Reklama

„Romantyzm – Nowe Oczyszczenie” to zdecydowanie nie katharsis, a wręcz mały szok natury intelektualnej i estetycznej. Okazało się, że „dziunie z klubu” przyćmiły nieco „Samuela Zborowskiego”, którego chciał dodatkowo pokonać „King Bruce Lee Karate Mistrz”.

[Not a valid template]

 

„Romantyzm – Nowe Oczyszczenie” – tytuł ten wskazuje, że widz powinien po obejrzanym spektaklu przeżyć swoiste katharsis – uwolnienie od cierpienia, odreagowanie zablokowanego napięcia, stłumionych emocji, skrępowanych myśli i wyobrażeń. Jednakże sztuka w reżyserii Jana Nowary, dyrektora Teatru im Wandy Siemaszkowej bardziej wywoływała frustrację  – emocjonalną i estetyczną.

Czego chce komercyjna dusza?

Tytułowe „oczyszczenie” na początku spektaklu zapowiadała postać spacerująca z lampionem, która na myśl przywoływała pogański obrzęd dziadów. Sprzyjał temu wszechogarniający mrok.

Zjawy, ich wywoływanie, szukanie, duchowa łączność, empiryczne doświadczenie mistyki z kolei  wprowadziły nastrój rodem z XIX-wiecznych utworów literackich.

Dodać do tego należy jeszcze element modlitwy do Boga, bezsens życia ziemskiego, charakterystyczne widzenia, konfliktu młody-stary – tak, romantyzm ze sceny przemawiał z każdej strony, ale…

Chwilę uniesienia brutalnie przerywał  „świat współczesny”. W tajemniczy mrok ducha minionej epoki wkraczali bezpruderyjnie Dagny Cipora, Mariola Łabno-Flaumenhaft, Michał Chołka i Robert Żurek i  „sprzedawali się publicznie”, bo oczywiście taka była ich rola, trzeba przyznać, dość trudna.

To właśnie oni, śpiewając współczesne hity pokazywali, a w zasadzie przerysowywali, a można rzec, że nawet karykaturowali (miejmy taką nadzieję!) pragnienia i potrzeby świata XXI wieku.

A czego pragnie dziś komercyjna dusza? Kasy i seksu, bo on się zawsze sprzedaje. Aktorzy perfekcyjnie przerysowali tzw. seksapil. Te wygibasy i jęki zwróciły uwagę na to, że we współczesnym świecie nie trzeba mieć ani talentu, ani używać zanadto rozumu, bo wszystko załatwi ładne ciało, mocny makijaż, cudaczny strój i skandale. Dodatkowo ten element podkreślała interpretacja piosenek – mocne wczucie się w bycie seksi (kobiety) i bycie macho (mężczyźni).

Niebywała odwaga aktorów

Trzeba też przyznać, że Mariola Łabno-Flaumenhaft, obchodząca podczas premiery scenicznej „Romantyzm – Nowe Oczyszczenie” 30-lecie pracy artystycznej, perfekcyjnie oddała „komercyjny seksapil”  – jej pozy były odważne, a czasem wręcz wulgarne, udowadniający, że nie ma takiej roli, której by nie zagrała doskonale. Momentami przyćmiewała nie mniej seksowną, ale znacznie młodszą odtwórczynię roli Wandy z „Wenus w futrze”.

To, co wzbudzało podziw, to niebywała odwaga aktorów, którzy niejednokrotnie w ciemnościach, w długich strojach, panie w butach na obcasie, przemierzali niemalże biegiem specjalnie przygotowany wybieg, który znajdował się pomiędzy widzami i był dość wąski.

Wyzwaniem było też dla „romantyków” korzystanie z  przygotowanej scenografii w głębi sceny. Wzniesienie, przypominające nieco strych chwiało się, gdy aktorzy stojący na nim również w półmroku odgrywali swoje role.

Tu trzeba przyznać, że pomimo tych niedogodności byli oni niewzruszeni i doskonale wykonywali swoją pracę.

„Kryzysowe narzeczone”

Podczas spektaklu szokiem dla poczucia estetyki były stroje „świata współczesnego”. Cekiny, barwne peruki, kolorowe ubrania. To było jeszcze dość względne, ale czara została przelana zaraz na samym początku, gdy Mariola Łabno-Flaumenhaft pojawiła się w stroju z foli ratowniczej. W świetle, które na nią padało jej wygląd mówił „patrzcie na mnie, świecę jak neon (sic!)”. Gdy prześledzimy świat tzw. show biznesu, to musimy się zgodzić, że aktorka doskonale oddała, co niektóre „gwiazdki” sobą reprezentują.

Niestety, przy tak silnie wyeksponowanym „świecie współczesnym” świat „romantyków” tracił. Przepiękne XIX-wieczne teksty, sceneria, którą dopełniali swoją grą i stroję aktorzy zostali stłumieni przez „dziunie w klubie” i „kryzysowe narzeczone”.

Połączenie tekstów z minionej epoki z współczesnymi, płytkimi i bardzo komercyjnymi piosenkami nie pozwoliło zastanowić się  nad tym, co mówi Byron, Mickiewicz czy Słowacki.  Dlaczego? Bo zdecydowanie łatwiejsze w odbiorze są piosenki, które wielokrotnie słyszeliśmy w radiu. One nie wymagają kontemplacji, w przeciwieństwie do utworów wybitnych romantyków.

Świat nie jest czarno-biały

Niemniej jednak wysiłek wszystkich wspaniałych aktorów nie dał odpowiedzi na proste pytanie – o czym była ta sztuka – „Romantyzm – Nowe Oczyszczenie”? Taka przeplatanka – romantyzm – współczesność – nie wprowadziła nic, prócz tego, że wskazała na dwa, skrajne sposoby postrzegania świata.  Nowością to jednak szczególną nie było, bo każda epoka miała swoją obyczajowość, nieco inny model kultury, a co za tym idzie, inne problemy, inne odczuwanie.

Świat nie jest, ani tylko biały, ani tylko czarny, więc w „Romantyzmie…” można powiedzieć, że zabrakło Norwidowskich światło-cieni. Może gdyby się pojawiły, zdarzenie dwóch zupełnie odmiennych światów nie byłoby tak… brutalne?

Spektakl „Romantyzm – Nowe Oczyszczenie” swoją premierę miał podczas Wschodu Kultury w Podziemnej Trasie Turystycznej. W niedzielny wieczór postanowiono, że odbędzie się jego premiera sceniczna, na którą przyszła dość spora grupa widzów.

JOANNA GOŚCIŃSKA

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: