Zdjęcie: Ewa Szyfner / Rzeszów News

„Obcy” przewoźnicy, którzy zatrzymują się na miejskich przystankach, mają „brzydkie, dymiące i śmierdzące autobusy” i do tego stwarzają zagrożenie w ruchu. Urzędnicy chcą założyć kamery, by mieć podstawy do karania tych, którzy bezprawnie korzystają z rzeszowskich zatok autobusowych.

– Brzydkie, dymiące i śmierdzące autobusy na gdańskich rejestracjach zatrzymują się na naszych przystankach i zatruwają mieszkańcom powietrze – gromił swoich pracowników Tadeusz Ferenc podczas ostatniej narady. – Czy my to jakoś kontrolujemy? – dopytywał.

Zarząd Transportu Miejskiego w Rzeszowie, który odpowiada za organizację miejskiej komunikacji, rozłożył ręce. Anna Kowalska, dyrektor ZTM, tłumaczyła się „dziurawą ustawą”. Chodzi o to, że ze strony miasta kontrole, które odbywają się na przystankach, są niewystarczające.

Gdy udaje się „nielegalny” autobus, czy bus złapać na gorącym uczynku (zdjęcie), to kierowcy z reguły tłumaczą się tym, że musieli się zatrzymać na przystanku, bo jakiś pasażer źle się poczuł.

– Na ten moment nie mamy innych możliwości weryfikowania, kto zatrzymuje się na naszych przystankach, jak wyrywkowe kontrole – wyjaśnia Anna Kowalska. – Nie jesteśmy w stanie zapewnić w każdym miejscu osoby, która monitorowałaby sprawy na bieżąco – dodaje.

Jedyną „bronią” ZTM-u przeciwko „obcym” przewoźnikom jest upominanie. Karaniem takich firm transportowych może się zajmować policja lub Inspekcja Transportu Ruchu Drogowego. Podobny problem jest z buspasami. Z nich również często korzystają przewoźnicy, którzy do tego są nieuprawnieni.

– Aby skontrolować „obcego” przewoźnika musimy go uprzedzić dwa tygodnie wcześniej o naszych zamierzeniach. Gdy on wie, że jego przejazdy będą sprawdzane, to wówczas jeździ prawidłowo – wyjaśnia Kowalska.

Dyrektor ZTM zastrzega również, że nie chodzi tu o pieniądze, bo te od obcych przewoźników za zatrzymywanie się na miejskich stanowią niewielką część wpływów do budżetu miasta.
Chodzi o bezpieczeństwo, zwłaszcza w centrum, gdzie szczególnie w ciągu dnia ruch jest duży.

– Autobus na przystanku powinien stać nie więcej niż 2 minuty – zatrzymuje się, zabiera pasażerów i odjeżdża. Pojazdy obcych przewoźników często na przystankach stoją 10 min przez co blokują wjazd dla innych autobusów – mówi Kowalska.

– Takie postępowanie, zwłaszcza na przystankach znajdujących  się przy ul. Lisa Kuli, placu Wolności czy Urzędzie Wojewódzkim, gdzie odnotowujemy największe obłożenia, stwarza poważne zagrożenie dla ruchu, który się tam odbywa – dodaje.

Na ten moment ZTM nie jest w stanie udowodnić przewoźnikom, jak długo na danym przystanku stoją.

Z pomocą w rozwiązaniu tego problemu mają przyjść kamery, które będą zainstalowane na przystankach. Ich rolą, podobnie jak monitoringu miejskiego, będzie rejestrowanie czasu postoju oraz wykonanie zdjęcia pojazdów, które się tam zatrzymują.

Nie wiadomo, ile taka inwestycja miałaby kosztować, ale jak zapowiada Anna Kowalska, o pieniądze na ten cel miasto chce starać się z unijnego programu Polska Wschodnia.

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

NAPISZ KOMENTARZ:
Reklama