Fot. Pixabay. Zdjęcie jest tylko ilustracją do publikacji
Reklama

– Nie pojmuję tego. Polsko, co poszło nie tak!? – mówi w rozmowie z Rzeszów News młoda kobieta, która w piątek była ofiarą rasistowskiego ataku podczas spaceru z dzieckiem na rzeszowskich bulwarach.

Szokującą historię młodej Polki (kobieta jest muzułmanką, poślubiła Egipcjanina, oboje mają 3-miesięcznego synka) opisaliśmy TUTAJ. Ewa (ze względów bezpieczeństwa zmieniliśmy jej imię) w piątek podczas spaceru z wózkiem została zaatakowana przez młodego mężczyznę, który obrzucił ją rasistowskimi wyzwiskami. 

Marcin Kobiałka: Jak się Pani czuje?

– Jestem przestraszona i zdenerwowana. Do tego, co mnie spotkało, podchodzę bardzo emocjonalnie. Nie mogę przestać o tym myśleć. Słowa tego mężczyzny cały czas chodzą mi po głowie. W nocy zasnęłam, bo byłam bardzo zmęczona.

Co się wydarzyło w piątek przed godz. 15:00 na bulwarach?

– Szłam z wózkiem, w którym spał mój 3-miesięczny synek. Mężczyzna, który przechodził obok, ręką mocno trzasnął w wózek, który aż się zachwiał. Wózek trzymałam bardzo mocno, dzięki temu nie przewrócił się. Synek jest cały i zdrowy.

Potem mężczyzna wykonał gest “Heil Hitler” i krzyknął mi w twarz “White Power” [Biała siła – okrzyk rasistów – przyp. red.]. Byłam w amoku, szoku. Z całych sił na niego krzyczałam: “Co ty robisz? Przecież to niewinne dziecko!”. Powiedział: “Gówno mnie to obchodzi”. 

Z tym mężczyzną była jakaś kobieta.

– Tak. Widać ją na zdjęciach, które udostępniłam na Facebooku. Kobieta mówiła do niego, żeby przestał, żeby szli dalej. 

Uspokajała go?

– Tak. Tej kobiecie zawdzięczam, że nic poważniejszego się nie stało. Nie wiem, co by się stało, gdyby ta kobieta nie łagodziła mężczyzny.

Co się działo dalej?

– Mężczyzna powiedział, że Arabów trzeba zabijać, co go obchodzi arabski bachor. Krzyczałam z całych sił na cały Rzeszów: “Jestem Polką, mój syn jest Polakiem, Polakiem. Jesteśmy Polakami!”. Usłyszałam: “Gówno mnie to obchodzi. Trzeba zabić zarówno ciebie, jak i jego”. To najbardziej utkwiło mi w głowie. Cały czas dźwięczą mi w uszach te słowa. Kobieta uspokajała mężczyznę. Mówiła mu: “Przestań, przestań”. W końcu odeszli w przeciwnym kierunku. Gdy była między nami większa odległość, zrobiłam mężczyźnie zdjęcia. 

Zdjęcie: Facebook.com / Islamista blog

W sobotę była Pani na policji. 

– Tak, złożyłam zawiadomienie. Policjanci je przyjęli, wszystko im powiedziałam, co mnie spotkało. Mam nadzieję, że znajdą mężczyznę i odpowie on za to, co mi wyrządził. 

Jaka była reakcja policjantów?

– Bardzo dobra. Policjant potępił zachowanie mężczyzny, mówił, że wystarczające do ukarania jest wykonanie przez niego hitlerowskiego gestu. Boli mnie, że sprawca nie odrobił lekcji historii Polski, to co Polskę spotkało podczas II wojny światowej. Tutaj przecież tyle krwi się przelało, żeby nie było takiej nienawiści. Jak to mogło się stać? Po 75. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Nie pojmuję tego. Polsko, co poszło nie tak!?

Tak bardzo Panią to dotknęło?

– Bardzo, bardzo, bardzo. Jestem patriotką, bardzo szanuję naszą historię, to, że Polacy musieli przelać tyle krwi. Jak to możliwe, że Polak może być nazistą? Jak to możliwe, że takich ludzi można spotkać? Polak-nazista? Jak to w ogóle brzmi? 

Widzę, że Pani w ogóle nie może uwierzyć, że coś takiego Panią spotkało.

– Bo nie mogę. Miałam takie przekonanie: “Byłam już muzułmanką, gdy nie miałam dziecka. OK, rozumiem, mogą mnie atakować”. Ale myślałam, że jeżeli jestem z małym dzieckiem, to nikt się nie ośmieli tknąć matki z dzieckiem. Że ludzie mają na tyle wstydu, że nikt do mnie nie podejdzie i mnie nie zaczepi. To, co mnie spotkało w piątek, uświadomiło mi, że ludzi stać na wszystko. 

W tym momencie do rozmowy dołącza mąż Ewy – Egipcjanin, legalnie mieszkający w Polsce. Pracuje w gastronomii, pogodny, uśmiechnięty, ale też przejęty tym, co spotkało jego żonę. 

Po raz pierwszy coś takiego Panią spotkało w Rzeszowie. 

– Z dzieckiem – tak. Dwa lata temu inny mężczyzna mnie zaatakował. Szłam z teściową i siostrą męża. Wszystkie byłyśmy w chustach. Mężczyzna wybiegł z bloku, biegł za nami i krzyczał za nami: “Wypierdalać do Turcji, brudasy”. Groził nam, że nas zabije. Udało nam się uciec. Tego samego dnia zgłosiłam to na policję. Śledztwo trwało 1,5 roku, sprawa była w sądzie. Nie wiem, jaki zapadł wyrok, ale widzę na Facebooku, że mężczyzna jest na wolności, bo co chwilę wstawia nowe zdjęcia. 

Interesuje się Pani polityką. Na Facebooku napisała Pani: “PiS-owska propaganda przekonała ludzi, że należy gonić muzułmanów, Żydów, Ukraińców i inne mniejszości, a oni sami są panami i ponad innymi, powołanymi do obrony białej, czysto polskiej i katolickiej Polski”.

– Każdy, kto należy do mniejszości w Polsce, doskonale wie, o czym mówię. Widzi i czuje te różnice na co dzień. Zwykły Polak może tego nie widzieć. Ale mój mąż, który w Rzeszowie mieszka dłużej, doskonale te różnice czuje. Czują to nasi znajomi, inni muzułmanie, czy Ukraińcy. To, co napisałam, jest oparte na moich doświadczeniach, doświadczeniach moich kolegów i koleżanek, którzy są w mniejszościach. 

Mąż Ewy: – Oczywiście, że czuję różnicę między tym, co było przed 2015 rokiem, a tym, co jest teraz. Wcześniej był super miło. 

A jak jest na co dzień?

Ewa: – Ludzie patrzą na mnie z obrzydzeniem, złością, ale nic mi nie mówią. Czasami słyszę komentarze: “Ooo, masz szmatę na głowie”. Mówią, że jestem szmaciarą, “ty spocona szmaciaro”, “brudaska”, pytają mnie, czy nie jest mi za gorąco. To jestem w stanie przeżyć. Mówię sobie: “Ok, trudno”. Ale jeżeli ktoś napada na mnie fizycznie, to nie należy tego bagatelizować. To był cios poniżej pasa. Jest granica, ile mogę znieść. 

Mąż Ewy: – Nikt nas, muzułmanów, nie musi lubić i ja to szanuję, ale jeżeli ktoś nam grozi śmiercią, to już za dużo. Jeśli atakuje się kobietę z dzieckiem, to gdzie tutaj jest moralność, czy etyka, czy zwykła kultura? To poszło za daleko, granicę nielubienia nas przekroczono. 

Co się zmieniło na co dzień od 2015 roku?

Mąż Ewy: – Od razu to dostrzegłem. Jak jeżdżę samochodem, to policjanci najpierw mnie pytają o dowód osobisty, kartę legalnego pobytu w Polsce, a dopiero potem pytają o prawo jazdy. Jak w urzędzie wojewódzkim w 2016 roku składałem wniosek o wydanie karty legalnego pobytu w Polsce, to słyszałem: “Pan chce jednak zostać w Polsce”.

Wcześniej, w 2012 i 2013 roku, było inne podejście. Przy wydawaniu karty dostawałem masę materiałów antyrasistowskich, informowano mnie, gdzie mam zgłaszać rasistowskie przypadki, czułem wsparcie urzędników, mówili, że są po mojej stronie i to czułem.  

Od dawna jesteście razem?

Ewa: – Dwa lata. Muzułmanką jestem cztery, przyjęłam islam, jak miałam 17 lat. Zaczęło się od tego, że czytałam bardzo dużo książek o różnych religiach. Tak trafiłam na islam, byłam ciekawa, co to za religia. Przeszłam na islam, nie znałam wtedy jeszcze żadnych muzułmanów, religię praktykowałam w małej miejscowości w Małopolsce, skąd pochodzę. Potem studiowałam w Rzeszowie. Tutaj poznałam mojego męża i pierwszych muzułmanów. 

Źle się teraz czujecie w Polsce?

Ewa: – Jak każdy człowiek, powinien mieć zapewnione bezpieczeństwo. Tego teraz nie czuję. Wychodzę z domu i nie wiem, czy wrócę cała i zdrowa, czy coś mnie nie spotka. Jestem totalnie świadoma ryzyka i byłam tego świadoma, gdy decydowałam się na ubieranie chusty. Takie incydenty, jaki mnie spotkał w sobotę, należy zgłaszać na policję. 

Chcecie wyjechać z Polski? 

Mąż Ewy: – Problem polega na tym, że kochamy Polskę. 

Ewa: – Kocham Polskę. To mój dom. Mam uczucie słodko-gorzkie. 

Mąż Ewy: – Zastanawialiśmy się nad wyjazdem do Niemiec, ale wolimy być w Polsce. W Polsce mieszkam od 10 lat. Pierwsze 1,5 roku mieszkałem w Korczynie, potem przeprowadziłem się do Rzeszowa, potem na chwilę na dwa lata do Krakowa i znów wróciłem do Rzeszowa. Przyjechałem do Polski jako turysta. Tak pokochałem Polskę, że postanowiłem tu zostać.

– Pamiętam rok 2008. Ludzie byli bardzo otwarci, bez powodu mówili “dzień dobry”. Był całkiem inny klimat. Teraz tego się nie czuje, ale dalej jestem zakochany w Polsce. Kocham Rzeszów, jestem rzeszowiakiem. Rzeszów jest piękny. To spokojne miasto w porównaniu np. z Wrocławiem. Dlatego byłem w szoku, jak usłyszałem, co spotkało moją żonę. Rzeszów, pod rządami Tadeusza Ferenca, jest przyjaznym miastem, bardziej niż Kraków. 

Ewa: – Jesteśmy też tutaj, bo musimy. To tak nie działa, że rzucimy wszystko i wyjeżdżamy. Ja mam tutaj rodzinę, mamy swoje zobowiązania. Wyjazd nie jest taki prosty. 

Mąż Ewy: – Koledzy, jakich mam, żyją w Polsce. Moglibyśmy więcej zarabiać w Niemczech, Anglii, czy Irlandii, ale nie chcę wyjeżdżać. 

Czego Pani chce?

– Przestrzegania Konstytucji RP. I mam nadzieję, że moją historię pozna wiele osób.

Rozmawiał: MARCIN KOBIAŁKA

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: