Zdjęcie: Urząd Miasta Stołecznego Warszawy
Reklama

Miało być bez dodatkowych kosztów, rzeczywistość okazała się inna. Za “reformę” edukacji rządu PiS Rzeszów zapłacił już ponad 8,4 mln zł. Teraz wraz z dziewięcioma innymi miastami chce odzyskać pieniądze.

Gdy Anna Zalewska, minister edukacji narodowej, mówiła o reformie edukacji, zapewniała, że jej wprowadzenie nie obciąży finansów samorządów. Te twierdzą, że jest inaczej. We wtorek (21 maja) udowadniali to prezydenci 10 polskich miast, w tym też Rzeszowa, zrzeszonych w Unii Metropolii Polskich.

Z ich wyliczeń wynika, że łącznie na przełomie 2017/2018 roku samorządy musiały wydać łącznie ponad 103 mln zł na dostosowanie szkół do zmian w oświacie. Najwięcej wydała Warszawa, bo ponad 56,5 mln zł, Wrocław – 10,7 mln zł i Poznań – 9,5 mln zł. Rzeszów za “reformę” edukacji już zapłacił ponad 8,4 mln zł.

Dwa inne miasta na ścianie wschodniej – Lublin i Białystok – zapłaciły najmniej. Odpowiednio: ponad 2,7 mln zł i 2,1 mln zł. 

Zdjęcie: Urząd Miasta Stołecznego Warszawy

Rozbudowa szkół, doposażanie klas

W związku z tym każdy z dziesięciu obecnych prezydentów w Warszawie – Rzeszów reprezentował wiceprezydent Stanisław Sienko – złożył we wtorek w Ministerstwie Finansów wezwanie do zapłaty. – Inne samorządy niezrzeszone w Unii Metropolii Polskich także mają złożyć takie wezwania – mówi Zbigniew Bury, dyrektor Wydziału Edukacji w magistracie.

Na co miasto wydało ponad 8,4 mln zł w związku z wdrażaniem “reformy” edukacji? Lista wydatków krótka nie jest. 5,9 mln zł poszło na rozbudowę Zespołów Szkolno- Przedszkolnych nr 8 przy ul. Dąbrowskiego, nr 1 przy ul. Rubinowej oraz szkół podstawowych nr 29 przy ul. Partyzantów i 24 przy ul. Czajkowskiego.

600 tys. zł zapłacono na utworzenie lub doposażenie klasopracowni przedmiotowych. – Głównie chodzi o szkoły podstawowe, gdzie wprowadzono nowe przedmioty, m.in. fizykę, chemię, biologię – wyjaśnia Zbigniew Bury.

Milionowe wydatki, mała subwencja

Kolejne 200 tys. zł miasto wydało na adaptację łazienek, stołówek i świetlic szkolnych w związku z większą liczbą dzieci w szkołach. Następne 34 tys. zł wydano na budowę placów zabaw przy dawnych gimnazjach przekształconych w szkoły podstawowe.

Kolejne 1,4 mln zł zapłacono za adaptację dotychczasowych budynków gimnazjów do potrzeb szkół podstawowych. – Chodzi o inne zorganizowanie pomieszczeń dydaktycznych, zorganizowanie świetlic, stołówek, tak aby budynek spełniał wymogi szkoły podstawowej – wyjaśnia dyrektor Bury.

360 tys. zł z kolei kosztowało dostosowanie do potrzeb szkoły zawodowej Gimnazjum nr 6 przy ul. Wincentego Pola, które zostało wchłonięte przez Zespół Szkół Energetycznych i przekształcenie Gimnazjum nr 9 w IX Liceum Ogólnokształcące.

– Z subwencji oświatowej otrzymaliśmy ponad 400 tys. zł. Wyliczone koszty, które ponieśliśmy z tytułu reformy, obniżyliśmy o tę kwotę. Gdyby tak nie było, to wówczas wezwanie do zapłaty opiewałoby na ponad 9 mln zł – mówi Zbigniew Bury.

Nie ma zwrotu, będzie pozew zbiorowy

Jeśli rząd nie zgodzi się zwrócić samorządów kosztów, które ponieśli z tytułu “reformy” oświaty wówczas zostanie złożony pozew zbiorowy, który będzie pierwszym tego typu pozwem przeciwko Skarbowi Państwa od 1990 roku, kiedy została zawiązana Unia Metropolii Polskich.

Prezydenci 10 polskich miast, którzy rządowi PiS wystawili “wezwanie do zapłaty” na ponad 100 mln zł, twierdzą, że w 2019 roku samorządy ponoszą kolejne koszty, jak to określają, “deformy” szkolnictwa, która skutkuje koniecznością przygotowania miejsc w szkołach ponadpodstawowych dla podwójnego rocznika uczniów.

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl 

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: