Zdjęcie: Sebastian Fiedorek / Rzeszów News
Reklama

Rodziny osadzonych w zakładach karnych i aresztach śledczych przeżywają podwójny dramat. Pierwszy jest oczywisty. Drugi, gdy mają utrudniony kontakt z osadzonym. Przez pandemię koronawirusa. 

Partner Dominiki od tegorocznej wiosny przebywa w areszcie śledczym w Rzeszowie. Oboje mają trójkę dzieci: dwie córeczki w wieku 4 i 6 lat oraz 3-miesięcznego synka. Chłopiec przyszedł na świat 1 kwietnia, gdy ojciec był już za kratkami. Jeszcze nie widział swojego trzeciego dziecka. Starsza córka pisze do ojca listy. 

– Koronawirus to też dramat dla osób przebywających w zakładach karnych oraz aresztach śledczych. Nikt o tym nie mówi głośno, bo się boi, że wyleje się hejt. W innych miastach powoli już zaczynają nagłaśniać tę sprawę. Widzenia od miesięcy były całkowicie zawieszone przez pandemię – opowiada Dominika.

Nie broni swojego partnera, że w areszcie siedzi bezpodstawnie, że jest niewinny. – Wielu z nich znajduje się tam na własne życzenie. To jednak nadal ludzie, a nadrzędnym celem systemu penitencjarnego jest resocjalizacja. Pandemia odebrała osadzonym coś, co jest jednym z filarów resocjalizacji – kontakt bezpośredni, fizyczny z rodziną – mówi kobieta. 

Stolik z pleksi

Gdy w marcu 2020 r. ogłoszono stan pandemii, widzenia ograniczono w szpitalach. O tym dramacie mówiło się głośno i wszędzie. O ludziach zamkniętych w więzieniach nie mówił nikt. Do sierpnia osadzonych nie można było odwiedzać. Potem widzenia wznowiono. Przed końcem 2020 roku znów jest wstrzymano, gdy nadeszła kolejna fala pandemii.

Widzenia przywrócono 1 czerwca br. Od 14 czerwca osadzeni mogą się widzieć także z dziećmi – tylko jednym podczas wizyty. Zanim rodziny wejdą na teren więzienia muszą wypełnić ankietę, zdezynfekować dłonie, mieć maseczkę, mierzy się im temperaturę. Wizytę, która może trwać maksymalnie godzinę, trzeba umawiać telefonicznie. 

– W naszych jednostkach penitencjarnych na Podkarpaciu zwiększyliśmy liczbę stanowisk internetowych, gdzie osadzeni mogą rozmawiać z rodzinami przez Skype’a – mówi mjr Jarosław Wójtowicz, rzecznik Okręgowej Służby Więziennej w Rzeszowie. 

Bezpośrednie widzenia z osadzonymi odbywają się przy stoliku, który przedziela pleksa, wykonana z przezroczystego poliwęglanu. 

– Wszystkie działania mają na celu ochronę zdrowia i życia funkcjonariuszy, pracowników więziennictwa oraz osadzonych i ich najbliższych. Sytuacja jest dokładnie monitorowana, dzięki czemu na terenie jednostek penitencjarnych nie doszło do poważnych zagrożeń epidemicznych – wyjaśnia mjr Jarosław Wójtowicz. 

Pociesza, że funkcjonariusze służby więziennej nie sprawdzają, czy ktoś jest zaszczepiony przeciwko COVID-19, czy nie, by nie tworzyć kolejnych barier. Dominika nie wyobraża sobie iść z małym dzieckiem odwiedzić partnera w areszcie i kilkulatkowi tłumaczyć, że będzie dzieliła ich pleksa. Chce spotkań z partnerem przy stoliku, bez pleksi. 

Wszystko im zabrali… 

Reżim sanitarny spowodował, że liczba widzeń drastycznie spadła. W czerwcu 2019 roku w jednostkach penitencjarnych okręgu rzeszowskiego było ich 1952, w czerwcu tego roku tylko 385. Paradoksalnie pandemia pokazała jeszcze coś… – To nie osadzeni garną się do widzeń, tylko ich rodziny – słyszymy od doświadczonego funkcjonariusza SW. 

– Osadzeni to specyficzna grupa. Niektórzy z rodzinami nie mają żadnego kontaktu, bo go nie chcą mieć. A ci, którzy mają, to nierzadko przychodzą na widzenia tylko po to, by odebrać pieniądze. Tam wtedy nie chodzi o budowanie więzi rodzinnych. Tam jest tylko jakiś interes – mówią nasi rozmówcy związani z podkarpackim więziennictwem. 

Dominika twierdzi, że z nią i jej partnerem jest inaczej. Dzieci tęsknią za ojcem, on tęskni za nimi. Pozostają rozmowy telefoniczne, które mogą trwać po sześć minut, co drugi dzień, wszystko zależy od prokuratora. Dla wielu rodzin osadzonych to wciąż za mało. – Dla nich, oprócz zabranej wolności, zabrane już jest wszystko – rozpacza Dominika.

Ile te ograniczenia jeszcze potrwają? – Będzie to uzależnione od sytuacji pandemicznej w kraju i obowiązujących w zakresie reżimu sanitarnego przepisów – odpowiada mjr Wójtowicz. To nie zwiastuje nic dobrego, szczególnie, że jesienią należy się spodziewać czwartej fali pandemii i powrotu do społecznych restrykcji.

marcin.kobialka@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: