Zdjęcie: Sebastian Stankiewicz / Rzeszów News
Reklama

– Wszyscy jesteśmy w nowej sytuacji. Ona nas motywuje i dyscyplinuje do tego, aby na koniec tego roku powiedzieć: “Zrobiliśmy wszystko, aby było bezpiecznie” – mówiła w poniedziałek Małgorzata Rauch, podkarpacki kurator oświaty. 

We wtorek (1 września) na Podkarpaciu rok szkolny rozpocznie ponad 350 tys. uczniów w 2696 szkołach. Wszystkie placówki w regionie będą pracować stacjonarnie, a to oznacza, że koniec z lekcjami online. Przynajmniej na razie. Już dziś wiemy, że powrót do szkoły po ponad półrocznej przerwie nie będzie taki, jak zawsze. Powód? Wciąż trwająca epidemia koronaiwrusa. 

Dowodem na to, że będzie inaczej są chociażby wytyczne sanepidu i Ministerstwa Edukacji Narodowej. Wśród nich znajdziemy m.in. wietrzenie sal, dezynfekcję szkolnych urządzeń i pomieszczeń, unikanie dużych skupisk ludzi. Ten ostatni aspekt oznacza, że w klasach starszych (od 4 klasy szkoły podstawowej) to nauczyciele będą przychodzić do uczniów na lekcje, a nie odwrotnie. Klasa sale w całości opuszczać będzie tylko wówczas, gdy np. będzie musiała udać się do pracowni komputerowej.

Maseczki? Obowiązku nie ma, ale… 

Dzieci i młodzież oraz nauczyciele i pracownicy szkoły nie muszą jednak zasłaniać nosa i ust. – Oficjalnie takiego obowiązku nie ma. Takie wytyczne może wewnętrznie ustalić jedynie dyrektor danej placówki w porozumieniu z rodzicami – mówi Małgorzata Rauch, podkarpacki kurator oświaty. – Te autonomiczne decyzje szanujemy, bo one służą zapobieganiu rozprzestrzeniania się wirusa – dodaje. 

W Rzeszowie obowiązek noszenia maseczek wprowadziła m.in. dyrekcja Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 10 oraz III LO. Mimo że rozpoczynający się rok szkolny 2020/2021 budzi pewien niepokój, to Adam Sidor, szef podkarpackiego sanepidu, jest spokojny. – Dzieci nie chorują – przekonuje i przypomina, że wcześniej otworzono już dla najmłodszych żłobki i przedszkola, a na wakacjach organizowano dzieciom letni wypoczynek, i na szczęście nikt się nie rozchorował. – Sytuacja jest obiecująca – twierdzi Sidor. 

A co, jeśli jednak przypadek koronawirusa trafi się w szkole? Wówczas taka osoba musi być od razu odizolowana od reszty społeczności szkolnej. – Jeśli objawy chorobowe pojawią się u dziecka, wówczas rodzić zostanie poinformowany o konieczności zabrania dziecka ze szkoły – wyjaśnia Małgorzata Rauch.

Sanepid: klasa, jak rodzina 

Później wkracza sanepid ze swoją standardową procedurą, czyli zostaje wykony test. Jeśli potwierdzi on obecność koronawirusa, wówczas chory idzie na kwarantannę lub do szpitala w zależności od siły przebiegu choroby. Czy zatem jeden potwierdzony przypadek w szkole wyłącza całą placówkę z funkcjonowania? Otóż nie. Kwarantanną zostanie objęta na pewno klasa ucznia z COVID-em.

– Traktujemy ją jak rodzinę – wyjaśnia Adam Sidor. – Niemieszanie się grup uczniów między sobą ułatwia dochodzenie epidemiologiczne i nie powoduje wyłączenia całej szkoły, tylko daną grupę – dodaje. – Wszyscy jesteśmy w nowej sytuacji. Ona nas motywuje i dyscyplinuje do tego, aby na koniec tego roku  powiedzieć: “zrobiliśmy wszystko, aby było bezpiecznie” – powiedziała Małgorzata Rauch. 

– Dzieci uczą się od dorosłych. Jeśli w naszej postawie będzie widać reżim sanitarny, to pokażemy, że jesteśmy wspólnie odpowiedzialni za ich bezpieczeństwo i zdrowie – twierdzi.

Oby w podkarpackich szkołach nie znaleźli się naśladowcy Marii Nawrockiej-Rolewskiej, wicedyrektorki Szkoły Podstawowej nr 380 w Warszawie, która w piątek, na wspólnej konferencji z MEN, znalazła kuriozalne rozwiązanie na walkę z koronawirusem. – Jeżeli będziemy emanować optymizmem i będziemy nastawieni na pozytywne rozwiązania, to one takie będą – powiedziała z rozbrajającą szczerością Nawrocka-Rolewska. 

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: