Zdjęcie: Joanna Gościńska / Rzeszów News
Reklama

Irena Cymbalista i Irena Paterek w środę złożyły w ratuszu petycję z wnioskiem o niewycinanie dębu przy ul. Fredry w Rzeszowie. Miasto zapewniło, że zrobi wszystko, by je ochronić. 

Od wielu lat w Polsce panuje odwrotna moda niż w Europie Zachodniej – zamiast sadzić więcej drzew tak, jak np. w Kopenhadze, czy Frankfurcie nad Menem, my je wycinamy na potęgę. Dlaczego? Bo chcemy mieć szersze drogi, więcej miejsc postojowych.

Niektórzy twierdzą, że masowa wycinka drzew w Polsce to po części efekt ignorancji urzędników oraz pieniądze z Unii Europejskiej, dzięki którym w naszym kraju powstała niejedna droga oraz zmodernizowano wiele placów i rynków. 

Patrząc na to można pokusić się nawet o stwierdzenie, że beton to jakiś nasz Polski kompleks – im go więcej, tym jest bardziej wielkomiejsko. Nie pociesza też fakt, że wycina się także drzewa z Puszczy Białowieskiej. Tylko do 2021 roku ma zniknąć 70,8 tys m. sześć. drzew. 

W tym wszystkim jest też Rzeszów, który dorobił się łatki “betonowy”. Tak przynajmniej wynika z analiz serwisu Domiporta.pl, gdzie na odstawie danych z Głównego Urzędu Statystycznego sprawdzono, jaki procent powierzchni w 10 miastach stanowi zieleń. 

Na czołowe miejsce wysunęła się Warszawa, gdzie 20 proc. jej powierzchni stanowi zieleń. Tuż za nią była Łódź – 19 proc. i Wrocław – 18 proc. W tym zestawieniu Rzeszów zajął dziesiąte ostatnie miejsce z wynikiem 10 procent. 

Nie ma się więc co dziwić, że mieszkańcy Rzeszowa wręcz alergicznie reagują na każdą wycinkę drzew w stolicy Podkarpacia. Przykładów pewnie znalazłoby się kilka. Ten najświeższy dotyczy około 200-letniego dębu przy ul. Fredry. 

Przed wycinką drzewo obroniły dwie Ireny: Paterek i Cymbalista. Tak się przejęły tym, że w ramach planowanej inwestycji (koło ZUS-u ma powstać rondo), dąb został przeznaczony do wycinki, że w jego obronie przygotowały petycję. W wersji papierowej podpisało ją 1013 osób, w elektronicznej drugie tyle. Już w poniedziałek ratusz zapewnił, że dąb ocaleje

Zdjęcie: Joanna Gościńska / Rzeszów News

W środę obie panie Ireny pojawiły się w ratuszu. Wiceprezydentowi Andrzejowi Gutkowskiemu złożyły petycję. Dziennikarze w rozmowie nie mogli uczestniczyć. Po spotkaniu o wrażenia zapytaliśmy Irenę Paterek.

– Rozmowa była bardzo sympatyczna. Wiceprezydent był przekonany o słuszności zachowania dębu. Stwierdził, że to musiało być niedopatrzenie projektanta, który nie sprawdził jakie drzewo rośnie przy ul. Fredry – mówi pani Irena. 

– Wiceprezydent obiecał nam także, że dopilnuje, aby drzewo zostało – dodaje. W rozmowie z Rzeszów News Andrzej Gutkowski potwierdza, że dąb zostanie zachowany.

– Wydział ochrony środowiska i rolnictwa już zwrócił się z pismem do Miejskiego Zarządu Dróg, żeby na drzewo zwrócono szczególną uwagę. Przed rozpoczęciem prac zostanie wykonana także ekspertyza jego stanu zdrowia, zostaną opracowane zalecenia dla wykonawców, tak by podczas robót drzewo jak najmniej ucierpiało – zapewnia wiceprezydent Rzeszowa.   

Andrzej Gutkowski obiecuje także, że po zakończeniu robót zostanie złożony wniosek do Rady Miasta o ustanowienie dębu pomnikiem przyrody.

– Teraz nie chcemy sobie komplikować życia – mówi wiceprezydent. Chodzi o to, że po ustanowieniu drzewa pomnikiem przyrody każda jego zmiana musi być akceptowana przez Rade Miasta, co wówczas przedłużałoby cały proces inwestycyjny. 

Gdy panie Ireny były w ratuszu i stawiały kropkę nad “i” w ratowaniu dębu, przy rondzie Dmowskiego w centrum miasta wycięto w środę kilka drzew pod kolejną miejską inwestycję – planowane od kilku miesięcy prawoskręty. 

Zdjęcie: Facebook.com / Sąsiedzi Rzeszów. Autor zdjęcia skomentował: “Były drzewa, będzie asfalt. Najważniejsze, że miasto “chce żyć w zgodzie z naturą.” Czuwaj!, przywołując poniedziałkowe słowa dla Rzeszów News Andrzeja Świdra, szefa Miejskiego Zarządu Dróg w Rzeszowie. 

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: