Idą wielkie zmiany w PiS. Co z nowym kandydatem na prezydenta Rzeszowa?

0

Podkarpacki PiS tworzy plan objazdu najważniejszych polityków partii po województwie. W formacji Kaczyńskiego szykuje się personalna rewolucja.

 

Zdjęcia: Sebastian Stankiewicz / Rzeszów News

W sobotę w podwarszawskich Markach Jarosław Kaczyński na konwencji PiS ogłosił „wielką mobilizację Prawa i Sprawiedliwości i całej Zjednoczonej Prawicy”. Najważniejsi ludzie w partii – ministrowie i parlamentarzyści – w najbliższych dniach mają ruszyć w objazd po całej Polsce i spotykać się ze swoimi wyborcami w każdym powiecie. 

W teren rusza także premier Mateusz Morawiecki. We wtorek, 7 czerwca, będzie na pikniku w Stalowej Woli. To ulubione miasto PiS na Podkarpaciu. Rządzi nim już drugą kadencję Lucjusz Nadbereżny, który uchodzi za „cudowne dziecko” partii.

Spotkania w terenie to sprawdzona metoda, która PiS dała zwycięstwo w wyborach parlamentarnych w 2015 i 2019 r. Teraz ma być podobnie. Objazd polityków po Polsce zbiega się też ze zmianami organizacyjnymi w partii. 20 maja Komitet Polityczny PiS zdecydował, że w miejsce okręgów do Sejmu będą zarządy okręgowe, które pokrywają się z okręgami do Senatu. 

Na Podkarpaciu obecnie są dwa okręgi do Sejmu: nr 22 (krośnieńsko-przemyski) i 23 (rzeszowsko-tarnobrzeski). Ich liderami są odpowiednio: przemyski poseł Marek Kuchciński i Władysław Ortyl, marszałek podkarpacki. Okręgów senackich jest u nas pięć. I wkrótce każdy z nich będzie miał swojego lidera i zarząd. 

– Nowa struktura organizacyjna formalnie zacznie działać od 1 lipca, a maksymalnie do 15 czerwca zostaną wybrani pełnomocnicy tych pięciu okręgów – zapowiedział w poniedziałek w Rzeszowie Andrzej Paniw, pełnomocnik sekretarza generalnego PiS Krzysztofa Sobolewskiego, rzeszowskiego posła partii.  

Każda frakcja skorzysta 

O tym, kto zostanie szefem danego okręgu, zdecyduje sam prezes partii Jarosław Kaczyński. Wiadomo, że nie będą mogli nimi być pełniący obecnie funkcję ministrów i marszałkowie województw. A to oznacza, że rzeszowskim okręgiem PiS nie będzie mógł już kierować Władysław Ortyl. Kto go zastąpi? Na razie żadne nazwiska nie padają. 

– W miarę możliwości rozdzielamy funkcje partyjne od funkcji w rządzie, czy samorządzie – wyjaśnia Andrzej Paniw. Nieoficjalnie dowiadujemy się, że PiS tworząc większą liczbę liderów w okręgach chce walczyć z wewnątrzpartyjnymi frakcjami. Na Podkarpaciu rzeszowską frakcję tworzy Władysław Ortyl, przemyską kontroluje Marek Kuchciński.

– W nowej strukturze każda frakcja w zarządach okręgów będzie miała swoich reprezentantów – mówią nam nieoficjalnie politycy PiS. Do czasu kolejnych wyborów partyjnych, po 15 czerwca pełnomocnicy okręgowi będą mieli taką władzę jak obecnie szefowie dwóch obecnych okręgów razem z ich zarządami. 

Jakie nastroje w terenie 

Struktury PiS jesienią czekają bowiem wybory na każdych szczeblach: w gminach, powiatach i województwach. Ten proces 1,5 roku temu zatrzymała pandemia. W listopadzie 2021 r. odbyły się wybory jedynie prezesa partii, został nim ponownie Jarosław Kaczyński. Wyłoniono jeszcze Rade Polityczną PiS. W regionach wszystko jest wciąż po staremu.

I właśnie to pełnomocnicy pięciu okręgów mają przypilnować organizacji jesiennych wyborów. Czy uda się uniknąć walk frakcyjnych? Zapewne nie, ale centrala PiS chce mieć większą kontrolę nad tym, co się dzieje w województwach. Pełnomocnicy będą bezpośrednio podlegać Kaczyńskiemu i to jemu meldować o nastrojach w terenie. 

Powołanie pełnomocników oznacza, że dotychczasowe zarządy PiS w poszczególnych powiatach przestaną działać z automatu. Nowe zostaną wyłonione po jesiennych wyborach w partii. Jej działacze teraz też muszą realizować wizję prezesa, który polecił im wielki objazd po Polsce. Na Podkarpaciu na razie jest koncepcja, harmonogramu jeszcze nie ma.

Ma przyjechać Marlena Maląg 

Działacze PiS zapowiadają, że w naszym województwie odwiedzą nawet sołectwa. – Spotkania z wyborcami są naszą siłą. Będziemy na piknikach, zorganizujemy spotkania. W dniach roboczych będą one głównie z parlamentarzystami i samorządowcami. W weekendy do spotkań dołączać będą ministrowie – dowiadujemy się w PiS.

Jedno z takich najbliższych spotkań z reprezentantem rządu ma być już pod koniec czerwca. Do Przeworska ma przyjechać Marlena Maląg, minister rodziny i polityki społecznej. Reszta harmonogramu jest jeszcze w rozsypce. – To nie będzie objazd dla objazdu – zapewnia tymczasem jarosławski poseł PiS Tadeusz Chrzan. 

– Będziemy słuchać głosu mieszkańców, co jeszcze w Polsce trzeba zrobić i co poprawić – mówi Chrzan. – Większość nowego programu przed kolejnymi wyborami ułożymy w oparciu o te spotkania – zapowiada Andrzej Paniw. Dla posłów to maraton. W tym roku nie będą mieć wakacji od pracy w parlamencie, na sierpień zaplanowano posiedzenie Sejmu.

Nacisk na przygraniczne miasta

Plan przewiduje, że w dniach roboczych każdego dnia będą co najmniej dwa spotkania z politykami PiS, w weekendy nawet trzy dziennie. Posłowie mają mieć wolną rękę w umawianiu terminów spotkań z udziałem ministrów. Na Podkarpaciu liczą przede wszystkim na ministrów z resortów gospodarki, infrastruktury oraz technologii i rozwoju. 

– W związku z sytuacją na Ukrainie, chcemy, żeby odwiedzili tereny przygraniczne, spotkali się z przedsiębiorcami – mówi Teresa Pamuła, krośnieńska posłanka PiS. Parlamentarzyści liczą na to, że w objeździe po województwie będą brali udział także marszałek Władysław Ortyl i wojewoda Ewa Leniart. 

Nie wykluczone, że elektorat PiS usłyszy o nowych programach socjalnych. Nieoficjalnie się mówi, że z państwowej kasy miałyby być wypłacane dodatkowe pieniądze dla pracujących matek, które wychowały co najmniej czwórkę dzieci. Pieniędzmi PiS może też chcieć obsypać koła gospodyń wiejskich oraz amatorskie chóry i teatry. 

Pierwszy objazd polityków PiS po Podkarpaciu ma ruszyć już w najbliższy weekend. Spotkania mają zmobilizować elektorat partii. Wyborcy PiS mają docenić, że rząd zwiększa nakłady na służbę zdrowia, edukację, że rośnie budżet na inwestycje, mimo szalejącej inflacji i drożyzny w sklepach. Tych tematów w terenie PiS jednak się boi. 

Jeden kandydat na prezydenta Rzeszowa

Na razie PiS myśli tylko o wyborach parlamentarnych w 2023 roku. Zgodnie z kalendarzem wyborczym, w przyszłym roku powinny się odbyć także wybory samorządowe. Od kilku tygodni spekuluje się, że te drugie mogą być przesunięte nawet na wiosnę 2024 roku. – Potrzebny jest kilkumiesięczny oddech – uważa Andrzej Szlachta, rzeszowski poseł PiS.

Z tyłu głów działaczy PiS są już wybory na prezydenta Rzeszowa. Ubiegłoroczne, wymuszone rezygnacją ze stanowiska Tadeusza Ferenca, wygrał kandydat opozycji Konrad Fijołek. Obóz Zjednoczonej Prawicy poniósł sromotną porażkę. Ani Ewa Leniart (PiS), ani Marcin Warchoł (Solidarna Polska) nawet nie zbliżyli się do Fijołka. 

– Postaramy się nie popełnić tego samego błędu taktycznego. Środowisko prawicowe powinno wystawić jednego kandydata. Grzegorz Braun, Marcin Warchoł, Ewa Leniart walczyli między sobą – przyznaje poseł Szlachta. Sam tego doświadczył 20 lat temu, gdy wybory prezydenckie w 2002 roku przegrał z Tadeuszem Ferencem. 

– Miałem wtedy 8 kontrkandydatów z prawicy, a z lewicy był jeden. Jeden procent mi zabrakło do wygrania wyborów. I to nieszczęście ciągnie się u nas do dzisiaj – ubolewa Andrzej Szlachta. Od 20 lat ratusz jest fortecą nie do zdobycia przez PiS. W kuluarach pada nazwisko Adama Hamryszczaka, szefa lotniska w Jasionce, że to jego PiS wyśle do boju.

marcin.kobialka@rzeszow-news.pl

NAPISZ KOMENTARZ:
Reklama