Reklama

Zanosi się na to, że będziemy mieli kolejny maraton sesji nadzwyczajnych w sprawie poszerzania Miasta, zwoływanych na wniosek Prezydenta. Po tym, jak rada we wtorek odrzuciła jego wniosek, w piątek 28. marca będzie pierwsza. Tymczasem jestem przekonany, że proces poszerzania trzeba na razie zakończyć.W obecnej jego fazie składa się on z trzech części.

Malawa – to jest pomysł w ogóle bez sensu, bo Malawa nie jest w żaden sposób atrakcyjnym kąskiem dla Rzeszowa. Jedyną przyczyną tego wniosku jest zgoda Rady Gminy w Krasnem. Ta zaskakująca na pozór aprobata wynika z tego, że znacząca cześć dochodów gminy pochodzi z podatku od nieruchomości od centrum handlowego Auchan. Dzięki pozbyciu się uboższej Malawy dochód z tego centrum będzie dzielony na mniejszą liczbę mieszkańców. Z punktu widzenia Rzeszowa zarówno położenie tego sołectwa, jego zamożność, jak i atrakcyjność jej terenu w żadnym przypadku nie przemawia za jego włączeniem. A opowiadanie o zasobach gorących wód można włożyć między bajki. W dodatku mieszkańcy Malawy konsekwentnie opowiadają się przeciw włączeniu do Rzeszowa. Tym razem w najrzetelniej przeprowadzonych konsultacjach (tajne głosowanie do urn) przy frekwencji blisko 50%, aż 63% głosujących było przeciw. Pomimo podpowiadania im, że po wejściu do miasta, wzrośnie wartość tamtejszych działek, gdyż ich odrolnienie będzie dużo prostsze.

Trzebownisko – połączenie z nim miałoby sens wtedy, gdyby była zgoda obu stron. Bo tylko wtedy można liczyć na dodatkowy dochód z budżetu państwa. W tym przypadku wynosiłby on ok. 85 mln zł w ciągu pięciu lat. I to jest kwota, o którą warto zabiegać. Ale na razie o żadnej zgodzie ze strony Trzebowniska nie ma mowy. I po tym, jak potraktowaliśmy mieszkańców tej gminy, pewnie długo nie będzie.

Fragmenty gminy Trzebownisko wraz z lotniskiem – to byłoby dla Rzeszowa najcenniejsze, ale – powiedzmy sobie szczerze – jest tak bezczelne, że musi budzić sprzeciw każdego, kto będzie w tej sprawie formułował opinie lub podejmował decyzje. Bo przecież chcemy zabrać najwartościowsze tereny sąsiedniej gminy, czyli lotnisko i zlokalizowane obok niego tereny przemysłowe, a po drodze włączyć minimum tego, co jest niezbędne żeby tylko włączany obszar stanowił jedną całość z naszym miastem.

Parę uwag ogólnych.

Przyłączanie czegokolwiek oznacza zwiększenie wpływów miasta, ale i obowiązków, czyli wydatków. Obietnice p. Prezydenta składane potencjalnym, przyszłym mieszkańcom Rzeszowa sprowadzają się do tego, że zrobimy/zbudujemy im więcej, szybciej i lepiej. Tego się nie da zrobić z pieniędzy, które generował przyłączany obszar i którymi do tej pory dysponowała sąsiednia gmina, bo gdyby tak było, to zrobiłaby to sama. Żeby takie obietnice zrealizować, nie wystarczy podnieść podatki, czy nawet trochę zaoszczędzić na funkcjonowaniu urzędu. Musielibyśmy dołożyć z pozostałych dochodów. I to już robimy. Nic w tym zdrożnego, bo to jest swego rodzaju inwestycja – tyle tylko, że o stosunkowo długim okresie zwrotu. Każdy, kto się zetknął z inwestowaniem, wie, że nie wolno z nimi przesadzić – zbyt szeroki front inwestycyjny może spowodować utratę płynności finansowej i upadłość. Miastu upadłość oczywiście nie grozi, ale może oznaczać kłopoty finansowe w średniej perspektywie. Bo zobowiązania już podjęte wobec terenów przyłączonych są dostatecznym obciążeniem naszego budżetu. A przecież ciągle potrzebujemy pieniędzy na wkład własny do projektów unijnych.

DLATEGO PROCES POSZERZANIA NALEŻY NA RAZIE ZAKOŃCZYĆ. MIASTO MOŻE I POWINNO SIĘ ROZWIJAĆ BEZ TEGO.

Pytanie tylko czy potrafimy. Czy obecny Prezydent jest w stanie przejść z etapu wzrostu ekstensywnego, polegającego na prostym zwiększaniu zasobów, do wzrostu intensywnego podnoszącego jakość zarządzania i funkcjonowania naszego Miasta, ale wymagającego innej, bardziej wyrafinowanej wiedzy. W oparciu o nasze dotychczasowe obserwacje, które w wielu dziedzinach pokazują, że obecne kierownictwo Ratusza zdecydowanie przedkłada ilość nad jakość, muszę na to pytanie odpowiedzieć negatywnie.

A dlaczego odsłona 58?  Bo wg moich przybliżonych obliczeń, to będzie – w ciągu ostatnich 10 lat – 58. projekt uchwały ws poszerzenia naszego kochanego Miasta. Niestety, mniej więcej druga połowa z nich, to raczej marnotrawstwo czasu, sił i środków.

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

4 KOMENTARZE

  1. 30 tyś mieszkańców…to chyba trzeba włączyć do Rzeszowa gminę Łańcut (20 tyś,) a nie tylko Trzebownisko a najlepiej któryś z powiatów. A to że będą tam pola i lasy nie ma znaczenia, bo i tak wszystko zasłoni się ekranami

  2. Nie mówiąc już o powierzchni! Rzeszów teraz ma 116km2 a miałby 246km2 z 20 miejsca awans na 8! Po takich metropoliach jak Warszawa, Kraków, Szczecin, Łódź, Wrocław, Gdańsk, Poznań! A przed takimi jak: Świnoujście
    Dąbrowa Górnicza, Bydgoszcz, Katowice, Częstochowa, Jaworzno, Rybnik, Lublin, Gdynia, Gliwice, Bielsko-Biała

  3. Wydaje mi się, że wójt Trzebowniska nie działa w interesie mieszkańców, tylko lobbuje we własnym interesie, ponieważ po aneksji straciłby stołek!

  4. Rzeszów mając większe tereny i większą liczbę mieszkańców staje się „widoczniejszy” na mapie Polski przez co ściąga nowych inwestorów, producentów itd.(co wiąże się z wpływami do budżetu,ale także nowymi miejscami pracy) To jest naturalny bieg historii czyt. Warszawa. A lepiej jakby Rzeszów miał o 30,5tyś mieszkańców więcej czyli 215tyś mieszkańców. a to już MIASTO przez duże M. Teraz mamy 19pozycję pod względem liczby ludnosci a po przyłączeniu całej gminy KRASNE i Trzebownisko będziemy na 15 pozycji. Byle się dostać do TOP10.
    Inne miasta w Polsce też się rozszerzają!!

Comments are closed.