Reklama

Na miliard dolarów szacowane są inwestycje transportowe, które w najbliższych latach chce zrealizować Rzeszów. Od poniedziałku w miasto ruszają ankieterzy. Będą pytać mieszkańców, co musi się stać, żeby przesiedli się z samochodów do autobusu albo na rower.

– Mamy ogromne plany inwestycyjne. Jak są pieniądze, to jest robota. Chcemy ich wbudować jak najwięcej w miasto, by poprawić komunikację, a dzięki temu powstawały nowe miejsca pracy. Jest walka o pieniądze, kto je złapie. Wyciąga po nie ręce kolej. Chcemy przejąć ich jak najwięcej – mówi Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa.

Po kasę do Polski Wschodniej

Stolica Podkarpacia nie złapała jeszcze drugiego oddechu po tym, jak miasto w ostatnich latach zrealizowało program transportowy za ok. 330 mln zł – wybudowano nowe drogi, przebudowano skrzyżowania, kupiono nowe autobusy miejskie.

Teraz ratusz przystępuje do boju o kolejne wielkie unijne pieniądze na rozbudowę i poprawę transportu publicznego w Rzeszowie. Chodzi o nową unijną perspektywę finansową na lata 2014-2020.

Część pieniędzy już udało się miastu zdobyć, jak choćby 17 mln zł na rozpoczętą niedawno dalszą modernizację al. Sikorskiego, czy 83 mln zł na budowę łącznika ul. Podkarpackiej z drogą ekspresową S19 węzeł Rzeszów-Południe (Kielanówka).

W przyszłym tygodniu ratusz podpisze umowę z firmą Skanska, która w rok ma wybudować 4-kilometrowy łącznik, by wyrzucić ciężarówki z centrum miasta.

Ale ratusz ma plany znacznie poważniejsze. – Chcemy dalej rozwijać i poprawiać transport publiczny – mówią w magistracie. Dokumenty nowych projektów do końcu roku zostaną złożone do programu Polska Wschodnia.

– Będą dotyczyły nowego taboru autobusowego, w tym ekologicznego, a także poprawy infrastruktury związanej z transportem, oraz infrastruktury przystankowej i dworców komunikacji miejskiej – mówi Paweł Potyrański, wicedyrektor Wydziału Pozyskiwania Funduszy w Urzędzie Miasta w Rzeszowie.

W sumie trzy projekty transportowe szacowane są na około 500 mln zł. Miasto chce na nie zdobyć pieniądze z Unii Europejskiej.

Nie bójcie się ankieterów

Ale Brukselę do wydania kasy trzeba jakoś przekonać, żeby potem z funduszy można było się rozliczyć. Projekty transportowe muszą być wzmocnione wiarygodnymi badaniami na temat ruchu w mieście – czego ludzie chcą, z jakiego transportu będą korzystać i czy rzeczywiście przesiądą się z samochodów na transport zbiorowy.

UE szczególnie preferuje takie inwestycje, które służą odkorkowywaniu centrów miast. Ratusz twierdzi, że jest mu po drodze z Brukselą.

Od poniedziałku przez cały październik i listopad na ulicach Rzeszowa pojawiać się będą ankieterzy, którzy mają zbadać aktualny stan ruchu w stolicy Podkarpacia. Ankieterzy zapukają także do naszych domów.

– W domach, na przystankach autobusowych, przy dworcach będziemy pytać ludzi, jaki rodzaj transportu wybierają, czym się kierują w wyborze, co musi się stać, żeby korzystali z transportu publicznego. Będziemy pytać ludzi o ocenę obecnego transportu – tłumaczy Mariusz Bryła, dyrektor Collect Consulting.

To jedna z dwóch firm obok Invest Consulting, których ankieterzy przez dwa miesiące będą badać ruch w Rzeszowie.

– Policzymy wchodzących i wychodzących pasażerów miejskich autobusów. Pojawimy się z kamerami na 80 skrzyżowaniach, na których będziemy liczyć samochody i badać natężenie w ruchu w poszczególnych godzinach – zapowiada Bryła.

Ankiety będą anonimowe, wystarczy na nie poświęcić 10 minut. Ratusz apeluje do mieszkańców, by nie bali się ankieterów i otwierali przed nimi drzwi swoich domów, a na ulicach odpowiadali na pytania. – To dla własnego dobra, aby mieć wpływ na to, co powstanie na naszym podwórku – mówią urzędnicy.

Dopasować inwestycje

Ankieterzy będą pytać także o opinie rowerzystów, gdzie brakuje mi ścieżek rowerowych, parkingów rowerowych, stref „park and ride” (z roweru na transport).

Mieszkańcy będą również pytani o tzw. dziennik podróży, czyli z jakiego transportu korzystali dzień wcześniej w poruszaniu się po mieście, skąd dokąd jechali, czy np. w drodze do pracy zawozili dziecko do szkoły, albo do lekarza i jak tam dotarli. Mieszkańcy ocenią planowane inwestycje.

Ruch zostanie sprawdzony w strefach parkingowych, na dużych parkingach przy centrach handlowych.

Ankieterów będzie też można zobaczyć na granicach miasta, bo będą chcieli sprawdzić, z jakich dróg korzystają kierowcy ciężarówek, by wjechać do Rzeszowa, a także się z niego wydostać.

Ankieterzy liczyć mają również samochody na przejazdach kolejowych, by sprawdzić, czy niektórych nie należy zmienić na przejazdy bezkolizyjne.

– Chcemy w jak najbardziej wiarygodny sposób odwzorować sposób przemieszczania się mieszkańców po Rzeszowie, zdobyć model ruchu. To pozwoli dopasować inwestycje – gdzie poprawiać transport publiczny, gdzie indywidualny, gdzie np. przebudować skrzyżowania – mówi Mariusz Bryła.

Ankiety zostaną przeprowadzone w domach wśród 5,6 tys. mieszkańców. W jednym będą przepytane maksymalnie trzy osoby. Na rzeszowskich ulicach ankieterzy dotrą do tysiąca osób.

Badania będą prowadzone od poniedziałku do piątku – od godz. 6:00 do 18:00. Ankieterzy będą wyposażeni w specjalne identyfikatory i zaświadczenia.

Bój o kasę na kolejkę nadziemną

Ratusz zapewnia, że wyników ankiet nie schowa do szafy i nie zamknie na cztery spusty. – Po to robimy badania, żeby je wykorzystać do poprawy funkcjonowania miasta. Będziemy się dostosowywać – mówi prezydent Tadeusz Ferenc.

– Chcemy, by planowane inwestycje miały jak największą akceptację społeczną, odzwierciedlały potrzeby mieszkańców – dodaje Paweł Potyrański.

Największym marzeniem ratusza jest budowa kolejki nadziemnej Monorail. Rzeszów będzie się bił o 160 mln zł na tę z inwestycję z Łodzią i Katowicami oraz innymi europejskimi miastami. Unia Europejska przeznaczy ekstrakasę na innowacyjny transport. Rzeszów zgłosił właśnie kolejkę nadziemną.

Wśród innych inwestycji, na które miasto chce zdobyć unijne dofinansowane, jest m.in. wspólny projekt z urzędem marszałkowskim dotyczący Podkarpackiej Kolei Aglomeracyjnej, a także przedłużenie ulicy Podkarpackiej, czy połączenie ul. Warszawskiej z Lubelską.

Władze Rzeszowa szacują, że wartość planowanych wszystkich przedsięwzięć transportowych wyniesie miliard dolarów!

– Kolejna perspektywa to kolejne wyzwania. Szykują się dalsze dynamiczne zmiany transportu publicznego w Rzeszowie – zapowiada wiceprezydent miasta Marek Ustrobiński.

JOANNA GOŚCIŃSKA

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

4 KOMENTARZE

  1. Monorail to niewypał, nawet bogata stolica Niemiec wycofała się z tego i obecnie próbuje sprzedać na aukcji kilka składów. Najpierw Ferenc szedł w stronę kolejki gondolowej, teraz od lat mówi o monorailu zamiast od razu zbudować zwykłe tory z tym, że na platformach i włączyć do tego układu który jest. Po co budować linię wzdłuż Dąbrowskiego skoro obok są gotowe tory? Mimo wszystko nie wierzę, że Ferenc w ogóle chce kiedykolwiek zbudować cokolwiek podobnego. Uważam, że to wszystko to kiełbasa wyborcza od kilkunastu lat odgrzewana co sezon i nic więcej. Przed ostatnimi wyborami okazało się, że inwestycją najbardziej oczekiwaną przez mieszkańców miasta jest centrum komunikacyjne. Co do tej pory zrobił z tym Ferenc? Nic, kolej czy PKS mówią otwarcie, że to miasto nie jest zainteresowane tym tematem, a bierność ratusza tylko to potwierdza.

  2. Na rower na co dzień się nie przesiądę bo skutecznie mnie zniechęcili do wszystkiego co z rowerem związne kretyni z jakiegoś tam rowerowego stowarzyszenia, którzy zawsze mają coś do powiedzenia, a zwłaszcza jakiś jeden z wyjątkowo chamskim ryjem, którego ta strona mocno promuje. Transport publiczny jak najbardziej ale niech wreszcie zrobią użytek z torów w mieście i uruchomią kolej miejską czy podmiejską, która niech jeździ w jakimś cyklicznym odstępie np co 10 min czy choćby co godzinę. Niech dobudują dodatkowe przystanki, ucywilizują dojście do nich i wprowadzą wspólny bilet na cały transport w mieście, a wtedy mogę zacząć jeździć do pracy nawet od jutra.

  3. “Największym marzeniem ratusza jest budowa kolejki nadziemnej Monorail”
    Ratusza i prezydenta może i tak – ale czy mieszkańców?
    Kto i jak długo będzie płacił za kolejny pomnik obecnej władzy?
    Jeden już stoi, jak się po nim w lecie przejeżdża to smród zabija.

Comments are closed.