dzikie wysypisko śmieci
Foto. Post FB Janek Krid
Reklama

Problem dzikich wysypisk śmieci powraca w Rzeszowie jak bumerang, tym razem jednak sprawa ma charakter niezwykle osobisty i sąsiedzki. Na osiedlu Budziwój, w rejonie ulicy Miejskiej, wybuchł ostry spór o teren zielony sąsiadujący z nową zabudową szeregową.

Jeden z mieszkańców, mając dość „obrzydliwego procederu”, postanowił publicznie napiętnować osoby, które traktują wspólną przestrzeń jak prywatny kompostownik.

„Wyglancowane ogródki, a za płotem gnijący syf”

Z relacji mieszkańca wynika, że problemem nie są odpady komunalne, lecz odpady zielone – trawa, gałęzie, ziemia i liście – które systematycznie lądują na nieogrodzonym polu obok domów. Autor interwencyjnego wpisu nie gryzie się w język, wytykając sprawcom skrajną hipokryzję.

„Uważam za absolutnie obrzydliwe, że robicie sobie z tego terenu śmietnik, wyrzucając tam gnijące odpady, a chwilę później w te same miejsca wypuszczacie własne dzieci, żeby się bawiły” – czytamy w ostrym apelu.

Mieszkaniec zwraca uwagę na kontrast między zadbanymi posesjami a stanem terenu tuż za ich ogrodzeniem, nazywając takie zachowanie „patologicznym z perspektywy wspólnej przestrzeni”.

Dzikie wysypisko ul. Miejska. Pełna dokumentacja i 7 dni na porządki

Sąsiedzka cierpliwość najwyraźniej się wyczerpała. Autor wpisu poinformował, że nie poprzestał na słownych upomnieniach. Przeprowadził on pełną dokumentację fotograficzną i filmową procederu, która pozwoliła na ustalenie numerów domów oraz danych personalnych osób odpowiedzialnych za zaśmiecanie działki.

Reklama

Wystosowano oficjalne ultimatum: sprawcy mają dokładnie siedem dni na uprzątnięcie odpadów i przywrócenie terenu do stanu pierwotnego. Jeśli tak się nie stanie, sprawa nabierze charakteru urzędowego i sądowego.

Policja, WIOŚ i pozwy cywilne

Lista kroków, jakie zapowiada zdeterminowany Rzeszowianin, jest długa i kosztowna dla ewentualnych ukaranych. Dokumentacja ma trafić do Policji oraz Straży Miejskiej z wnioskiem o ukaranie za każdy udokumentowany incydent z osobna. To jednak nie wszystko.

„Składam oficjalne zawiadomienie o nielegalnym składowaniu odpadów do WIOŚ. Inspektorat ma uprawnienia do nakładania potężnych kar administracyjnych, których koszt drastycznie przewyższa jakiekolwiek mandaty” – ostrzega mieszkaniec.

Zapowiadane są również indywidualne pozwy cywilne, które mają obciążyć sprawców kosztami profesjonalnej rekultywacji terenu. Czy sąsiedzkie ostrzeżenie wystarczy, by dzikie wysypisko zniknęło z mapy Budziwoja? Czas pokaże – termin wyznaczony w ultimatum mija za tydzień. (am)

Czytaj więcej:

Rekordowy wynik. Ćwierć tony śmieci na głowę mieszkańcy Podkarpacia

Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.

 

Reklama