Zdjęcie: Sowa odnaleziona przy poczcie w Ropczycach (fot. Poczta Polska)

Samotna sowa siedziała przed wejściem do poczty, jakby czekała na ratunek. Nikt nie przypuszczał, że to początek historii, która poruszy mieszkańców Podkarpacia. Dzięki szybkiej reakcji pracownicy placówki młody puszczyk dostał drugą szansę na życie.

Ta niezwykła interwencja pokazuje, że czasem bohaterowie są tuż obok nas. I nie muszą nosić peleryny.

Nietypowy gość przed pocztą

Poranek 7 maja dla pracowników Poczty Polskiej w Ropczycach zaczął się zupełnie inaczej niż zwykle. Przed wejściem do placówki siedziała młoda sowa. Ptak wyglądał na osłabionego i zdezorientowanego, a jego obecność od razu wzbudziła niepokój pracowników.

Szybko okazało się, że to młody puszczyk, który najprawdopodobniej wypadł z gniazda znajdującego się na dachu budynku. Zwierzę nie było w stanie samodzielnie wrócić do bezpiecznego miejsca.

– Ptak był bardzo osłabiony i zagubiony. Później okazało się, że to młody puszczyk, który wyleciał z gniazda na dachu naszej poczty. Widać było od razu, że potrzebuje naszej pomocy – opowiada doradczyni klienta Gabriela Hagdej.

Zdjęcie: Sowa odnaleziona przy poczcie w Ropczycach (fot. Poczta Polska)

Szybka reakcja uratowała sowę

Pracownica ropczyckiej poczty nie przeszła obojętnie obok potrzebującego zwierzęcia. Zajęła się puszczykiem i zgłosiła sprawę do Starostwa Powiatowego w Ropczycach. Dzięki temu udało się szybko zorganizować pomoc i odprowadzić ptaka z powrotem do gniazda.

Wydawało się, że historia zakończy się szczęśliwie już pierwszego dnia. Młoda sowa wróciła na dach budynku, a pracownicy poczty mieli nadzieję, że wróci pod opiekę swoich rodziców i bezpiecznie dorośnie. Sytuacja jednak ponownie zrobiła się niebezpieczna już następnego poranka.

Zdjęcie: Pani Gabriela uratowała puszczyka (fot. Poczta Polska)

Puszczyk wrócił pod pocztę

Kiedy pracownicy przyszli kolejnego dnia do pracy, zobaczyli puszczyka ponownie przed placówką. Tym razem młoda sowa interesowała się kablami telekomunikacyjnymi znajdującymi się w pobliżu budynku. To mogło skończyć się dla niej tragicznie.

Gabriela Hagdej wiedziała, że pozostawienie ptaka w centrum miasta będzie dla niego ogromnym zagrożeniem. Postanowiła więc znaleźć miejsce, w którym puszczyk otrzyma fachową opiekę i będzie miał szansę na bezpieczny rozwój.

– Skontaktowała się z różnymi instytucjami i organizacjami pomagającymi zwierzętom, i znalazła sowie nowe miejsce do życia. Sama też zawiozła ptaka do oddalonego o 45 kilometrów ośrodka rehabilitacyjnego dla dzikich ptaków w Brzyskach, gdzie dołączył do innych puszczyków. Jesteśmy z niej tu wszyscy bardzo dumni – mówi Magdalena Rogowska-Szczudło, kierowniczka zespołu placówki w Ropczycach.

Zdjęcie: Sowa odnaleziona przy poczcie w Ropczycach (fot. Poczta Polska)

Ośrodek dla dzikich ptaków

Puszczyk został przewieziony do specjalistycznego ośrodka rehabilitacyjnego w Brzyskach, gdzie przebywają inne dzikie ptaki wymagające opieki. Tam ma zapewnione odpowiednie warunki i profesjonalną pomoc, dzięki której będzie mógł wrócić do sił.

Pracownicy ośrodka nie mieli wątpliwości, że bez szybkiej reakcji młoda sowa mogłaby nie przeżyć w miejskim otoczeniu. Ruchliwe ulice, przewody i brak doświadczenia sprawiały, że każdy kolejny dzień stanowił dla niej ogromne ryzyko.

Historia z Ropczyc stała się symbolem empatii i pokazuje, że nawet drobna reakcja człowieka może uratować życie bezbronnego zwierzęcia. – Gabrysia to niezwykle dzielna młoda osoba, która z własnej inicjatywy uratowała sowę, stając się wzorem empatii i odpowiedzialności za świat natury. Jej postawa dowodzi, że prawdziwa siła człowieka tkwi w jego wrażliwości na los słabszych istot – podsumowuje Beata Wąsik, naczelnik mikroregionu 25 w Regionie Sieci Południe II Poczty Polskiej.

Zdjęcie: Puszczyk trafił do specjalnego ośrodka dla dzikich ptaków (fot. Poczta Polska)

Czytaj więcej:

Sztuczna inteligencja „zjadła” salami z pizzy? Kuriozalna próba wyłudzenia w Rzeszowie [ZDJĘCIA]