Wybory 2023. Znamy rzeszowską listę Zjednoczonej Prawicy. „To bitwa o Polskę”

– To bitwa o Polskę, o przyszłość Polski – mówił w sobotę w Rzeszowie Zbigniew Ziobro podczas prezentacji kandydatów Zjednoczonej Prawicy w okręgu nr 23.  Niektórzy awansowali, niektórzy zostali zepchnięci na dalsze miejsca.

 

Zdjęcia: Sebastian Stankiewicz / Rzeszów News

PiS w całej Polsce w sobotę zaprezentował swoich kandydatów w tegorocznych wyborach do Sejmu i Senatu. W Rzeszowie prezentacja odbyła się w hotelu Prezydenckim.

Listę w okręgu 23 (rzeszowsko-tarnobrzeskim), jak wiadomo, otwiera Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości. Ziobro już w piątek w Rzeszowie zapewniał, że nie zamierza tu „gwiazdorzyć”, choć lokalni działacze PiS nie kryją zdziwienia, że to on jest na czele listy.

Ziobro pojawił się także na sobotniej prezentacji, ale to nie on przedstawiał kandydatów Zjednoczonej Prawicy w okręgu nr 23, tylko Krzysztof Sobolewski, sekretarz generalny PiS. Ziobro wypchnął Sobolewskiego z lidera listy. Sobolewski był nim w 2019 roku. 

– Lista jest znakomita – mówił przed prezentacją Zbigniew Ziobro. A o wyborach: – To bitwa o Polskę, o przyszłość Polski. Jesteśmy jedną wielką drużyną dla Podkarpacia. Wierzę w zwycięstwo – nie ma wątpliwości. 

Lista znów bez Ortyla 

Zdjęcie: Sebastian Stankiewicz / Rzeszów News

Krzysztof Sobolewski, przed odczytaniem nazwisk kandydatów, mówił, że lista jest „najmocniejsza w historii PiS w okręgu rzeszowskim”. – 30 kandydatów do Sejmu, trzech do Senatu. Wiedzą, o co toczy się bój i ile trzeba poświęcić siebie – mówił Sobolewski.

On sam jest na drugim miejscu listy. Sobolewski dał do zrozumienia, że kandydaci Zjednoczonej Prawicy w tegorocznych wyborach mają poprawić wyniki z 2015 i 2019 roku. Podkarpacie to od lat bastion PiS, konkurencję wręcz pożera. 

Pożreć ma też 15 października, gdy wybory się odbędą. Większych niespodzianek na liście, oprócz obecności samego Zbigniewa Ziobry, nie ma. Znów wielkim nieobecnym jest Władysław Oryl, marszałek podkarpacki i lider PiS w regionie rzeszowskim. 

Ortyla, jak mówią nasze nieoficjalne źródła w PiS, partia chce w przyszłym roku wysłać do europarlamentu. Na sobotniej prezentacji kandydatów, jako gość, nawet się nie pojawił. Na liście nie ma też Marcina Fijołka, szefa klubu PiS w Radzie Miasta Rzeszowa. 

PiS w tych wyborach stawia na sprawdzonych ludzi w politycznych bojach. Ponownie na liście są obecni posłowie, oprócz Kazimierza Moskala, który postanowił więcej nie kandydować. Moskal chce wrócić do samorządu ropczycko-sędziszowskiego.

Kto dalej na listach? 

Na trzecim miejscu jest Ewa Leniart, wojewoda podkarpacki, w 2019 r. była druga. Wysokie, czwarte miejsce, dostał Rafał Weber ze Stalowej Woli, wiceminister infrastruktury – w 2019 r. był na 10. Awansował też poseł Jan Warzecha. Jest 5, cztery lata temu był 11.  

O dwa oczka podskoczył też poseł Zbigniew Chmielowiec z Kolbuszowej – jest szósty. Z siódmego miejsca startuje Ewa Draus, też z Kolbuszowej, Draus jest wicemarszałkiem podkarpackim, cztery lata temu nie startowała do Sejmu. 

Na ósmym miejscu znalazł się Jerzy Bendarz, szef rolniczej „Solidarności” na Podkarpaciu. Wyprzedził posła Andrzeja Szlachtę, który jest dopiero dziewiąty – 4 lata temu startował z czwartej pozycji. Do Sejmu wszedł tylko dlatego, że z mandatu zrezygnowała Ewa Leniart. 

Na dziesiątym miejscu jest mielecki poseł PiS Fryderyk Kapinos, na jedenastym Jerzy Paul, poseł z Leżajska. Trzynastkę otrzymał Karol Ożóg, radny sejmiku, syn obecnego senatora PiS Stanisława Ożoga, który kończy polityczną karierę po tej kadencji parlamentu. 

Ożóg junior na liście jest wyżej od Kazimierza Gołojucha, posła z Łańcuta, który startuje z czternastego miejsca, w 2019 roku był ósmy. Do Sejmu ponownie chce się wybrać Krystyna Wróblewska z Rzeszowa – dostała czternaste miejsce, cztery lata temu była piąta na liście. 

Z piętnastego miejsca startuje Stanisław Kruczek, członek zarządu województwa podkarpackiego. Za nim na liście jest Kamila Piech, radna sejmiku z powiatu stalowowolskiego. Na siedemnastym kolejny radny sejmiku – Jacek Magdoń. 

PiS ponownie chce do Sejmu wysłać działaczkę katolicką, Halinę Szydełko z Rzeszowa, która dostała osiemnaste miejsce. Szydełko była posłanką w latach 2015-2019, cztery lata temu w ogóle jej nie było na liście.

Z dziewiętnastego miejsca będzie walczył Kamil Kalinka, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Tarnobrzegu. Na 20 pozycji jest Robert Godek, były starosta strzyżowski, numer 21 dostał Piotr Chęciek, starosta dębicki. 

Warchoł na koniec

Dalej jest Bernadetta Frysztak, była wicestarosta ropczycko-sędziszowski. Z 22. miejsca startuje Mieczysław Tołpa, dyrektor Poczty Polskiej w Rzeszowie. O dziwo, PiS sięgnęło także po Ewę Kantor z Dębic, byłą posłankę w latach 2001-2005 z Ligi Polskich Rodzin.

Z 25. miejsca startuje Krystyna Rusin, przewodnicząca rady powiatu tarnobrzeskiego. Na 26 jest Joanna Murias, radna gminy Łańcut. PiS doceniło także Karolinę Paleń, radną Stalowej Woli, inicjatorkę tzw. obywatelskiej ustawy „Chrońmy dzieci”. Paleń jest 27. 

Rzeszowski samorząd na liście reprezentuje tylko Grażyna Szarama, dostała 28. miejsce. Na przedostatnim umieszczono Andrzeja Głaza, wójta Tuszowa Narodowego. Listę zamyka, podobnie jak cztery lata temu, Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości. 

Oprócz Ziobry i Warchoła, na liście nie ma innych osób z Suwerennej Polski, która jest polityczną przystawką obozu władzy. 

O miejsce w Senacie będzie ponownie walczyła Janina Sagatowska (okręg nr 54), a w okręgu nr 55 – Zdzisław Pupa, obecny senator PiS. Do Senatu w okręgu nr 56 wybiera się Józef Jodłowski, starosta rzeszowski, który zakopał już topór wojenny z PiS. 

Bądź na bieżąco.

Rzeszów News - Google NewsObserwuj nas na Google News!

Rozwój, czy stagnacja? 

Zdjęcie: Sebastian Stankiewicz / Rzeszów News

Po prezentacji kandydatów, głos zabrała Ewa Leniart, która jesienne wybory nazwała „najważniejszymi wyborami po 89. roku”. – Polacy zdecydują o tym, czy wybrać drogę rozwoju, czy stagnacji. Trzeciej drogi nie ma. Jest głód – mówiła Leniart.

Leniart mówiła, że „wspólnie pod dobrym sterem PiS” Podkarpacie i Polska przetrwała powodzie po 2015 roku, pandemię koronawirusa, a także napływ ukraińskich uchodźców po wybuchu wojny za naszą wschodnią granicą. 

– Odbudowaliśmy zniszczone drogi i mosty, mądrze inwestowaliśmy w podkarpackie szpitale. W Polsce nie trzeba stanowić dnia pamięci o ofiarach epidemii. Przetrwamy i kryzys wywołany wojną u naszych sąsiadów – podkreślała Ewa Leniart. 

Mówiła, że to „nie lada wyzwanie”, bo „wrogowie pokoju bezpieczeństwa w Europie i na świecie”, próbowali do Polski sprowadzić migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, by „zdestabilizować nasz kraj”. – Nie powiodło im się to – zaznaczała Leniart. 

Mówiła, że „mądry ster” chroni Polskę przed „siatkami szpiegowskimi”. Leniart przekonywała, że to rząd PiS ochronił miejsca pracy. – Uruchomiliśmy miliardowe tarcze, aby osłaniać miejsca pracy, pomagać polskim przedsiębiorcom – przypominała. 

A jednocześnie mówiła, że państwo finansowało budowę przedszkoli, dróg, mostów, szkół , domów kultury i remiz strażackich. – Polska musi się rozwijać równomiernie. To nie może być tylko hasło reklamowe, hasło wyborcze – zwracała uwagę Ewa Leniart. 

Przekonywała, że nie ma na Podkarpaciu miejscowości bez pieniędzy z budżetu państwa. Mówiła, że to PiS dba o najbiedniejszych, bo podniósł pensje minimalną do 3600 zł, obniżył podatki z 17 do 12 procent i podwyższył kwotę wolną do opodatkowania – do 30 tys. zł. 

– Udowodniliśmy, że bezpieczeństwo i rozwój Polski i Polaków jest możliwy. Trzeba wystarczającej determinacji, wiary, że polityka, polityk może być wiarygodny i skuteczny – mówiła w hotelu Prezydenckim Ewa Leniart. 

– Czy Polska i Polacy zatem zasługują na dalszy rozwój i dobre perspektywy, pomimo trudnych okoliczności i zgotowanych przez współczesne czasy i wrogów? – pytała Leniart. I sama sobie odpowiadała: – Myślę, że nie ma wątpliwości. 

Premier był, bezrobocie spadło 

Leniart stwierdziła, że Podkarpacie i jego mieszkańcy potrafią „skutecznie przeciwstawiać się przeciwnościom losu”. Mówiła też, że na Podkarpaciu spadło bezrobocie – w 2014 roku przekraczało 17 procent, dzisiaj wynosi 8,4 procent. 

– Nawet w powiecie strzyżowskim, który niedawno odwiedzał premier Mateusz Morawiecki, bezrobocie wyraźnie spadło – z 24 procent w 2014 roku do 17 procent dziś – udowadniała Ewa Leniart, ale mówiła, że jest jeszcze „zadanie do wykonania”.

– Mamy tego pełną świadomość, ale jesteśmy skuteczni, zdeterminowani, aby nasze cele osiągnąć. Trzeba postawić na sprawdzonych, którzy dają gwarancję bezpieczeństwa i rozwoju państwa polskiego, a nie stagnacji – podkreślała wojewoda.  

Leniart skrytykowała polityków Platformy Obywatelskiej, którzy zasiadają w Parlamencie Europejskim za to, że w 2014 roku głosowali przeciwko budowie szlaku Via Carpatia, którego częścią jest droga ekspresowa S19.  

– Dzisiaj ta trasa jest szansą dla takich powiatów, jak powiat strzyżowski. Zainteresowanie inwestorów będzie, jak Via Carpatia będzie się przesuwać w kierunku granicy państwa polskiego – powiedziała na koniec Leniart. 

Zesłańcem się nie czuje

Zdjęcie: Sebastian Stankiewicz / Rzeszów News

Głos zabrał jeszcze Zbigniew Ziobro, który powtarzał, że stoi na czele „drużyny” i jest tym „zaszczycony”. – Nie liczą się indywidualne ambicje, ale wspólny cel. Osiągniemy go, jeżeli damy z siebie wszystko. Nie liczę na rekordowy wynik dla mnie – mówił Ziobro. 

Powtarzał słowa z piątku, że jego rodzina jest z Podkarpacia (Przemyśl, Czudec, Strzyżów), udowadniając, że nie jest „spadochroniarzem”. – Nie czuję się zesłańcem. Czuję się mieszkańcem i patriotą tej ziemi – przekonywał. 

– Podkarpacie ukształtowało moje myślenie o Polsce. Tu uczyłem się patriotyzmu, mowy polskiej, tu poznawałem piękno polskiej kultury. Czuję się kandydatem stąd – powtarzał Zbigniew Ziobro. 

Wina Tuska

Mówił, że stawką jesiennych wyborów jest bezpieczeństwo Polski. – Czy Polska będzie rozbrajana, jak za czasów Donalda Tuska, gdy zlikwidowano kilkadziesiąt jednostek wojskowych, ograniczono polski przemysł, czy rozwijana? – mówił Ziobro. 

Stwierdził, że „niektóre koleżanki i koledzy Donalda Tuska” chcieliby zlikwidować mur na granicy polsko-białoruskiej. Ziobro, w swoim stylu, oskarżał Tuska, że za jego rządów Polska była „nieprzemyślanie prywatyzowana”. – „Nie” rozgrabianiu Polski – dodawał. 

Tuska oskarżył jeszcze o to, że chciał Polakom „zafundować pracę aż do śmierci”, bo za rządów PO-PSL podniesiono wiek emerytalny. 

– My chcemy Polskę rozbudowywać, budować siłę polskich przedsiębiorstw, by Polakom żyło się lepiej, by nie musieli emigrować, by mogli, tu w Polsce, na ziemi podkarpackiej, godnie żyć. To cena i stawka tych wyborów. Liczy się zwycięstwo – stwierdził na koniec Ziobro. 

(ram)

Zdjęcie: Sebastian Stankiewicz / Rzeszów News

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama