Strajk Kobiet w Rzeszowie. „Beato, niestety, rząd obalą kobiety” [ZDJĘCIA]

22
Reklama

– Niech ten pomnik rewolucji i waginy stanie się symbolem kobiecego ruchu a Rzeszów stolicą kobiet! – mówiły uczestniczki rzeszowskiego Strajku Kobiet, w którym wzięło  udział ponad 500 osób. Gościem specjalnym był prof. Jan Hartman.

 

 

„Ubrana w schematy, zamknięta we wzorzec. W sieci konwenansów, zasad i założeń.  Co dzień się potykam o znaki na swej drodze: „tak powinnaś”, „tak wypada”, „tak się nie baw”, „tak nie możesz”. Dobrze wiem, że stać mnie na wiele, nie boję się być sobą i wychylam się przed szereg. Z pełnym przekonaniem mogę wam dzisiaj powiedzieć:  „mogę wszystko”, „nic nie muszę”, „wolność mnie przez życie wiedzie” – słyszymy w oficjalnym hymnie Strajku Kobiet, który rozbrzmiał z głośników podczas środowej manifestacji zorganizowanej w Dniu Kobiet przez Komitet Obrony Demokracji, Platformę Obywatelską, Nowoczesną, partię Razem oraz inne organizacje pozarządowe. 

„PiS mi ciąży”

Na Strajku pojawili się również przedstawiciele SLD. Na rzeszowskim Rynku było ponad 500 osób ubranych na czarno, które broniło praw kobiet.

„Żądamy wdrożenia i stosowania Konwencji Antyprzemocowej”, „Żądamy rzetelnej edukacji seksualnej”, „Chcemy wyboru, nie Salvadoru”, „Kobieta myśląca zagrożeniem dla PiS-u”, „Żądamy standardów opieki okołoporodowej”, „Nowoczesne państwo – „tak”, zabobony – „nie”, „Wasza niemoc wspiera przemoc”, „Beato, niestety, rząd obalą kobiety”, „Nic o was bez was”, „My mężczyźni jesteśmy z wami”, „PiS mi ciąży” – m.in. takie hasła można było przeczytać na transparentach, które mieli ze sobą uczestnicy Strajku.

Nie zabrakło też czarnych balonów oraz czerwonych kartek z napisem „#mamydość”.
Gościem specjalnym Strajku Kobiet w Rzeszowie był  Jan Hartman – polski filozof i bioetyk, profesor nauk humanistycznych, wydawca i publicysta, nauczyciel akademicki.

– Nie przyjechałem tutaj jako mężczyzna, który solidarnie łączy się z kobietami w ich proteście, ale przyjechałem jak człowiek wspierający człowieka – mówił Jan Hartman. – Nie chcę wojny kobiet z mężczyznami, bo ona do niczego nie prowadzi – dodawał i podkreślał, że zaczęli ją mężczyźni.

Alibi i wymówka

Prof. Hartman chce zakończenia wojny między płciami, wzajemnego szacunku i równego traktowania, nie oglądając się na to, czy jest to mężczyzna czy kobieta. – Aby tak się stało muszą się zmienić najpierw mężczyźni – mówił Hartman, który sam przyznał, że został wychowany w kulturze patriarchalnego protekcjonalizmu względem kobiet, podobnie jak  całe jego pokolenie i wszystkie starsze, dlatego bardzo wiele wysiłku kosztowało go, aby przejrzeć na oczy.

– Kto nie szanuje kobiet? Kto nie puszcza kobiet przodem, nie całuje w rękę, nie płaci w restauracji,  nie czci matki, nie kocha  swojej siostry? – pytał bioetyk. – Służy to jako alibi i wymówka, by traktować kobiety na co dzień  lekceważąco, niemal zawsze w optyce samca. Mężczyźni mają trudność w zobaczeniu w kobiecie kogoś, kto może być mentorem, naszym szefem, autorytetem, a nie tylko źródłem akceptacji i rozkoszy. W patriarchalnym społeczeństwie dwuznaczna szarmancja wobec kobiet zastępuje prawdziwy i naturalny szacunek, partnerstwo – mówił, zauważając, że szacunkiem cieszą się co najwyżej kobiety starsze, nie będące przedmiotem męskiej rywalizacji.

– Jestem nawróconym mizoginem i przykładem na to, że nawet jeśli masz tak jak ja 50 lat to jednak możesz się zmienić – mówił Hartman.

Zauważył on również, że anachroniczny dyskurs pseudoszacunku powraca nieustannie w retoryce obecnej władzy, która całuje kobiety po rękach, ale odmawia im praw reprodukcyjnych i wsparcia w najtrudniejszych chwilach życia.

– Nie dajcie się wziąć pod włos, nie dajcie się oszukać pozorami uszanowania, które ma utwierdzić was w kobiecych rolach, które jakoś dziwnym trafem uwalniają mężczyzn od gotowania, prasowania i przewijania dzieci. Nie dajcie się zwieść Kaczyńskiemu całującemu kobiety w rękę, zatrudniającemu w swojej  ekipie kobiety. Kobiety nie będą miały równych praw, dopóki nie zmienią się mężczyźni – nawoływał gość specjalny rzeszowskiego Strajku Kobiet.

Oni też nie chcą aborcji

Według Hartmana to właśnie kobiety powinny zmieniać mężczyzn w domu, w pracy, w łóżku i przy stole.

– Oni muszą zrozumieć, że kobieta jako przyjaciółka i partnerka  jest nam po stokroć bardziej potrzebna niż kucharka, sprzątaczka czy sekretarka – nawoływał profesor, zaznaczając jednocześnie, że mężczyzna wyzwolony z mizogini odnajdując w kobiecie przyjaciółkę i partnera staje się mocniejszy, nie musi odgrywać konfrontacyjnych ról męskich, nie musi być rywalizującym o kobiety macho ani samcem alfa. Może być po prostu sobą.

– Walka o równe prawa kobiet i o godność kobiety toczy się u nas przede wszystkim w kwestii prawa reprodukcyjnego. Dotyczy wolności sumienia, dysponowania własnym ciałem i kontrolowania własnej rozrodczości. Kobieca seksualność stała się polem walki ideologicznej pod płaszczykiem troski – obłudnej i  fałszywej –  o płody – uważa Jan Hartman.

– Wasze ciała należą do was, wasze prawa reprodukcyjne należą od was – dodawał i kierował słowa w stronę niedaleko stojących „obrońców życia”, którzy również pikietowali na rzeszowskim Rynku z transparentami zakrwawionych zarodków.

– My też nie chcemy aborcji! Czy ktoś tutaj chce mieć skrobankę? – pytał Hartman. – Nie!  odpowiedział tłum.

 – A oni [„obrońcy życia” – przyp. red.] w twarz nam rzucają, że jesteśmy zwolennikami aborcji! Co to znaczy? Chcecie powiedzieć, że my lubimy skrobanki? – krzyczał w stronę sąsiadującej demonstracji.

Pani Szydło, nie jest Pani wstyd?

Wraz z Janem Hartmanem do Rzeszowa przyjechała również Bogna Blankenberg, była koordynatorka KOD-u w województwie małopolskim.

– Rząd na czele którego stoi kobieta cofa nas do najstraszniejszych dla kobiet czasów, czasów w których różnimy się jedynie brakiem stosów. Czasów pogardy dla drugiego człowieka – mówiła Bogna Blankenberg.

– Czy nie wstyd pani, pani Szydło, za to że pani rząd często kosztem naszego zdrowia, naszej wolności chce nas sprowadzić do roli inkubatora, chce za nas zadedykować, kiedy i jak mamy się rozmnażać?  Chce nas pozbawić prawa obrony przed przemocą. Nie wstyd pani, że ten rząd na każdym kroku obraża kobiety i okazuje im pogardę? – dodawała Blankenberg, stwierdzając również, że polscy politycy zaglądają kobietom do łóżek, majtek i macicy oraz chcą, aby były uległe i miłe.

– Wspierajmy się, bądźmy lojalne i dobre dla siebie. Pomagajmy sobie. W naszej babskiej jedności jest potężna moc i właśnie tego obawia się rząd. Tylko przed nami drży Jarosław Kaczyński – mówiła Bogna Blankenberg.

– Angażujmy mężczyzn w walkę o prawa kobiet, bo ruch kobiet nie powinien być antymęski, lecz antydominatorski i antydyskryminacyjny – dodawała i wspominała o charakterystycznym pomniku rzeszowskim znajdującym się u zbiegu al. Cieplińskiego z al. Piłsudskiego.

– Niech ten pomnik rewolucji i waginy stanie się symbolem kobiecego ruchu a Rzeszów stolicą kobiet! Brawo Rzeszów! – zakończyła wystąpienie była koordynatorka KOD-u w Małopolsce.

Homicki: Odbijmy Sejm

Głos, nieco chyba niefrasobliwie, zabrał również radny rzeszowski związany z Nowoczesną, Robert Homicki. Wspomniał o wrześniowej sesji Rady Miasta, gdzie forsowano, aby z budżetu miasta finansowano in vitro.

– Na 26 osób w Radzie Miasta są  tylko 4 kobiety i właśnie te  cztery panie były przeciwko finansowaniu in vitro z miejskiego budżetu. Dajcie im odpór, przyjdźcie walczyć z nami.  Odbijmy samorząd, odbijmy Sejm i bądźmy razem – mówił Homicki, ale zapomniał dodać, że sam wyszedł podczas głosowania w tej sprawie i jak potem tłumaczył, było to „kardynalnym błędem nowicjusza”.

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

 

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

Comments are closed.