powstała tam również szkoła, żłobek i przedszkole, a do niedawna ta część Miasta nie miała nawet bezpośredniego połączenia drogowego z Przybyszówką.

Z tego powodu od kilku lat próbujemy w Radzie Miasta przeforsować zmianę granic osiedli, tak aby wszystkie budynki Projektanta znalazły się w osiedlu im. Franciszka Kotuli. Zresztą stosownie do zapisu w Statucie naszego Miasta, który w §9 mówi: „Przy tworzeniu osiedli i ustalaniu ich granic bierze się pod uwagę jednorodność układu osadniczego i przestrzennego oraz więź społeczną.”

Dla każdego nieuprzedzonego obserwatora nie ulega najmniejszej wątpliwości jednorodność układu osadniczego osiedla Projektant – zasadniczo odmiennego od zabudowy, wiejskiego przecież osiedla Przybyszówka. Podobnie trudno dowodzić istnienia istnienie więzi społecznej pomiędzy mieszkańcami tych dwóch osiedli. Wszak mieszkańcy bloków to są ludzie z różnych części naszego miasta, województwa czy nawet z Polski. I jeśli czują jakąś wspólnotę z sąsiadami, to na pewno nie z tymi z Przybyszówki. Ich wspólne problemy mają zupełnie inny charakter.

Niestety, zgodne działanie radnych PiS i Rozwoju Rzeszowa uniemożliwiają dokonanie tej, oczywistej zmiany. Doskonałym, dodatkowym argumentem za taka zmianą, który – zdawało się – przekona naszych oponentów, były wyniki ostatniego budżetu obywatelskiego. W jego części osiedlowej, w której z każdego osiedla mógł być zakwalifikowany tylko jeden wniosek, propozycja mieszkańców Przybyszówki przegrała z tą pochodzącą z bloków Projektanta. Po początkowej konsternacji radni z Przybyszówki – Grzegorz Koryl z PiS i Czesław Chlebek z RR, szybko powrócili do starej, dla zdumiewającej, narracji.

Można by zapytać jaka jest przyczyna, takiej zdumiewającej postawy. Nie potrafię na to przekonywająco odpowiedzieć. Jedyne co mi przychodzi do głowy, to motywacja polityczna, bo zdeterminowaną orędowniczką tej zmiany jest Jolanta Kaźmierczak – przewodnicząca Rady Osiedla Kotuli i szefowa klubu PO w miejskiej radzie. Jakimś potwierdzeniem tego podejrzenia są skierowane na sesji do koleżanki słowa radnego Chlebka: „Jolu, robisz sobie kampanię”. A więc zarzut, który można postawić każdemu dobremu działaniu radnego.

Oczywiście sprawa jest drobnej wagi, a Rada ma znacznie poważniejsze sprawy do omawiania. Mimo to piszę o tym, żeby pokazać, jak absurdalne decyzje mogą być podejmowane, kiedy kieruje się motywami politycznymi, a nie merytorycznymi.

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: