Zdjęcie: Materiały prasowe
Reklama

Ratusz szuka kolejnych sojuszników, którzy pomogą miastu w utrzymaniu cen za odbiór śmieci. Wybudowana w Rzeszowie za prawie 285 mln zł spalarnia wychodzi miastu bokiem. 

Walka, by od 2020 roku mieszkańcy Rzeszowa nie płacili wyższych rachunków za odbiór śmieci wciąż trwa. W tamtym tygodniu, w poniedziałek, do Ministerstwa Środowiska pojechała delegacja z miasta na czele z prezydentem Rzeszowa Tadeuszem Ferencem. Mieli wsparcie wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła. 

Władze Rzeszowa spotkały się wówczas z wiceministrem środowiska Sławomirem Mazurkiem i Pawłem Cieśko, głównym inspektorem ochrony środowiska. Spotkanie trwało około dwie godziny. Kierownictwo ministerstwa przekonywano, że zarządzająca spalarnią na ulicy Ciepłowniczej PGE Energia Ciepła naraża miasto Rzeszów na poważne problemy. 

Ratusz: naruszono zapisy ustawy

Chodzi o to, że PGE EC, o czym już wcześniej informowaliśmy, w połowie października ogłosiła konkurs na przyjmowanie odpadów przez rzeszowską spalarnię. Ratusz twierdzi, że państwowa spółka naruszyła zapisy obowiązującej od 2012 roku ustawy o odpadach, w której są zapisy m.in. o tzw. zasadzie bliskości.

Zapisy tej ustawy mówią o tym, że odpady “w pierwszej kolejności poddaje się przetwarzaniu w miejscu ich powstania”. W uproszczeniu – PGE w pierwszej kolejności powinna odbierać śmieci z Rzeszowa, a następnie, jeśli ma jeszcze wystarczające moce przerobowe, może szukać klientów z innych części Polski.

To jest oczywiście interpretacja ratusza. – Zasada bliskości nadal obowiązuje, a PGE, ogłaszając konkurs, narusza zapis tej ustawy – twierdzi Andrzej Gutkowski, wiceprezydent Rzeszowa, odpowiedzialny za gospodarkę komunalną. PGE w konkursie przyjmuje oferty od wszystkich samorządów na zasadzie – kto da lepszą stawkę, spalarnia przyjmie śmieci.  

Do piątku przyjmowanie ofert

Dla Rzeszowa ten model jest nie do przyjęcia, bo miasto obawia się, że oferty innych samorządów, bogatszych, będą lepsze i stolica Podkarpacia nie będzie miała gdzie wywozić śmieci. W ratuszu mówią, że ubiegłotygodniowe spotkanie w Ministerstwie Środowiska daje nadzieję, że Rzeszów nie będzie na straconej pozycji. 

Padły konkrety? Żadne, oprócz deklaracji o “podjęciu odpowiednich kroków”. Miasto obawia się, że jeżeli chce być w grze o wywóz odpadów do spalarni, to będzie musiało podnieść stawkę, a w konsekwencji wzrost cen za odbiór odpadów spadnie na barki mieszkańców. Obecnie za utylizację tony śmieci miasto płaci 302 zł. Ta stawka obowiązuje do końca br.

W tym roku rachunki mieszkańców Rzeszowa za odbiór odpadów wzrosły o 5 zł od osoby. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że od 2020 roku rachunki będą jeszcze wyższe, stąd walka ratusza i krytyka pod adresem PGE EC za sposób organizacji konkursu przyjmowania ofert. PGE czeka na nie do piątku, 8 listopada. Termin przedłużono o ponad tydzień.  

Tadeusz Ferenc prosi o kolejne spotkania

W ratuszu podpierają się ubiegłorocznymi kalkulacjami, które miasto dostało od zarządcy spalarni. Wynika z nich, że do 2043 roku, jeżeli podwyżki cen będą, to niewielkie. – Akceptowalne społecznie. Nie będziemy musieli podnosić cen za odbiór śmieci dla mieszkańców Rzeszowa – twierdzi wiceprezydent Andrzej Gutkowski. 

W gabinetach ratuszowych snute są podejrzenia, że PGE EC, konstruując konkurs we wspomniany już sposób, chce od miasta wyciągnąć jak najwięcej pieniędzy, kompletnie nie przejmując się tym, że to uderzy po kieszeni zwykłego “Kowalskiego”. Cała fala krytyki spadnie na władze Rzeszowa za to, że nieudolnie prowadzą negocjacje z PGE EC. 

Władze Rzeszowa chcą na temat tej sprawy rozmawiać jeszcze z Krzysztofem Tchórzewskim, ministrem energii, który nadzoruje spółki energetyczne, należące do Skarbu Państwa. Czasu nie ma za wiele, bo spekuluje się, że Ministerstwo Energii zostanie rozwiązane i Krzysztof Tchórzewski wkrótce pożegna się ze stanowiskiem. 

W ratuszu trwają też zabiegi, by z władzami miasta spotkał się Wojciech Dąbrowski, prezes PGE EC. W liście, jaki do niego wysłano, miasto prosi o wyznaczenie terminu spotkania, by “omówić zasady dalszej współpracy”. Podobny list trafił do ministra Krzysztofa Tchórzewskiego. Oba podpisał prezydent Tadeusz Ferenc. 

PGE: jest konkurs, jest wolny rynek

Czy ze strony Ministerstwa Środowiska będą czynione starania, by Rzeszowowi pomóc? Tego nie wiadomo. Od wielu dni nie możemy się doprosić odpowiedzi na pytania, jakie zadaliśmy w tym resorcie. Z kolei przedstawiciele PGE EC twierdzą, że rzeszowscy urzędnicy zapisy ustawy o odpadach interpretują tak, jak im jest wygodnie.  

Agnieszka Dietrich, rzecznik PGE EC, przywołuje jeden z zapisów owej ustawy, w którym jest mowa o tym, że jeśli odpady “nie mogą być przetworzone w miejscu ich powstania, przekazuje się je (…) do najbliżej położonych miejsc, w których mogą być przetworzone”. Ustawa jest dla “przekazującego odpady, a nie do podmiotu zagospodarowującego odpady”.

W uproszczeniu – przywoływana przez ratusz tzw. zasada bliskości obowiązuje miasto, a nie PGE – tak twierdzi spółka. Jej przedstawiciele mówią również, że po nowelizacji ustawy, samorządy mogą odpady oddawać do innych spalarni na terenie całego kraju. PGE wychodzi z założenia, że to po stronie miasta jest piłka, z kim zawrze śmieciową umowę.  

W PGE EC dowiadujemy się, że konkurs przyjmowania ofert ogłoszono po to, by w 2020 roku rzeszowska spalarnia miała zapewnioną rentowność. Obecna stawka, jaką miasto Rzeszów ma z PGE, rzekomo tej rentowności nie gwarantuje. Konkurs ofert ma określić cenę rynkową na zagospodarowanie odpadów w spalarni. 

– Cenę rynkową określą sami oferenci. Liczymy na złożenie konkurencyjnej oferty również przez firmę obsługującą miasto Rzeszów – przekazuje nam Agnieszka Dietrich. W Rzeszowie za odbiór śmieci od mieszkańców jest odpowiedzialne Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej. To spółka w pełni kontrolowana przez miasto Rzeszów. 

Nie wypełnią “śmieciowego” kontraktu?

MPGK rocznie od mieszkańców Rzeszowa odbiera 75 tys. ton odpadów, doliczając do tego śmieci z podrzeszowskich gmin, wychodzi ponad 80 tys. ton. Połowa śmieci trafia do instalacji przetwarzania odpadów m.in. w Przemyślu, Tarnobrzegu i Kozodrzy. Reszta, czyli 40 tys. ton, do wspomnianej spalarni w Rzeszowie.

Ratusz już dziś wie, że w 2019 roku spalarnia nie przyjmie całych 40 tys. ton, które zadeklarowano w kontrakcie. – Do wypełnienia kontraktu braknie około 6 tys. ton, które MPGK będzie musiało wywieźć gdzieś indziej, co wiąże się z dodatkowymi kosztami – mówi Andrzej Gutkowski, prorokując, że podwyżek za śmieci od 2020 roku nie da się uniknąć. 

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: