Fot. Marcin Kobiałka / Rzeszów News. Na zdjęciu radni PiS: (od lewej) Mateusz Szpyrka, Marcin Fijołek i Waldemar Szumny
Reklama

Jest też kontra proprezydenckich radnych. – To pusty apel PiS. To tej partii „zawdzięczamy” brak pieniędzy – mówią ludzie z otoczenia Konrada Fijołka.

W czwartek radni PiS – Marcin Fijołek, Waldemar Szumny i Mateusz Szpyrka – złożyli w ratuszu interpelację do prezydenta Konrada Fijołka. Domagają się odpowiedzi na temat obiecywanych przez niego w ub. r. podwyżek pensji dla pracowników miejskich jednostek. Chcą również wiedzieć, jak miasto wynagradzało swoich ludzi w latach 2018-2022. 

Radni PiS przypominają, że już w czerwcu 2021 roku postulowali, by pracownikom miejskich żłobków podnieść wynagrodzenia o 500 zł. Kilka miesięcy później, 23 listopada, na sesji Rady Miasta Rzeszowa prezydent Fijołek obiecywał, że w budżecie miasta na 2022 rok będą „znaczące” podwyżki wynagrodzeń pracowników miejskiej administracji. 

W tegorocznym budżecie na ten cel zapisano kilkanaście milionów złotych. To, że wypłaty  wielu miejskich urzędników są niskie, nie jest żadną tajemnicą. Spora ich część zarabia najniższą pensję, dotyczy to nie tylko żłobków, ale również Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, trwa tam walka o wyższe wynagrodzenia. 

Cena za poparcie budżetu 

PiS uważa, że skoro w całym kraju rosną pensje (w 2022 roku minimalna płaca wzrosła o 210 zł do poziomu 3010 zł brutto, w 2023 roku ma być podniesiona do 3600 zł brutto), to urząd miasta także powinien lepiej wynagradzać urzędników. – Pracownik MOPS-u, po 20 latach pracy, zarabia 3600 zł brutto – wskazuje Marcin Fijołek. 

Radni PiS twierdzą, że ubiegłoroczne obietnice prezydenta Konrada Fijołka o wzroście pensji dla około 4500 osób (tyle pracuje w mieście, podlegających mu jednostkach i spółkach miejskich) nie zostały w pełni zrealizowane. – Nie wszyscy dostali podwyżki, a na pewno nie są one znaczące – twierdzi Mateusz Szpyrka. 

PiS czuje się wystawiony do wiatru przez prezydenta Fijołka i jego służby, bo to właśnie „znaczący” wzrost wynagrodzeń dla miejskich pracowników był jednym z warunków poparcia przez PiS budżetu na 2022 rok. – Postulowaliśmy, by te podwyżki nie były symboliczne – przypomina sobie radny Szpyrka. 

Nic nie trwa wiecznie 

I podwyżki były, ale właśnie symboliczne. Od stycznia pracownicy dostali po 200 zł brutto podwyżki. Pieniądze przekazano dyrektorom miejskich wydziałów i jednostek. I to oni mieli podzielić pieniądze na pracowników oraz ustalić dokładną wysokość wyższych pensji. Ilu pracowników załapało się na podwyżki? W czwartek tego się nie dowiedzieliśmy. 

Wiadomo natomiast, że pracownicy podwyżek w zasadzie nie odczuli. Pożarła je galopująca inflacja i wszechobecna drożyzna. PiS woli o tym nie mówić, mówi ogólnikowo o „kryzysie gospodarczym”, który dotyka całą Europę. Radni PiS powtarzają, że miejskich urzędników trzeba lepiej wynagradzać. – To powinno być priorytetem – twierdzi Marcin Fijołek. 

Zdaniem radnych opozycji, wyższe pensje powinny być szczególnie w takich jednostkach jak MOPS, żłobki, czy Straż Miejska. – Rzeszów zapewnia wysoki poziom usług publicznych, ale to nie musi trwać wiecznie, jeżeli nie będzie się odpowiednio wynagradzać pracowników. Obecny poziom jest nieadekwatny do tego, co ci ludzie robią – uważa Fijołek.  

4 mln zł na liczenie drzew. Po co?

PiS nie mówi, o ile powinny wzrosnąć wynagrodzenia pracowników, odpowiedzialność za to przerzuca na prezydenta i jego współpracowników. – To zadanie pracodawcy – asekuruje się opozycja. Za to chętnie mówi, że miasto powinno znaleźć pieniądze, np. ograniczając swoje wydatki. – Broń boże, nie inwestycje – zapewnia Waldemar Szumny. 

O rozpasaniu też PiS nie mówi (jeszcze), ale pyta, czy miasto musiało wykładać 1 mln zł na pierwszą edycję RE: Rzeszów Festival, który odbył się w sierpniu na bulwarach. Dwudniowy festiwal zorganizowała spółka Agora, to ona dostała milionowy zastrzyk finansowy. PiS uważa, że miasto mogłoby sobie też darować liczenie drzew, na co chce wydać 4 mln zł

– Dlaczego nie mogą tego robić pracownicy Zarządu Zieleni Miejskiej? – pyta retorycznie Marcin Fijołek. PiS uważa, że na podwyżki można byłoby też przeznaczyć 2 procent z kwot, które miasto w 2021 i 2022 roku dostało z budżetu państwa (prawie 90 mln zł) jako rekompensatę utraty dochodów z tytułu wpływów podatkowych. 

Kto zgotował drożyznę? 

Na apel PiS miasto na razie nie odpowiada. Z kolei proprezydenccy radni Rozwoju Rzeszowa mówią, że PiS odwraca kota ogonem. – Galopującą inflację i drożyznę zgotował nam PiS. To przez działania PiS-owskiego rządu przez trzy lata ubyło nam 140 mln zł na zmianach podatkowych – mówi Tomasz Kamiński, lider Rozwoju Rzeszowa i wiceszef rady miasta.

Twierdzi, że prezydent i jego służby pracują nad tym, by w przyszłorocznym budżecie zapisano podwyżki dla miejskich pracowników, aby ich pensje były „godne”. – Apel PiS jest pusty. Nie przedstawili konkretnych zmian w budżecie. Nie zrobili tego teraz, nie zrobili tego nigdy – punktuje opozycję Tomasz Kamiński. 

Projekt budżetu Rzeszowa na 2023 rok ma być znany w połowie listopada. Czy będą w nim uwzględnione pieniądze na wzrost wynagrodzeń dla pracowników miasta? Nie wiadomo. 

(ram)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama