Fot. Sebastian Stankiewicz / Rzeszów News. Na zdjęciu Paweł Kowal

Nie wysyłano go do mediów rządowych, Platforma Obywatelska dała mu najmniej pieniędzy na kampanię, o promowaniu go w mediach społecznościowych nie było mowy. Paweł Kowal wylał żale na liderów podkarpackiej PO.

Kowal wylał żale w liście do działaczy podkarpackiej Platformy Obywatelskiej. Do 5-stronicowego listu dotarł Rzeszów News. Kowal zamieścił go na zamkniętej grupie What’s Up, która zrzeszała kandydatów Koalicji Obywatelskiej w ostatnich wyborach do Sejmu.

Paweł Kowal, urodzony w Rzeszowie, gdzie spędził dzieciństwo i chodził do ogólniaka, był liderem rzeszowskiej listy Koalicji Obywatelskiej (okręg nr 23). Osiągnął historyczny wynik dla podkarpackiej PO – zdobył aż 63 534 głosy

„Ciała obce” w podkarpackiej PO 

Nawet Paweł Poncyljusz, gdy cztery lata temu otwierał sejmową listę KO w Rzeszowie, do wyniku Kowala się nie zbliżył – Poncyljusz w 2019 roku zgarnął ponad 23 tysiące głosów. Poncyljusz tym razem startował w Warszawie, do Sejmu się jednak nie dostał. 

I Kowal, i Poncyljusz mają te same doświadczenia w relacjach z liderami podkarpackiej PO. Obaj traktowani jako „ciało obce”. Kowala broniły „korzenie”, choć na Podkarpaciu bywał rzadko, od lat mieszka w Warszawie, cztery lata temu do Sejmu dostał się z Krakowa.  

List, jaki Kowal wysłał do działaczy podkarpackiej PO 17 października, dwa dni po wyborach, pokazuje jak w soczewce wewnątrzpartyjną rywalizację i rzucanie kłód pod nogi kolegom i koleżankom z tej samej listy.  

Takiej lokomotywy nie mieli 

Fot. Sebastian Stankiewicz / Rzeszów News. Na zdjęciu Paweł Kowal

Co jeszcze ważne, wynik Kowala w wyborach sprawił, że KO w okręgu nr 23 zdobyła trzy sejmowe mandaty – o jeden więcej niż 2019 r. Oprócz niego, na Wiejskiej pozostanie Krystyna Skowrońska, do Sejmu wróci też, po czteroletniej przerwie, Zdzisław Gawlik.

Wynik Kowala dał nadzieję, że PO na Podkarpaciu wcale nie musi być chłopcem do bicia, choć do wyniku PiS jeszcze jej daleko. Wciąż partia Kaczyńskiego zgarnia tu ponad połowę głosów i czuje się jak pączek w maśle. Bastion zachowała z tendencją do kruszenia. 

A KO w ostatnich wyborach w okręgu nr 23 zrobiła ogromny progres. Cała lista otrzymała 119 259 głosów – o 34 556 więcej niż cztery lata temu (ponad 40-procentowy wzrost). Po raz pierwszy KO w tym okręgu przebiła 100 tysięcy głosów. 

– Bez Kowala byłoby to niemożliwe – mówią niektórzy działacze PO w Rzeszowie. 

Na Kowala, lidera listy w Rzeszowie, postawił Donald Tusk, który osobiście zatwierdzał sześć pierwszych miejsc na listach KO w każdym okręgu. Podkarpaccy działacze PO suflowali mu, by postawił jednak na kogoś, kto na co dzień jest związany z regionem. 

– Zarząd podkarpackiej PO podjął nawet taką uchwałę. Centrala zrobiła raban, poleciła uchwałę unieważnić. Żeby struktury wyszły z twarzą z tej kuriozalnej uchwały, to jej nie tylko nie unieważniły, to uznały, że pierwotnej nie było – słyszymy od polityka PO. 

Kaźmierczak odmówiła Kowalowi 

Fot. Sebastian Stankiewicz / Rzeszów News. Na zdjęciu Jolanta Kaźmierczak

Kowal kampanię w zasadzie prowadził w pojedynkę. Nawet na prezentacji kandydatów KO go nie było, rzadko był przy liderze Zdzisławie Gawliku, on wolał promować Jolantę Kaźmierczak, wiceprezydentkę Rzeszowa, która startowała do Senatu (nie dostała się). 

Po wyborach Kaźmierczak na Facebooku napisała: „To była piękna i intensywna kampania. Pokazaliśmy, że liczą się ludzie, słuchanie, a przede wszystkim współpraca, którą tak skutecznie praktykujemy w samorządzie, a teraz będziemy również na arenie krajowej”.

Paweł Kowal proponował Jolancie Kaźmierczak, że wesprze ją w kampanii. „Odmówiła, stojąc niemal za moim rodzinnym domem w Rzeszowie i argumentując, że musi wspierać innych kandydatów tych „z Rzeszowa” – napisał w liście do działaczy PO Kowal. 

Albo mandat albo spółka 

Fot. Sebastian Stankiewicz / Rzeszów News. Na zdjęciu Zdzisław Gawlik

Tym kandydatem „z Rzeszowa” był Zdzisław Gawlik, lider podkarpackiej PO, który startował z ostatniego, trzydziestego miejsca. Gawlik, dzięki wynikowi Kowala, dostał się do Sejmu, choć zdobył niewiele ponad 7000 głosów, w 2015 roku miał ich prawie 8500. 

Gawlik też należy do grupy „hamulcowych” Kowala. Podobno dostał ultimatum z centrali PO: albo przyjmie mandat posła albo nadal rządzi Miejskim Przedsiębiorstwem Oczyszczania Miasta w Warszawie. Gawlik do zarządu MPO dostał się w 2021 roku. 

To ważna kwestia, bo centrala PO nie zgadza się na to, by Gawlik łączył obie funkcje. Mógłby, gdyby szef Platformy chciał być posłem niezawodowym (nie pobiera się wtedy diety). Tak Gawlik mandat posła pełnił w latach 2015-2019. 

Dieta poselska jest jednak nieporównywalnie mniejsza od pensji, jaką Gawlik zarabia jako prezes spółki podległej stołecznemu ratuszowi. Poseł dostaje „tylko” ok. 10 tys. zł, w MPO Gawlik zarabia ponad 30 tys. zł miesięcznie. 

– Kwestie korporacyjne będą podejmował w zgodzie z ładem korporacyjnym i przepisami prawa – odpisuje nam korporacyjnym językiem Zdzisław Gawlik, gdy go pytamy, czy zrzeknie się funkcji prezesa MPO, by przyjąć mandat posła zawodowego (z dietą). 

Problem – nie jest z Rzeszowa

Zdjęcie: Sebastian Stankiewicz / Rzeszów News

Wróćmy jednak do listu Pawła Kowala, który na początku działaczom PO wytłumaczył, że jest on „wyrazem szacunku i dobrej woli”. Kowal w liście napisał, że start w wyborach z Rzeszowa był dla i niego „poważną zmianą w (…) życiu politycznym”.

„Od zawsze z Rzeszowem łączyły mnie silne, ale najczęściej prywatne więzy. Tymczasem prowadzenie kampanii w swoim rodzinnym mieście to inne, nowe doświadczenie” – czytamy liście Pawła Kowala do partyjnych kolegów i koleżanek.

Kowal w punktach opisał, że kampanię zaczął od wizyty na grobie śp. Józefa Ślisza i rozmowy z Janem Tomaką i Andrzejem Decem – to jedni z najbardziej zasłużeni działacze PO w Rzeszowie. Kowal zna ich w zasadzie od dziecka. 

W liście Kowal szczególnie podziękował Teresie Kubas-Hul, szefowej kampanii KO w okręgu nr 23. Jej wcześniej nie znał. „Współpraca była bardzo profesjonalna. Teresa zrobiła na mnie wrażenie swoją postawą i zaangażowaniem w bardzo trudnym regionie” – napisał.

Kowal twierdzi, że z większością kandydatów KO relacje mu się ułożyły „bardzo dobrze, czasem przeszły wręcz w przyjacielskie więzy”. Pogratulował Krystynie Skowrońskiej i Zdzisławowi Gawlikowi, że dostali się do Sejmu. 

W kolejnym punkcie listu, Kowal przyznaje, że jego start w wyborach z Rzeszowa na początku nie wszyscy kandydaci KO zaakceptowali, polemizował z ich argumentami. „Szczególnie nietrafiony był ten, że „nie jestem z Rzeszowa” – napisał Kowal.

„Wszystkie dobra” Kowala 

Fot. Sebastian Stankiewicz / Rzeszów News. Na zdjęciu Krystyna Skowrońska i Paweł Kowal

Jak twierdzi, w kampanii skupił się na tym, by pokazać, że można skutecznie rywalizować z PiS także na Podkarpaciu. „Robiłem to tym ofiarniej, że miałem poczucie, że pisowcy chcą nam zafundować autorytarne rządy w skali Kraju” – napisał w liście Paweł Kowal.

Bądź na bieżąco.

Rzeszów News - Google NewsObserwuj nas na Google News!

W dalszej części napisał, że do kampanii włączył swoje „wszystkie dobra” i „atuty związane z prywatnym życiem” – najbliższą rodzinę, matkę, znajomych, rówieśników ze szkoły i liceum a nawet oazy i ministrantury.

„Starałem się łączyć elementy podkarpackie z ogólnopolskimi, nie odpuszczałem żadnej okazji w mediach centralnych, by mówić o Podkarpaciu, Rzeszowie i naszych atutach, i aspiracjach” – twierdzi Kowal.

Do wsparcia kampanii namawiał byłego premiera RP Jana Krzysztofa Bieleckiego, polskiego malarza białoruskiego pochodzenia Leona Tarasewicza, polską projektantkę mody Małgorzatę Baczyńską, francuskiego socjologa polskiego pochodzenia Georges’a Minka.

Lista jest dłuższa: Aleksandra Dulkiewicz, prezydent Gdańska; Jacek Sutryk, prezydent Wrocławia; Andrzej Zwara, były prezes Naczelnej Rady Adwokackiej. Kowal do wsparcia KO namawiał też satyryka Krzysztofa Maternę i reżysera Andrzeja Saramonowicza.

 

Zasoby PO nie dla Kowala

Zdjęcie: Sebastian Stankiewicz / Rzeszów News

Kowal twierdzi, że w prowadzeniu kampanii w mediach społecznościowych pomagali mu wyłącznie wolontariusze z Rzeszowa, Warszawy i Krakowa. Innym kandydatom radził, co mają zrobić, by w internecie zwiększać zasięgi. Kowal miał też swojego fotografa. 

„Udało się zorganizować spotkania we wszystkich częściach okręgu, spotkaliśmy się ze środowiskami prawników, biznesu, służby zdrowia i w wielu innych środowiskach” – wyłuszcza w kolejnej części listu Paweł Kowal. 

I twierdzi, że tak wyglądała tylko jego kampania. „Pomyślmy jak dużo tego będzie, gdy pomnożymy to razy aktywność wszystkich kandydatek i kandydatów. Jest się z czego cieszyć” – uważa w liście Kowal. 

„Zasoby regionalne PO w kampanii były nie dla mnie” – skarży się Kowal. Twierdzi, że to skutek decyzji władz podkarpackiej PO. Sztab ani razu go nie oddelegował do politycznego programu w mediach rządowych w Rzeszowie. Wyjątkiem był program… historyczny. 

Za mało pieniędzy 

Fot. Sebastian Stankiewicz / Rzeszów News

„Mój limit wydatków jako jedynki był wskutek decyzji władz regionalnych PO na Podkarpaciu równy limitowi kandydata z ostatniego miejsca na liście (co jest niestandardowe) i był proporcjonalnie chyba najniższy w kraju” – skarży się dalej Kowal.

Dopiero sztab krajowy KO zwiększył mu limit wydatków na kampanię. „Informacje o mojej kampanii podobnie jak większości kandydatów nie pojawiały się praktycznie nigdy na oficjalnym Facebooku PO w regionie i w Rzeszowie” – wspomina Paweł Kowal.

Twierdzi, że taka polityka „ograniczała” KO jako „zespół”. Nie on jeden miał z tym problem. Także inni kandydaci KO narzekali, że sztab nie daje im wystarczającej bazy do promowania się w mediach społecznościowych regionalnych struktur partii.

„Takie ograniczenie (…) pokazywało ich bowiem jako „osamotnionych”. To nie służyło samym kandydatom” – uważa Kowal. W liście napisał też, że dwa dni po wyborach w mediach społecznościowych PO wciąż nie było informacji, kto zdobył mandat sejmowy.

Liczne złośliwości 

Kowal nie mógł się pogodzić z Jolantą Kaźmierczak, która nie chciała z nim prowadzić wspólnej kampanii, bo twierdziła, że woli wspierać kandydatów „z Rzeszowa”. Kowal uważa, że pokazywanie Kaźmierczak z wszystkimi kandydatami zwiększyłoby jej szanse do Senatu.

„To naprawdę nie ma znaczenia czy ktoś się urodził w Krakowie, Mielcu, Dębicy czy Lubaczowie” – punktuje w liście przyjętą przez władze PO strategię wyborczą Paweł Kowal.

„Ważniejszym celem politycznym powinno być maksymalizowanie wyniku do Senatu niż popieranie „osób z Rzeszowa”, szczególnie, że ten cel i tak byłby zrealizowany” – uważa Kowal. Za największe zadanie uważa budowanie pozycji w sieci także między kampaniami.

Paweł Kowal w liście napisał, że w mediach społecznościowych podkarpackiej Platformy pod jego adresem były „liczne złośliwości”, „uporczywie” jeden z kolegów z listy zakłócał mu kampanię w Tarnobrzegu. Kowal nazwał to „demobilizacją” wolontariuszy i działaczy. 

Kowal twierdzi też, że nie on jeden w Tarnobrzegu miał problem z prowadzeniem kampanii. Tam małe wsparcie dostała też Grażyna Potańska.

To sukces a nie kłopot!

Zdjęcie: Sebastian Stankiewicz / Rzeszów News

Na podsumowanie, Paweł Kowal podkreślił, że ostateczny wynik KO w okręgu nr 23 jest powszechnie w kraju uważany za bardzo dobry. „W naszym interesie nie leży burzenie tej opinii” – zaapelował do działaczy. 

Kowal wspomniał, że w samym Rzeszowie dostał aż 25 594 głosy, więcej niż lider listy Zjednoczonej Prawicy – Zbigniew Ziobro (11 225). Zwrócił uwagę, że od 2005 roku to najwyższy indywidualny wynik kandydata PO w mieście.

„Wcześniej najwyższe indywidualne wyniki w jakichkolwiek wyborach parlamentarnych w
mieście nie przekraczały 12 tys. głosów. PO na Podkarpaciu powinno to wszystko uznać za wspólny sukces a nie kłopot!” – napisał Paweł Kowal. 

Nie siejcie defetyzmu

Do działaczy zaapelował, by teraz skupili siły „przed kolejnymi bataliami politycznymi na Podkarpaciu” – w przyszłym są wybory samorządowe i wyboru do europarlamentu. Kowal uważa, że KO będzie atakowana przez konkurencję za dobry wynik z ostatnich wyborów 

„Musimy być zwarci. Tym bardziej defetyzm i narzekanie nie są dobrymi doradcami w takich czasach nawet w naszym zamkniętym gronie” – uważa Paweł Kowal. 

I twierdzi, że kandydaci powinni być wdzięczni szefowej sztabu, jego pracownikom, prezydentowi Rzeszowa i innym samorządowcom w mniejszych miejscowościach, europosłance Elżbiecie Łukacijewskiej i jej współpracownikom, za pracę w kampanii. 

„Warto ją wyrażać zamiast grymasić. W przyszłych kampaniach będziemy mogli liczyć na więcej” – przekonuje w liście Paweł Kowal. List zakończył tak: „Czas pomyśleć pozytywnie, bez goryczy. Czas pomyśleć o przyszłości”.

 

Najpierw sami porozmawiają

Zapytaliśmy o list Zdzisława Gawlika, na którego, jako lidera PO w regionie, spada polityczna odpowiedzialność za podniesione kwestie przez Kowala. – Będziemy o nich wpierw rozmawiać wewnątrz organizacji – odpowiedział krótko.

O liście chcieliśmy też porozmawiać z Pawłem Kowalem. Na prośbę, nie zareagował. 

marcin.kobialka@rzeszow-news.pl

Reklama