Zdjęcie: Ksiądz jest oskarżony o molestowanie małoletniego (fot. Pexels)
Reklama

Ksiądz Sebastian M. przez lata miał wykorzystywać małoletniego chłopca na Podkarpaciu. Czyny duchownego wstrząsnęły lokalną społecznością i wywołały falę oburzenia w całym regionie. Choć sąd wymierzył 5 lat więzienia, sprawa wciąż nie doczekała się prawomocnego zakończenia.

Czy proces w sprawie katechety, który miał wykorzystać zaufanie chłopca, doczeka się rozstrzygnięcia już na początku marca?

Dramat ministranta

Jak ustaliła prokuratura, do szokującego postępowania księdza dochodzić już w latach 2014 – 2016, kiedy chłopiec nie miał jeszcze 15 lat. Jako ministrant ufał duchownemu, a mimo tego przez lata miał doświadczać przemocy seksualnej w miejscu, które powinno być dla niego bezpieczne.

Według ustaleń śledczych, Sebastian M. na terenie plebanii w Jaćmierzu (powiat sanocki) kilkukrotnie doprowadził małoletniego do wykonania innych czynności seksualnych, a także prezentował chłopcu treści pornograficzne. Na tym jednak lista nadużyć księdza się nie kończy.

Sebastian M. został później przeniesiony do Iwonicza, gdzie pełnił funkcję wikariusza, a także nadal – katechety. Jak się okazuje, duchowny nadal podtrzymywał kontakt z tym samym nastolatkiem, który wtedy ukończył już 15. rok życia.

Dowody wskazują na to, że od czerwca do sierpnia 2018 r. gehenna chłopca się powtórzyła. Na terenie plebanii w Iwoniczu mężczyzna miał ponownie wykorzystywać go seksualnie, a także doprowadzić do obcowania płciowego.

Duchowny wykorzystał swoją pozycję?

Jeżeli ustalenia się potwierdzą, oznacza to, że plebanie w Jaćmierzu i Iwoniczu stały się miejscami szokujących incydentów. Sebastian M. w skrajny sposób miał wykorzystać tam autorytet katechety i wikarego. To, co miało być przestrzenią duchowego wsparcia, zamieniło się w piekło dla młodego chłopca.

Trauma, poczucie wstydu i lęk, które pozostawiają po sobie sprawcy takich przestępstw, oddziałują na młodych ludzi często do końca życia. Ponadto lokalna społeczność, której częścią był ksiądz Sebastian M., mogła kompletnie utracić zaufanie do osób, które miały świecić przykładem.

Wyrok nie przyniósł spokoju

W kwietniu 2024 roku Sąd Okręgowy w Krośnie ogłosił wyrok ws. oskarżonego Sebastiana M. – oznaczało to pięć lat więzienia i dziesięcioletni zakaz zbliżania się i kontaktowania z pokrzywdzonym. Duchowny otrzymał także zakaz pracy z małoletnimi i orzeczoną nawiązkę w wysokości 40 tysięcy złotych.

Reklama

Nieprawomocny wyrok, który miał być symbolem sprawiedliwości, nie przyniósł jeszcze spokoju ani ofierze, ani jej rodzinie. Każdy dzień oczekiwania na prawomocne rozstrzygnięcie wydłuża dramat pokrzywdzonego. Strach, niepewność i poczucie krzywdy wciąż są obecne i nie brakuje opinii, że sprawy osoby duchownych trwają w sądach zbyt długo.

Działania Sebastiana M. wskazują jednak na to, że on sam ma inny pogląd na relację pomiędzy nim, a małoletnim wówczas chłopcem.

Apelacja i odroczenie rozprawy

Jak zaznacza rzeczniczka Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie, sędzia Ewa Preneta-Ambicka, rozprawa apelacyjna, która została pierwotnie wyznaczona na 16 października 2025 roku, została odroczona.

Sebastian M. złożył wówczas wniosek o wyłączenie wszystkich sędziów z orzekania, co w polskich realiach automatycznie wstrzymuje dalsze procedowanie. Jak informowały wówczas Nowiny, wniosek zbiegł się z kontrowersjami związanymi z sędziami powołanymi przez tzw. neo-KRS. Zdaniem prawników, tacy sędziowie nie mają prawa orzekania, a ich wyroki są często uchylane przez Sąd Najwyższy.

W skrócie oznaczało to jedno – wyrok nadal nie jest prawomocny, a dramat ofiary zostaje przedłużony o kolejne miesiące. Dodajmy, że sam duchowny w ogóle nie pojawił się na sali rozpraw.

Oczekiwanie na prawomocny wyrok

Nowy termin rozprawy apelacyjnej ustalono na 5 marca 2026 roku. Wtedy decyzję podejmą już inni sędziowie. To stwarza szansę na ostateczną decyzję sądu drugiej instancji. W grę wchodzi utrzymanie wyroku, jego zmiana, a nawet ponowne rozpoznanie sprawy.

Temat Sebastiana M. nie jest jednostkową kontrowersyjną sprawą związaną powiązaną z polskim Kościołem. Nie przesądzając o winie duchownego, można z pewnością stwierdzić, że jest to kolejne ostrzeżenie dla całej instytucji, a także lokalnych społeczności.

Na podstawie wielu wcześniejszych podobnych sytuacji można zauważyć, że problem molestowania seksualnego w kościelnych strukturach wciąż istnieje, a ofiary latami muszą czekać na sprawiedliwość.

Czytaj więcej:

Frydrych kontra Kowal. Wiceprezydent Rzeszowa zrezygnował z walki o fotel szefa KO na Podkarpaciu

Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.

 

Reklama