Grafika: sztuczna inteligencja, UM Rzeszów. Wizja, którą należy traktować wg urzędników cyt. "z przymrużeniem oka"
Reklama

Podczas gdy mury Podkarpackiego Centrum Lekkiej Atletyki (PCLA) pną się w górę, wokół samej inwestycji i towarzyszącej jej zamianie gruntów gęstnieje atmosfera niedomówień. Byli radni, którzy chcieli zakończyć niewygodną dyskusję, byli też tacy, którzy wprost twierdzili, że sprawa potrzebuje mniej transparentności.

W grę wchodzą miliony złotych z publicznej kasy, ale niektórzy radni i władze miasta zdają się wierzyć, że im mniej mieszkańcy wiedzą, tym lepiej. Czy transparentność w rzeszowskim ratuszu stała się towarem deficytowym?

Gra w „półsłówka” i prośby o konkret

Podczas ostatniej sesji Rady Miasta aura tajemniczości była niemal wyczuwalna. Jacek Strojny upominał się o fundamentalne prawo radnych i mieszkańców: prawo do rzetelnej informacji. Radny poprosił o precyzyjne odpowiedzi dotyczące sytuacji prawnej i finansowej, podkreślając, że bez pełnego oglądu sytuacji radni „kręcą się wokół własnego ogona” a mają podjąć decyzję od której zależą miliony złotych.

Niestety, zamiast konkretów, ze strony urzędników płynęły sformułowania pełne „możliwości” i „przypuszczeń”. Gdy padło pytanie o to, czy na terenie dewelopera (Resovia Rzeszów Development) rzeczywiście mogą powstać bloki, którymi miasto tak chętnie straszy opinię publiczną, urzędniczka biura rozwoju miasta stwierdziła jedynie wymijająco, że taka zabudowa „wydaje się możliwa”. Brak twardych danych zastąpiono wizualizacjami wygenerowanymi przez sztuczną inteligencję, które sama prelegentka kazała traktować „z przymrużeniem oka”.

Grafiki: sztuczna inteligencja, UM Rzeszów. Wizja, którą należy traktować wg urzędników cyt. “z przymrużeniem oka”

Architektura strachu: płoty, mury i „brudne” zdjęcia

Prezydent Konrad Fijołek, zamiast przedstawić twarde wyliczenia, postawił na emocjonalny przekaz wizualny. Prezentując zdjęcia nieuporządkowanego terenu dewelopera, straszył radnych wizją stadionu sąsiadującego z płotem lub murem. Sugerował, że jeśli miasto nie przejmie tych działek drogą zamiany, świat zobaczy Rzeszów jako miasto, które stawia nowoczesny obiekt obok bałaganu.

Argument ten szybko jednak został wypunktowany przez radnego Mateusza Maciejczyka. Przypomniał on prezydentowi, że miasto posiada odpowiednie narzędzia prawne i służby, takie jak Straż Miejska, które mogą zmusić właściciela do uporządkowania terenu czy usunięcia obraźliwych napisów. Dlaczego więc miasto woli oddać cenne grunty, zamiast po prostu wyegzekwować od dewelopera dbałość o estetykę jego własności? To pytanie pozostało bez satysfakcjonującej odpowiedzi.

Zdjęcia: fotografie wyświetlane podczas wypowiedzi Konrada Fijołka, prezydenta Rzeszowa

Kuriozum na sali: „Transparentność ma swoje granice”

Prawdziwy szok mogły wywołać jednak słowa radnego Andrzeja Deca. W dyskusji nad sprawą wartą miliony złotych, Dec stwierdził, że… nadmierna transparentność jest szkodliwa.

Według niego, publiczne rozważanie wszystkich „za” i „przeciw” ułatwia życie partnerowi biznesowemu (deweloperowi), a radni powinni po prostu zaufać urzędowi. W ustach doświadczonego samorządowca słowa o „reglamentowaniu” informacji mieszkańcom brzmią nie tylko kuriozalnie, ale i głęboko zastanawiająco.

Próba kneblowania dyskusji?

Radni dwukrotnie próbowali uciąć debatę, którą opisaliśmy dość szczegółowo we wczorajszym artykuleWitold Walawender złożył wniosek o zamknięcie dyskusji, argumentując, że na sali dochodzi do „mieszania pojęć prawdy i mitów”. Według radnego, przywoływanie przez opozycję przykładów innych miejskich transakcji, takich jak głośna sprawa „Trafiki” czy kwestia boisk przy Instytucie Teologicznym, było całkowicie bezzasadne i „nie na temat”.

Swoją decyzję o zgłoszeniu podobnego wniosku tłumaczy radna Katarzyna Maciechowska. W rozmowie z Rzeszów News radna wskazała, że punkt obrad miał charakter wyłącznie informacyjny, a mimo to debata trwała ponad dwie godziny, zamieniając się w „grę polityczną” i jałowe powtarzanie tych samych argumentów. Radna przekonuje, że jej wniosek nie był próbą uciszenia opozycji, lecz standardowym działaniem porządkującym obrady, zgodnym ze statutem Rady.

– Zabrakło konkretów i ja jako radna na tym etapie nie jestem w stanie żadnej decyzji podjąć – wyjaśnia Maciechowska, dodając, że obecnie jest przeciwna przenosinom bazaru na osiedle Pułaskiego, a ostateczne stanowisko w sprawie zamiany zajmie dopiero po przedstawieniu konkretnej umowy z deweloperem.

Ostatecznie oba wnioski upadły w głosowaniu. Aż 16 radnych opowiedziało się za kontynuowaniem rozmów, nie zgadzając się na kupowanie „kota w worku”.

Dlaczego Ratusz nie dzieli się podstawowymi  informacjami?

Mimo próśb Urząd Miasta Rzeszowa wciąż nie udostępnił oficjalnie, w tym na prośbę redakcji Rzeszów News, kluczowych dokumentów. Mamy na myśli wyceny działek przygotowanych zarówno przez miasto, jak i dewelopera.

Poprosiliśmy o wyceny mailowo, poprosiliśmy telefonicznie. Mail do dziś pozostał bez odpowiedzi a wysłaliśmy go kilka tygodni temu. Wystąpiliśmy w tej sprawie z wnioskiem o dostęp do informacji publicznej do prezydenta Miasta. Otrzymaliśmy odpowiedź, że to błędny adres. Zgłosić się powinniśmy do Biura Gospodarki Mieniem 🙂  

Opinia publiczna pozostaje zatem odseparowana od odpowiedzi na proste pytania: ile?, za co?, komu? Czego się obawia Miasto Rzeszów Miasto, kiedy milczy na temat wycen działek? Ile realnie warte są 3 działki, które miasto oddaje w zamian za 1 działkę?

“My wciąż tu jesteśmy!”

Według Konrada Fijołka, prezydenta Rzeszowa, sprawa jest prosta: „brak zmian to śmierć Balcerka”. Nawiasem mówiąc tego typu stwierdzenia piętnowali nasi rozmówcy na łamach Rzeszów News. Największy żal kupcy mają do mediów i miejskich plotek. Krzykliwe nagłówki o „Końcu Balcerka” uderzają w ich portfele już teraz. 

Co w takim razie powiedzą na przytoczone powyżej słowa prezydenta Rzeszowa? 

Ludzie nie czytają znaków zapytania w artykułach. Widzą „Koniec” i przestają przychodzić, bo myślą, że już nas nie ma – żali się pani Halina, handlująca tu od trzech dekad. – Jesteśmy otwarci! Zapraszamy! To nie jest tak, że tu nic nie ma. Można tu kupić wszystko od A do Z.

Dla mieszkańców Rzeszowa życie targowiska nie jest zagrożone. Bardziej zaufanie do władzy, która najważniejsze decyzje – najwyraźniej – woli podejmować w zaciszu gabinetów, z dala od „szkodliwej” transparentności. (mob)

Czytaj więcej: 

„Szachy 3D” kosztem mieszkańców. Gorący protest na Miłocińskiej i nagły odwrót maszyn

Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.

 

Reklama