Na Zalesiu budować wieżowce, czy nie? Zwolennicy i przeciwnicy u Ferenca [FOTO]

41
Reklama

– Każdy właściciel gruntu powinien dysponować swoją nieruchomością, a nie sąsiad czy sąsiadka – twierdzą właściciele odzyskanych działek na rzeszowskim osiedlu Zalesie. To właśnie tam mają powstać 18-piętrowe wieżowce.  Tadeusz Ferenc jest na „tak”, mieszkańcy domków jednorodzinnych i „szeregówek” mówią „nie”.

 

Zgodnie z zapowiedziami Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa, w poniedziałek spotkał się w ratuszu z mieszkańcami os. Zalesie. W planach miał rozmawiać tylko z właścicielami odzyskanych gruntów, na których mają powstać 18-piętrowe wieżowce a nie Park Naukowo-Rekreacyjny, jak pierwotnie zakładano. Prezydent Ferenc jest zwolennikiem budowy wieżowców.

Plany się jednak zmieniły, ponieważ na spotkaniu pojawiła się również grupa mieszkańców z ul. Spacerowej, którzy protestują przeciwko wieżowcom. Pod petycją podpisało się ponad 400 osób.

Wolą park, a nie wieżowce

– Mam na ul. Spacerowej „ojcowiznę”.  Na niej wybudowałam dom. Mam 350 tys. zł kredytu. Zafundowałam sobie taką „jesień życia”, bo wydawało mi się, że to, co robię ma sens. W tej chwili traciłam wiarę w to wszystko  – mówiła na spotkaniu Mariola Szpunar, mieszkanka ul. Spacerowej, która sprzeciwia się budowie wieżowców tuż pod jej oknami.

– Chcemy, aby na wzgórzach Dynowskich powstał Park Naukowo-Rekreacyjny, który miał być dla mieszkańców całego Rzeszowa. Chcemy również, aby w tym miejscu powstały tzw. „szeregówki”, które wkomponowałaby się w setkę tego typu obiektów tutaj się znajdujących – dodawała.

Sylwia Indycka-Rosół zwróciła uwagę z kolei na to, że ul. Spacerowa jest bardzo wąska i w połowie tylko pokryta asfaltem – zbyt duża liczba mieszkańców utrudni jeszcze bardziej przejazd. Ponadto, na os. Zalesiu jest tylko jedno przedszkole i jedna szkoła podstawowa – kolejni mieszkańcy, to też kolejne dzieci.

– Czy będzie dla nich miejsce w publicznych placówkach? Te prywatne są bardzo drogie i naprawdę wielu mieszkańców na nie stać – twierdzi Indycka-Rosół. – Nie mamy nic przeciwko rozwojowi miasta, ale obawiamy się, że będzie tłoczno, że będą korki, że wody opadowe nie będą miały się gdzie podziać – dodawała na koniec.

Wstyd, jak bloki na Nowym Mieście?

Na ten sam problem zwracał uwagę również Marcin Sączawa, który mieszkał na os. Architektów, obecnie przy ul. Spacerowej. Podoba mu się pomysł na wybudowanie na wzgórzu wieżowców, ale i on się obawia, że jeżdżąc wąskimi drogami, gdzie nie są w stanie wyminąć się dwa auta, przejazd w godzinach pracy może okazać się koszmarem.

– Jeżdżę ul. Kwiatkowskiego. Ona ciągle jest też zatkana, ale mnie to cieszy, bo to oznacza, że na osiedlach Budziwój i Biała ludzie się budują –  odbił piłeczkę  Tadeusz Ferenc.

– Jeśli zabudujemy wzgórza wysoką zabudową to odetniemy  miasto z naturalnej wentylacji. Mieszkańcy ul. Ziemowita już i tak toną w smogu, bo nie ma się to wszystko gdzie ulatniać. Ponadto, budując tam wieżowce za parę lat będziemy się ich wstydzić, podobnie jak architektury osiedla Nowe Miasto – stwierdziła z kolei Izabela Kasprzak.

– Czuję się idiotycznie, że tyle lat jesteśmy wolnym krajem, a nie potrafimy podejmować sensownych  decyzji przestrzennych – dodawała.

– Nie wiecie, co tak naprawdę chcemy budować na własnych działkach, a na „dzień dobry” protestujecie. Żadne konkrety nie były przedstawione – oburzyła się Małgorzata Czarnik, właścicielka odzyskanych gruntów na Zalesiu.

– Informacja  o 18-piętrowych wieżowcach skłoniła nas do takiej desperacji – stwierdziła Mariola Szpunar, inna mieszkanka osiedla.

Małgorzata Czarnik w rozmowie z Rzeszów News dodała, że protesty mieszkańców os. Zalesia mogą jej zaszkodzić, ponieważ urzędnicy mogą zablokować dwa wnioski o pozwolenie na budowę, które kobieta złożyła do ratusza. Na jej gruntach ma powstać ośmiopiętrowy blok i zabudowa niska.

– Każdy właściciel gruntu powinien dysponować swoją nieruchomością, a nie sąsiad czy sąsiadka. Mądra wysoka zabudowa nie przeszkodzi temu wzgórzu  – twierdzi Małgorzata Czarnik.

Kiedy miasto będzie umierać?

A co na to wszystko Tadeusz Ferenc? Trzyma rację właścicieli odzyskanych terenów. Na kłopoty z komunikacją po wybudowaniu wieżowców ratusz już znalazł lekarstwo.

– Ul. Spacerowa jest rzeczywiście bardzo wąska, dwa samochody się nie miną. Natychmiast daję polecenie, aby przystąpić do poszerzenia, jeśli tylko dacie mi tam wejść – zapowiedział prezydent Ferenc. Obiecał też, że w tym rejonie miasta powstanie nowa szkoła i przedszkole.

Tadeusz Ferenc powtarza, że na ok. 300 obecnie prowadzonych inwestycji w Rzeszowie aż 95 proc. z nich jest oprotestowanych. Jako koronny przykład Ferenc podał problemy związane z pozyskaniem 450-milionowej dotacji na budowę obwodnicy południowej, której nie chcą mieszkańcy osiedli Biała, Budziwój, lewicowa partia Razem oraz ekolodzy.

– Ktoś by zarobił te pieniądze i sama komunikacja by się również usprawniła. Ale ludzie się nie zgodzili. Ja, jako prezydent miasta, muszę myśleć o tych, którzy są teraz najmłodsi – tłumaczył Tadeusz Ferenc.

Prezydent przypominał, że protesty były również, gdy budowano al. Armii Krajowej, al. Powstańców Warszawy, a teraz wszyscy z tych dróg korzystają. Mieszkańcy osiedli Pobitno, Drabinianka, Przybyszówka również sobie nie wyobrażali, że tam powstanie wysoka zabudowa, a dziś stoją tam wysokie budynki.

– Bez komunikacji, nowych ludzi miasto będzie umierać. Cieszę się, że tu ludzie przychodzą kupują mieszkania, budują domy. Mogę siedzieć cicho dla spokoju i nie budować nic, ale wyrzucilibyście mnie zaraz – stwierdził Tadeusz Ferenc.

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

Reklama

Comments are closed.