Reklama

Ratusz szuka firmy, która zaprojektuje dobudowę ścieżek rowerowych do trzech rzeszowskich mostów: Narutowicza, Lwowskiego i Karpackiego.

– Ruch rowerowy w Rzeszowie rośnie. Pojawiają się nowe potrzeby, nowe wyzwania. Nie stoimy w miejscu, wszystko ewoluuje. Wszystkie trzy mosty są starymi mostami bez wydzielonych ścieżek rowerowych.

– Chcemy, żeby rowerzyści nie mieszali się z samochodami, czy pieszymi, aby mogli swobodnie poruszać się z jednej na drugą stronę Wisłoka – mówi Piotr Magdoń, dyrektor Miejskiego Zarząd Dróg w Rzeszowie.

O dwóch mostach – Lwowskim, który łączy ul. Lwowską z al. Piłsudskiego (wybudowany w 1962 r.) oraz Karpackim (popularna zapora, która powstała w 1974 r.) rzeczywiście można powiedzieć, że są to stare obiekty, ale na pewno nie o moście Narutowicza, który łączy ul. Naruszewicza z ul. Wierzbową. Ten most został wybudowany w grudniu 2013 r. za 6,7 mln zł i zastąpił starą kładkę, która była zbyt wąska.

– Tak, ale most był budowany w oparciu o dokumentację sprzed 16 lat, a ta nie przewidywała budowy na moście ścieżek rowerowych – twierdzi Magdoń.

W przypadku mostów Narutowicza i Karpackiego dobudowa ścieżek będzie możliwa po jednej stronie, w przypadku mostu Lwowskiego jest to możliwe po obu stronach. Jak ostatecznie będzie wyglądała przebudowa wszystkich obiektów, jeszcze nie wiadomo. Na to pytanie odpowiedzą projektanci, którzy mają opracować dokumentację dobudowy ścieżek rowerowych.

– Na moście Narutowicza istnieje ciepłociąg na estakadzie, który będzie można w sposób prosty  i tani wykorzystać na ścieżkę rowerową – uważa Piotr Magdoń.

Z wstępnych opinii, które posiadają rzeszowscy drogowcy, wynika, że do każdego z trzech mostów będzie można dobudować ścieżki. Kiedy prace miałyby się zacząć? – Jak najszybciej. Wszystko zależy od tego, kiedy będziemy mieli projekt. Być może prace udałoby się rozpocząć jeszcze w tym roku – słyszymy w MZD.

– Chcemy, żeby projektant zobaczył, z której strony mostów ścieżki będzie można dobudować i powiązać je w jeden układ komunikacyjny. Projektantom zostawiamy wolną rękę. Chcemy, aby mosty zostały tak przebudowane, aby nie straciły też walorów wizualnych. Nie sztuka wybudować coś, a potem się tego wstydzić – tłumaczy Piotr Magdoń.

Dotyczy to szczególnie podświetlanego w nocy mostu Narutowicza, która świeci się w tęczowych kolorach.  O kosztach inwestycji też na razie trudno mówić. To również będzie przedmiotem prac projektantów.

– Wszystko zależy od technologii, jaka zostanie użyta. Są dosyć drogie technologie kompozytowe, są technologie pomostowe z elementami metalowymi.  Mamy przykłady z Francji – bardzo drogie, ale bardzo efektywne. To tak jak z drogą – kilometr może kosztować milion złotych, a może też i 10 mln zł – mówi dyrektor Magdoń.

(ram)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

2 KOMENTARZE

  1. Ale że ktoś wpada na takie pomysły? Cieszy że ktoś myśli o rowerzystach. Ciekawe jak będzie po tym jeżdzić?

  2. Obok kolorowego mostu konstrukcja nośna już istnieje. Przykryć blachą ryflowana i można beżdzić. Podobnie na zaporze obok jezdni jest trakt wózka z siłownikiem do podnoszenia grodzi. Zrobić podłoge z górnym poziomem szyn z zostawieniem 2 cm żeby ten wózek mógł jeżdzić cały czas. On jeżdzi raz na tydzień i można póścić tam ruch a zamykać okresowo na 30 minut.

Comments are closed.