„Dziwna para” – Żak i Barciś – bawią rzeszowską publiczność do łez [FOTO]

1
Reklama

Bałaganiarz i pedant. Hipochondryk i ten, który za kołnierz nie wylewa. Oszczędny i rozrzutny. Tak sprzeczni są główni bohaterowie spektaklu „Dziwna para”, w którym mogliśmy w niedzielę w Rzeszowie zobaczyć m.in. Cezarego i Katarzynę Żak, Artura Barcisia czy Violę Arlak.

 

Najpierw zagrali Tadeusza Norka i Karola Krawczyka w „Miodowych  latach”, później Pawła Kozioła i Arkadiusza Czerepacha w serialowym hicie „Ranczo”. W niedzielne późne popołudnie, a następnie wczesnym wieczorem Artur Barciś i Cezary Żak rzeszowskiej publiczności na deskach Filharmonii Podkarpackiej zaprezentowali się jako Feliks i Oskar w spektaklu „Dziwna para”.

W spektaklu, który od gwiazdorskiej obsady tak mocno świecił, że oświetlenie na sali było zbędne. A dlaczego? Bo Barcisiowi i Żakowi – najlepszemu, najbardziej znanemu, polskiemu aktorskiemu duetowi komediowemu – na scenie towarzyszyli: Viola Arlak i Katarzyna Żak, widzom znane z ról Wójtowej i Solejukowej z „Rancza”. 

Z tej kultowej serialowej produkcji w „Dziwnej parze” zagrał również Wojciech Wysocki, znany jako doktor Wezół, który boi się swojej żony. Zdyscyplinowanego małżonka odegrał również w spektaklu.

Na tym jednak komediowe gwiazdy polskich seriali w „Dziwnej parze” się nie kończą, ponieważ na deskach Filharmonii Podkarpackiej mogliśmy zobaczyć również aktorów znanych chociażby z „Bulionerów” – Piotra Skargę, który w serialu zagrał Piotra Nowika oraz Witolda Wielińskego odwrócę roli Waldemara Nochala.

A w czym serialowe gwiazdy zaprezentowały się rzeszowskiej publiczności? Bynajmniej nie w czymś banalnym, gdyż „Dziwna para” to legendarny hit Broadway’u. Temu stwierdzeniu po obejrzeniu spektaklu nie da się zaprzeczyć, bo już od pierwszych minut rozbawia on widzów do łez, a podczas jego trwania (a to jest 120 minut!) co chwila wybuchają salwy śmiechu.

Bo jak się nie śmiać, gdy rozwiedziony bałaganiarz, który zaprasza kolegów na pokera odpowiadając na pytanie, czy nie ma sprzątaczki mówi: „Miałem, ale odeszła. Za dużo pracy dla niej”, a w ślad za nią mleko również „wyszło” z kartonu po kilku tygodniach.

Oskar (Cezary Żak), bo to o jego mieszkaniu mówimy, jest typem, który do całkowitego rozgardiaszu w domu dokłada sympatyzowanie z alkoholem w ilościach niebanalnych, hazard i rozrzutność. A powiedzieć, że jest romantyczny, to tak jakby słonia nazwać  baletnicą, bo zabrał swoja żonę w dziesiątą rocznicę ślubu na mecz hokeja, gdzie dostała krążkiem w oko.

Przeciwieństwem jego jest Feliks (Artur Barciś) – pedantyczny (jest taki, bo w wieku czterech miesięcy kazano mu już sikać do sedesu!) hipochondryk, który miał zapalenia wszystkiego, co możliwe, a do tego ma kruche kości (skręcił nadgarstek przy czesaniu, a jest prawie łysy). Z jego chorobami nie wytrzymała nawet jego żona – zażądała rozwodu oraz lekarz psychiatra, do którego Feliks poszedł na terapie małżeńską. Po 30 minutach wściekły lekarz wyrzucił go z gabinetu i zagroził pielęgniarce, że jeśli jeszcze raz go przyjmie, to ją zwolni.

Te dwa sprzeczne charaktery zbliża kobieta, a dokładniej żona Feliksa, która dzwoni do Oskara i mówi mu, że się rozwodzi po 20 latach z mężem, a Feliks, jak to Feliks, wyszedł z domu i napisał jej wiadomość SMS, że planuje popełnić samobójstwo.

Koledzy zaczęli się martwić o przyjaciela, bo spóźniał się również na umówiona partię pokera. Zaginął, zabłądził, a może poszedł do kina? – obstawiali. Gdy żadna z tych propozycji nie miała szans być prawdziwą odpowiedzią na to, dlaczego Feliks się spóźnia, doszli do wniosku, że pewnie ma dziewczynę. Ale i to okazało się pomysłem-klapą, bo zaginiony czerwieni się na sam widok Angeli Merkel na okładce.

Na szczęście rozterki towarzystwa szybko zostały zakończone, bo zguba sama przyszła w końcu do domu Oskara i została tam na dłużej.

O tym jak wyglądały relacje „Dziwnej pary” podczas wspólnego mieszkania oraz jak pedantyczny hipochondryk uwiódł dwie panie, które zajmują się „leczeniem” ciał oraz stawianiem na „nogi” nie mogę napisać, bo zepsuję całą przyjemność, jaką stanowi oglądanie spektaklu.

Mogę za to zapewnić, że 120 minut mija bardzo szybko, a prosta w odbiorze komedia, w której śmiejemy się z przerysowanych przyzwyczajeń głównych bohaterów, spowoduje, że większym dystansem i czułością popatrzymy na naszych współmałżonków i partnerów.

Rzeszów News był patronem „Dziwnej Pary”.

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

Reklama

1 KOMENTARZ

  1. Fabuła rzeczywiście lekka, humorystycznie było, a jakże. Ale: podczas niedzielnego, drugiego spektaklu, słabo słychać było dialogi już od połowy sali (może zbyt duża?). Aktorzy też, być może zmęczeni drugim spektaklem tego samego dnia, nie wchodzili na wyżyny swoich umiejętności. To pewnie taka przypadłość projektów typowo komercyjnych. Ostatecznie i tak warto było zobaczyć.

Comments are closed.