Reklama

14 szkieletów ludzkich zostało odnalezionych w trakcie prac ekshumacyjnych w podprzemyskim Jaworniku Ruskim. Prawdopodobnie są to ofiary ukraińskich nacjonalistów z lat 40. ubiegłego wieku. Rzeszowski Instytut Pamięci Narodowej wznowił śledztwo w tej sprawie.

[Not a valid template]

 

Ekshumację przeprowadzono na polecenie IPN. Miała ona związek z prowadzonym przez IPN śledztwem dotyczącym zbrodni przeciwko ludzkości.

Miała ona polegać na „bezprawnym pozbawieniu wolności” 23 stycznia 1945 r. w Pawłokomie siedmiu osób narodowości polskiej, które zostały potem w nieznanym miejscu i nieznanych okolicznościach zabite przez członków Ukraińskiej Powstańczej Armii.

Śledztwo w tej sprawie IPN już raz prowadził, ale umorzył je w 2007 r. Zostało ono wznowione, gdy w grudniu 2015 r. do IPN wpłynęło ponownie zawiadomienie związane z tą zbrodnią.

W okolicach Jawornika Ruskiego (gmina Bircza, pow. przemyski) zostały bowiem znalezione kości pochodzenia ludzkiego, które mogą należeć do osób uprowadzonych z Pawłokomy.

Zażarta walka do wieczora

Po wznowieniu śledztwa przez IPN w kwietniu br., prokurator przesłuchał jedną z osób, które złożyły zawiadomienie.

Mężczyzna zeznał, że od nieżyjącej już matki swojej teściowej usłyszał, że wczesną wiosną 1945 r. koło jej domu w Jaworniku Ruskim prowadzono około 10 osób. Były one ubrane jedynie w kalesony i szły na bosaka. Ofiary prowadzono w kierunku lasu w Borownicy ok. 600-800 m od domu kobiety.

W pewnej chwili miała ona słyszeć serię z karabinu maszynowego, a następnie do jej domu przybyli już sami członkowie UPA na tzw. „gościnę”.

Ich ofiarami prawdopodobnie byli Polacy uprowadzeni z Pawłokomy, choć IPN ma wątpliwości, bo odnalezione szczątki mogą należeć też do żołnierzy Wojska Polskiego, którzy byli ofiarami walki z 24 lipca 1946 r. Wtedy polscy żołnierze przeszukiwali lasy na północ od Jawornika Ruskiego.

– W lesie napotkana została sotnia UPA dowodzona przez osobę o pseudonimie “Jar”, wzmocniona bieszczadzką czotą. Doszło do zażartej walki, która trwała do wieczora i zakończyła się odwrotem UPA – mówi Grzegorz Malisiewicz, naczelnik pionu śledczego rzeszowskiego IPN.

Podczas walki życie straciło 11 polskich żołnierzy, 17 zostało rannych, 14 wzięto do niewoli, którzy potem zostali rozstrzelani przez sotnię „Hromenki”. Po stronie ukraińskiej było 9 zabitych i 16 rannych.

Grzegorz Motyka, autor wydanej w 1999 r. książki „Tak było w Bieszczadach”, opisał przebieg walk. Jego zdaniem w styczniu 1945 r. zostało uprowadzonych 9 Polaków, w tym 3 pochodzących z Dynowa, potem najprawdopodobniej zamordowanych.

Zdaniem autora książki, według Polaków winnymi byli miejscowi Ukraińcy, a według Ukraińców – ludzie ubrani w sowieckie mundury, ale nienależący do UPA.

Historycy potwierdzają, że w latach 1945–46 okolice Jawornika Ruskiego były kontrolowane przez ukraińskich nacjonalistów – albo przez bojówki Służby Bezpieczeństwa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów albo przez jedną działających tam sotni Ukraińskiej Powstańczej Armii.

W ziemi od ponad 50 lat

Mężczyzna, który złożył zawiadomienie w sprawie zbrodni, latem 2014 r. podczas spaceru w lesie zauważył nad potokiem rozkopaną jamę.  Zobaczył w niej ludzką kość. Wyciągnął ją i ponownie ukrył w jamie. Potem przy pomocy wykrywacza metali w pobliżu odkrył metalowy krzyżyk na szyję oraz pociski i łuski.

W kwietniu br. na miejsce pojechał prokurator IPN wraz z biegłym patomorfologiem i technikiem kryminalistyki z przemyskiej policji. Biegły potwierdził, że znaleziona kość jest ludzką kością udową, która w ziemi była zakopana powyżej 50 lat.

W trakcie prac wydobyto z wykopu kolejnych 9 kości udowych, a także fragmenty kości miednicy. Z opinii biegłego wynikało, że znalezione kości pochodzą co najmniej od trzech rożnych osób.

Dalsze prace wówczas wstrzymano z powodu niebezpieczeństwa osunięcia się ziemi z wykopu. Odnalezione szczątki ludzkie przekazano do szczegółowych badań. W czerwcu br. biegły wydał pisemną opinię, że szczątki należą do minimum trzech osób.

Trzydniowa ekshumacja

4 lipca podczas kolejnych oględzin, które poprzedziły ekshumację w Jaworniku Ruskim, ujawniono m.in. pociski, guziki, w tym jeden od najprawdopodobniej płaszcza wojskowego z widocznym na jednej stronie zarysem skrzydeł orzełka.

Ekshumacja rozpoczęła się 18 lipca. Przeszukano teren w promieniu około 50 m od jamy grobowej. Zostały znalezione liczne pociski, łuski i naboje pochodzące z różnych rodzajów broni. IPN podejrzewa, że na tym terenie została dokonana egzekucja.

Prace ekshumacyjne przeprowadzono także w kolejnych dniach – 19 i 20 lipca. Odkryto dziewięć kolejnych szkieletów ludzkich. Przy dwóch ujawniono szkaplerze. Jeden wykonany był ze srebra, a drugi najprawdopodobniej z cyny. Szkielety były tak ułożone, że ciała do jamy grobowej wrzucono na zasadzie „jak popadło”.

– Napisy w języku polskim wskazują, że szkielety należały najprawdopodobniej do osób narodowości polskiej. Przy jednym ujawniono w zaciśniętej dłoni sygnet z inicjałami – w dużą literę H wpisana była litera K – informuje Katarzyna Gajda-Bator z rzeszowskiego IPN.

Dwie wersje śledcze

IPN przyjmuje dwie wersje śledcze. W pierwszej kolejności konieczne są ekspertyzy antropologiczne, które potwierdzą, czy 14 znalezionych szkieletów podchodzi od mężczyzn i w jakim byli oni wieku.

W zależności od tych ustaleń będzie można określić, czy szczątki to ofiary walki z 24 lipca 1946 r., czyli wspomniani żołnierze Wojska Polskiego lub też osoby uprowadzone z Pawłokomy, ewentualnie jeszcze z innych miejscowości.

– Kategoryczną odpowiedź w tym zakresie będzie można uzyskać po wydaniu opinii z zakresu genetyki – dodaje Katarzyna Gajda-Bator.

(kaw, ram)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

1 KOMENTARZ

Comments are closed.