Zdjęcie: Youtube.com / Polska Fundacja Narodowa
Reklama

– Słyszałem kiedyś, że niektórych rzeczy nie da się odzobaczyć. Paradokument PFN o superbohaterze Morawieckim z pewnością do takowych należy – pisze Łukasz Sikora w najnowszej Emisji Weekendowej. 

W monumentalnym hicie lat 80. urodziwa Bonnie Tyler śpiewa o tym, że potrzebuje nieustraszonego bohatera. Pieśń „Holding out for a hero” z nie mniej hitowego filmu „Footloose” stała się później wielkim światowym przebojem, do dzisiaj wykorzystywanym w różnych innych produkcjach filmowych. Nie jestem natomiast pewien, czy ktoś już zdążył donieść wybitnej brytyjskiej artystce, że ów poszukiwany superbohater właśnie się odnalazł, czego dowodzi opublikowany właśnie spot Polskiej Fundacji Narodowej. Cudownie ujawniony po latach heros to – tadam! – Mateusz Morawiecki.

O Polskiej Fundacji Narodowej, w pocie czoła marnującej podatnicze pieniądze na pseudopromocję kraju nad Wisłą, głośno było już wiele razy w ciągu ostatnich paru lat. Przypomnę jedynie hasłowo „promocję” w formie rejsu drogim jachtem o uroczej nazwie „I love Poland”, który uroczo się zepsuł, czy wynajęcie firmy lobbingowej z USA, której zapłacono miliony m.in. za wysłanie paru maili oraz lancze w waszyngtońskiej knajpie. Filmem o bohaterskim Mateuszu PFN wskoczyła natomiast na stratosferyczny, nieosiągalny dotąd level reklamy, mieszczący się jedynie w kategorii zjawisk paranormalnych. Ale po kolei.

Porywający teaser, zrealizowany z troską o międzynarodową publikę, bo po angielsku, rozpoczyna się tajemniczymi, wiekowymi drzwiami i schodami, po których wspina się nie mniej zagadkowa, choć jakby troszkę znajoma sylwetka. Dodajmy, że czynnościom tym towarzyszy narastająca, ezoteryczna i intrygująca muzyczka. Lektor z offu obwieszcza zaś, że oto na królewski tour po Polsce zabierze nas człowiek, który sam jest częścią jej historii, a wręcz nawet ją tworzył.

Postać człapie w górę, a oniemiały z wrażenia widz słucha niesamowitej opowieści o człowieku, który do heroicznej walki o wolność przystąpił jako jedenastolatek, a zanim ukończył lat 19 był już wielokrotnie porywany, aresztowany i torturowany przez opresyjne siły zła.

Mężczyzna tymczasem wkracza w snop światła u wrót prastarej klatki schodowej, a lektor zaś ogłasza, że nasz śmiały junak ostatecznie zwyciężył w tej nierównej walce z ciemnymi mocami, po czym ekran ukazuje nam dobrotliwe, choć jakby surowe oblicze ukochanego premiera, ojca i wujka dumnego narodu w jednej osobie. Stoi on oto na szczycie wysokiej wieży, okrążanej przez fruwającą na dronie kamerę i patrzy z jednoczesnym spokojem oraz zatroskaniem na te polskie lasy, jeziora, góry, zamki i co tam jeszcze u jego stóp.

Dalsza część filmowego dzieła ujawnia, że to właśnie premier Morawiecki, ten światowy przywódca, zabierze nas w godzinną podróż po swoim uroczym królestwie, pełnym niesamowitych miejsc. Na ekranie widzimy zaś szybkie przebitki, na jednej z których Morawiecki pyka w ping-ponga, niczym jakiś azjatycki mistrz tej dyscypliny sportu. Kurtyna.

Słyszałem kiedyś, że niektórych rzeczy nie da się odzobaczyć. Paradokument PFN o superbohaterze Morawieckim z pewnością do takowych należy.

Niemniej polecam, bo przecież nieczęsto zdarzają się nam takie mistyczno-magiczne produkcje, chociaż może ten PREMIEROWY odcinek przyniesie nam kolejne. Gdybym mógł coś zasugerować władzom PFN, to w następnych odsłonach tej oszałamiającej serii chętnie widziałbym opowieści o takich kozakach i kozaczkach, jak Marek Suski, Ryszard Terlecki oraz Beaty: Szydło i Kempa. Tak na dobry początek, bo przecież wiadomo, kto wystąpiłby w odcinku finałowym.

PS. Drogi Netfliksie, właśnie straciłeś szanse na przyszłoroczne laury!

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: