Zdjęcie: Sąd Rejonowy w Rzeszowie

Decyzja, kto ostatecznie będzie się opiekował 2-letnią Leną, nad którą miał się znęcać 40-letni Grzegorz B., szybko nie zapadnie. Ojciec dziewczynki nie zgadza się z postanowieniem sądu o tymczasowym umieszczeniu Leny w rodzinie zastępczej.

26-letni Ryszard B., ojciec 2-letniej Leny, złożył zażalenie na postanowienie Sądu Rejonowego w Rzeszowie, który 31 lipca br. nakazał umieścić dziewczynkę w rodzinie zastępczej do czasu wydania tzw. zarządzeń opiekuńczych, czyli postanowienia, kto będzie docelowo sprawował opiekę nad Leną. Mogą być to rodzice, rodzina zastępcza na stałe lub dom dziecka.

Matka się nie żaliła 

Ale ta procedura w dalszym ciągu nie może ruszyć, ponieważ najpierw musi się uprawomocnić postanowienie sądu z 31 lipca.

– 12 sierpnia pełnomocnik ojca dziewczynki złożył zażalenie na nasze postanowienie o tymczasowym umieszczeniu dziewczynki w rodzinie zastępczej. Matka zażalenia nie składała, ale musimy jej dostarczyć odpis zażalenia złożonego przez ojca Leny – mówi Rzeszów News sędzia Wojciech Dudek, zastępca przewodniczącego Wydziału Rodzinnego i Nieletnich Sądu Rejonowego w Rzeszowie.

Rozpatrzeniem zażalenia zajmie się Sąd Okręgowy w Rzeszowie, do którego zostanie teraz przesłana cała dokumentacja z postępowania.

– Dopóki nie będzie prawomocnego postanowienia o tymczasowym umieszczeniu dziewczynki w rodzinie zastępczej, nie może się rozpocząć postępowanie dotyczące wydania tzw. zarządzeń opiekuńczych – wyjaśnia nam sędzia Dudek.

Jak długo to potrwa? Nie wiadomo.

Prokuratura: Uniknąć błędów

O tym, że Ryszard B. będzie się starał o opiekę nad Leną zapowiedział już kilkanaście dni temu w programie „Uwaga” w TVN.

Lena w rodzinie zastępczej przebywa od 3 sierpnia. Trafiła do niej po pobycie w szpitalu, gdy lekarze orzekli, że stan zdrowia dziewczynki nie wymaga już szpitalnego leczenia. O umieszczenie Leny w rodzinie zastępczej zawnioskowali Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Rzeszowie i Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie.

Bądź na bieżąco.

Rzeszów News - InstagramObserwuj nas na Instagramie!

– Postępowanie w sądzie będziemy uważnie monitorować. Dołożymy wszelkich starań, by uniknąć niepotrzebnych błędów. Wiemy, że ojciec Leny walczy o dziecko. Jeśli uznamy, że sąd podejmie decyzję, która nie będzie uwzględniać interesu dziecka, to będziemy ją zaskarżać. Dobro dziecka jest najważniejsze – mówi Artur Terlecki, wiceszef Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie.

Matka „chroniła” Grzegorza B.?

Z dotychczasowych ustaleń prokuratury wynika, że Lena od ok. 1,5 roku była maltretowana przez 40-letniego Grzegorza B., znajomego rodziców dziewczynki. Główny zarzut, jaki ciąży na mężczyźnie, to zabójstwo półrocznego Maksymiliana, brata Leny. Grzegorz B. od 1 sierpnia przebywa w tymczasowym areszcie.

Rodzice nieżyjącego Maksa i 2-letniej Leny w śledztwie występują w charakterze świadków. Grzegorz B. opiekował się dziećmi podczas nieobecności rodziców.

Jak wynika z kontroli Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego w Rzeszowie, ani pracownicy MOPS-u, ani policjanci nie wiedzieli, że Grzegorz B. od czasu do czasu zajmował się dziećmi. 23-letnia Karina B., matka Maksa i Leny, ukrywała, że mężczyznę zostawiała samego z dziećmi.

O wizytach w mieszkaniu Grzegorza B. nie wiedział też Ryszard B. – Zwróciliśmy się do Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego o przekazanie wyników kontroli – mówi prokurator Terlecki. Ryszard B. i Karina B. mają ograniczone prawa rodzicielskie poprzez nadzór kuratora. Rodzina ma założoną „Niebieską Kartę”. 

Śmierć Maksa

Dramat rozegrał się 28 lipca w jednym z mieszkań na ulicy Widokowej w Rzeszowie. Do szpitala najpierw trafił Maks, który miał poważne obrażenia głowy. Kilka godzin później do szpitala przewieziono Lenę. Niestety, życia Maksa lekarze nie zdołali uratować. Chłopiec zmarł na następny dzień.

Policjanci zatrzymali rodziców dzieci, a potem Grzegorza B. Początkowo zarzut zabójstwa Maksa przedstawiono Karinie B., ale potem prokuratura z tego się wycofała i podejrzanym stał się znajomy rodziców.

Grzegorz B. podczas przesłuchania w prokuraturze przyznał się do znęcania nad Leną i przyczynienia się do śmierci Maksa. Potem w sądzie na posiedzeniu aresztowym odwołał swoje wyjaśnienia i do winy już się nie przyznaje. Mężczyzna ma już ustanowionego obrońcę. 

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama