Zdjęcie: Komenda Wojewódzka Policji w Rzeszowie
Reklama

– Mamy dosyć sytuacji, jaka panuje w policji – napisali w liście funkcjonariusze Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie na temat „zwolnieniowego” protestu. 

W cały kraju trwa tzw. „psia grypa”. Policjanci masowo idą na zwolnienia lekarskie. Żądają m.in. wyższych pensji. W czwartek w Komendzie Miejskiej Policji w Rzeszowie na zwolnieniach było już prawie 50 proc. całej komendy. O szczegółach napisaliśmy TUTAJ

Po naszym tekście otrzymaliśmy list funkcjonariuszy KMP w Rzeszowie, w którym tłumaczą, dlaczego chodzą na L4. Poniżej publikujemy go w całości. Tytuł pochodzi od redakcji. 

Jakość w policji na drugim planie

My, policjanci Komendy Miejskiej w Rzeszowie oraz województwa podkarpackiego, podobnie jak koledzy z Łodzi zdecydowaliśmy się napisać, dlaczego strajkujemy. Mamy dosyć sytuacji, jaka panuje w policji. Od wielu lat czekamy na poprawę kwestii finansowej kadrowej i socjalnej. Nadszedł wreszcie czas, kiedy możemy głośno wyrazić swój sprzeciw przeciwko obłudzie i kłamstwu panującemu w szeregach „niebieskiego munduru”.

1. Braki kadrowe. Coraz mniej osób chce podjąć pracę w policji. Obniżono kryteria co do nowo przyjmowanych policjantów, co przekłada się na jakość wykonywanej pracy. Choć jakość w policji jest na drugim planie. Najważniejsza jest statystyka i ilość podjętych interwencji wobec obywatela. Co rusz dochodzą „wspaniałe” pomysły z KGP o nowych nikomu nie potrzebnych działaniach, z których rozliczani jesteśmy w kolejnych rubrykach.

„Mapy zagrożeń” w założeniu były dobre, ale nie sprawdzają się w praktyce (wielokrotnie policjanci jeżdżą na drogi gruntowe lub leśne, które jakiś obywatel dla żartu wskazał jako miejsca niebezpieczne), powoduje to stratę czasu, którą można wykorzystać w bardziej konstruktywny sposób. Wydziały dochodzeniowe mają nawał pracy, gonią ich terminy i prokuratorzy, których nie obchodzi, że policjant zajmuje się kilkudziesięcioma sprawami na raz.

Policjant zabiera swoją pracę do domu cały czas myśląc o niedokończonej sprawie. Praca w systemie zmianowym oraz wytyczne Komendy Głównej Policji o ciągłym zwiększaniu liczby policjantów będących w służbie powoduje olbrzymie napięcia psychiczne, patologię normalnych relacji w rodzinie. Do tego dochodzi świadomość że trzeba przepracować tak 25 lat, co najmniej do 55. roku życia.

2. Podwyżki. W Rzeszowie zlokalizowanych jest kilka jednostek wojskowych. Mamy styczność na co dzień z żołnierzami. Prywatnie czasem służbowo. Przykro jest słuchać o kolejnej podwyżce uposażenia dla żołnierzy, kolejnym dodatku za brak mieszkania lub innych dywidendach wypłacanych z błahych okazji, kiedy w komendzie ciągle słyszysz, że „zablokowane” grupy i nie ma pieniędzy na dodatki, a premie rozdawane są w sposób niejasny i wybiórczy.

Jednym z ciekawszych przykładów jest premia na święto policji, która jest rozdzielana wśród kilku, kilkunastu funkcjonariuszy, pomijając resztę, którzy w tym szczególnym czasie mają za zadanie „nie czuć”, że są policjantami. System awansu na grupę uposażenia, stopień służbowy jest chory. Grupy rozdawane są w pierwszej kolejności osobom z „polecenia”, a jeśli nie masz niewyparzonej gęby i nie chodzisz na „górę” to choćbyś pracował za dwóch, to podwyżki nie dostaniesz.

Tu trzeba zrobić podział na policjantów lepszych i gorszych. A mianowicie w Rzeszowie, oprócz Komendy Miejskiej Policji, jest Komenda Wojewódzka gdzie równoległe wydziały np. Ruchu Drogowego są finansowane zgoła odmiennie. Policjanci z KWP wyposażeni w nieoznakowane radiowozy, nie obsługujący żadnych zdarzeń, nie prowadzących żadnych spraw dochodzeniowych, zarabiają średnio kilkaset złotych więcej od policjantów z Komendy Miejskiej, którzy są od wszystkiego.

Wypadek lub kolizja choćby był na oczach policjantów z KWP nie zostanie przez nich rozliczony, a na miejsce jest wezwany patrol KMP (policjanci z KWP nie protestują, czują się dobrze na swoich posadach).

3. Obywatel kontra policjant. Kompletny brak pojęcia niektórych przełożonych, jak wygląda praca na ulicy. System ochrony obywatela zaszedł tak daleko, że policjant przed podjęciem decyzji o zastosowaniu środków przymusu wobec osoby, zastanawia się czy po interwencji będzie jeszcze pracować. Policjant nie jest chroniony w żaden sposób przed oszczerstwami obywateli, niejednokrotnie bezzasadnymi, które powodują, że jesteśmy narażeni na utratę pracy, dobrego imienia lub części uposażenia.

Policjant na własną rękę, za swoje pieniądze musi się bronić przed krzywdzącym słowem obywatela, gdyż komenda nie zapewnia pomocy prawnej, jednocześnie skazując Nas na stres związany tłumaczeniem się w prokuraturze, w sądzie, czy BSW [Biuro Spraw Wewnętrznych, czyli tzw. policja w policji – przyp. red.].

4. Policjant musi być sprawny fizycznie. Co roku przeprowadzane są testy sprawnościowe funkcjonariuszy, weryfikujące ich sprawność fizyczną. To są kpiny. Ale nie z testu, który każdy policjant zdaje na ocenę dopuszczającą go do dalszego pełnienia służby, choć salę gimnastyczną widział dziesięć lat wcześniej na szkole policji, ale z systemu, który ma tą sprawność zapewnić.

„Przewidziane i zapewnione” godziny sportu przeznacza się na obsługę zdarzeń, przesłuchania i czynności związane tylko i wyłącznie ze statystyką policyjną. Lepiej przymknąć oko na teście niż pozwolić na spadek liczby legitymowanych.

5. Wisienka na torcie, czyli sprawy socjalne. Rzeszów – miasto wojewódzkie. Liczba mieszkańców około 185 tys. Miasto o jednym z największych współczynników rozwoju. Ale nie Komenda Miejska Policji. Brak środków na modernizację spowodował zatrzymanie, wręcz uwstecznienie rozwoju komendy. To w jakich warunkach przyszło nam pracować, woła o pomstę do nieba.

Budynek Wydziału Ruchu Drogowego to „zabytek” zlokalizowany w sercu miasta. Podróż w czasie można rozpocząć od piwnic, gdzie zlokalizowane są szatnie dla funkcjonariuszy wraz z podręcznym magazynem rzeczy zatrzymanych do spraw. Do szafek ubraniowych trzeba się dostać przez stosy połamanych rowerów i worków z ubraniami po zdarzeniach drogowych.

Notorycznie zalewana piwnica „śmierdzi” grzybem i pleśnią. Brak toalety oraz choćby kranu w ścianie powoduje, że sprawy fizjologiczne policjanci załatwiają na mieście. Nie lepiej jest na parterze, gdzie są pokoje dla wydziału dochodzeniowego i sala odpraw 5×6 m, na której musi się zmieścić czasem kilkadziesiąt osób. Zgnieceni funkcjonariusze muszą się odprawiać, pisać notatki na przestarzałych komputerach, kserować dokumenty na działającym czasem xero.

Wyżej urzędują kierownicy, którzy wcale nie mają lepiej. Czasem ich widać zza zalegających papierów złożonych na biurkach. To obraz jednego wydziału. Jak jest gdzie indziej, można sobie wyobrazić.

Ktoś powie, że zawsze możemy zmienić pracę, że nie musimy tkwić w tym marazmie. Oczywiście. Ale to jest krzyk rozpaczy. Bo My chcemy pracować, pomagać ludziom, którzy czasem znajdują się w krytycznej sytuacji. Praca w policji na pierwszej linii niesie ze sobą olbrzymie napięcia psychiczne, odpowiedzialność dyscyplinarną i karną. Dlatego żądamy zmian, które pozwolą Nam na godne funkcjonowanie w społeczeństwie.

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

35 KOMENTARZE

  1. taaa podwyzki za podwyzkami, dlaczego nie opiszecie waszych wyjazdow na poludnie europy, nie robiliscie tam nic… siedzieliscie po miesiac czy dwa, za co mieliscie eksta kase i wtedy nikt nie narzekal popijajac TOKAJA…

    na ulicy jestescie postrachem… nikt was nawet o droge nie chce pytac, przeciez policja w polsce nie jest do tego by pomagac, tylko od tego by walic mandat za mandatem, z miasta strach po 3 piwach wrocic, bo jak sie cos komus nie spodoba to izba… z polowa z was nie ma zadnej dyskusji, narzekacie ze zle itp itd, kto wam broni odejsc, isc do innej pracy??

    Nikt no ale pewnie 25 pracy kusi, wczesniej 15…
    gdzie zwykly zjadacz chleba zapie…. 40-45 lat w zyciu, i cale zycie z wami sie uzerajac.

    czlowiek na dzialalnosci, nie ma tak jak wy, nie pojdzie strajkowac bo mu malo, zapierdziela od rana do nocy, mysli co i jak zrobic, zmienic, zeby sie utrzymac, moze zeby bylo lepiej, a nie konczy robote i pije luzno piwko w domu.
    Dramat, taki sam jak piguly chwile temu… zerujecie na ludzkim zdrowiu i tyle!

  2. Nie przyjmuję Twojej argumentacji, zapoznawałem się z Rozporządzeniem i nie ma tu „wątpliwości” w interpretacji przepisów, rejon skrzyżowania kończy się wraz z liniami poziomymi, bądź jeśli takowych nie ma to równolegle z krawężnikiem. Pl. Wolności / Sobieskiego nie jest skrzyżowaniem i tyle, nie ma nigdzie wymogów, że musi być znak informujący „droga wewnętrzna” i jeśli pieszy jak wspomniałem ma wątpliwości, nie musi iść go urzędu miasta, tylko niech podejdzie te 30 metrów do przejścia. Co innego Bożnicza/Sobieskiego bo tam jest skrzyżowanie, ale piesi tam nie są karani jak przejdą. I nie, nie jeżdżę tym bmw.

    • 1. Czy zapłacisz mandat za przekroczenie prędkości, gdy policjant nie będzie w stanie wskazać gdzie stoi znak ograniczający prędkość, której przekroczenie zarzuca (jesteś poza obszarem zabudowanym i słyszysz że przekroczyłeś 50 km/h) ? Analogicznie Pl. Wolności / Sobieskiego jest skrzyżowaniem, dopóki nie stanie tam znak D-46, bez tego znaku jest tam skrzyżowanie na którym zgodnie z art. 13 ust. 2…. można przechodzić
      2. a skąd taka definicja?: „rejon skrzyżowania kończy się wraz z liniami poziomymi, bądź jeśli takowych nie ma to równolegle z krawężnikiem.” – nawet nie bardzo wiadomo o co chodzi?
      pod tym linkiem poczytaj: http://drogipubliczne.eu/skrzyzowania zwróć uwagę na „obszar skrzyżowania”
      3. z jakim rozporządzeniem?
      4. mojej argumentacji możesz nie przyjmować, ale Twoja „niech podejdzie te 30 metrów do przejścia” to nie jest argument który przekonuje.
      Policjant jeśli chce nałożyć grzywnę w tym miejscu powinien wskazać znak drogowy (nie wykaz), z którego po zastosowaniu ogólnych przepisów PRD będzie wynikało, że miejsce w którym przechodzisz nie jest skrzyżowaniem.
      Poza tym, chyba nie wierzysz w bajki, że ocena ich pracy nie zależy od m.in. ilości nałożonych grzywien?
      A insygnią? (to już taki żart) 🙂 Pozdrawiam.

      • Z tego co jest zawarte w tym linku, wychodzi, że po części mam rację, albo jest „obszar skrzyżowania” wyznaczony liniami poziomymi na jezdni, tj. przejście dla pieszych, linia zatrzymania (gdy nie ma przejścia dla pieszych) lub domniemana linia zatrzymania, więc obszar ten nie obejmuje przecięcia Pl. Wolności / Sobieskiego i nawiązanie do ograniczeń prędkości według mnie, nie ma tu zastosowania bo jest to inna para kaloszy. Znak ograniczenia prędkości jeśli się nie mylę należy do znaków zakazu i jest zobowiązujący do określonego zachowania, natomiast znak „droga wewnętrzna” należy do znaków informacyjnych i nie można ich porównywać w tym przypadku. I dalej nawiązuje do tego, że żaden przepis nie precyzuje, że musi być ustawiony znak „droga wewnętrzna”, a policjant ma wykaz takich ulic, jeśli obywatel ma wątpliwości, może iść do sądu, walczyć o swoje racje. Dobry żart ta Insignia… 😉

        • Aleś uparty. Nie jest to inna para kaloszy. Nie ma znaku, nie ma ograniczenia, nie ma karania (obowiązku stawiania znaków też nie ma – ale jak chcesz, coś wymusić musisz postawić).
          Analogicznie: jest przecięcie w jednym poziomie dróg z jezdniami, z których żadna nie jest gruntowa, brak informacji (D-46) , że któraś jest wewnętrzna – jest skrzyżowanie.
          Chcesz wymusić określone zachowanie, nałożyć nałożyć grzywnę za jej nieprzestrzeganie, postaw znak, nieważne czy zakazu, nakazu, czy informacyjny.
          Żeby sankcjonować naruszenie zasady określonej w dyspozycji normy prawnej – w tym przypadku dyspozycję normy prawnej zakazującej przejścia przez jezdnię w ulubionym przez BMW i Opla miejscu tworzą łącznie: znak d-46, art. 2 pkt 10, art. 13 ust. 2).
          O ile artykułów na drodze się nie wypisuje 🙂 to znak d-46 powinien stać, być czytelny i widoczny. Bez tego znaku nie wskażesz dyspozycji normy prawnej, która została naruszona i jak zastosujesz sankcję z kw? Na podstawie „rozpiski ulic” policjanta? Prawo powielaczowe było w PRL-u 🙂
          Zgodnie z art. 2 Konstytucji, RP jest państwem prawnym, zgadza się?
          Dyspozycja powinna być znana jej adresatowi, np. gdy nie ma tabliczki strefa bez dymu, nałożysz grzywnę na palacza za jej nie przestrzeganie, bo policjant ma mapę stref bez dymu?
          W sądach jest różnie, pewien sędzia, potrzebował 5 spraw i 2.800zł kosztów sądowych (które ostatecznie zapłacił Skarb Państwa), by zakończyć sprawę, którą powinno się odrzucić na pierwszej. Policjantka nie widziała sygnalizatora, a zarzucała przejechanie na czerwonym świetle, którego to momentu też nie widziała. Wygłaszała za to swoje mądrości: kobiety kierowcy przy mandacie dzielą się na te, które „jojczą” i drugie które płacą bez gadania.
          Policjant może karać wyłącznie wtedy, gdy wina nie budzi najmniejszych wątpliwości i jest w stanie w razie czego jej dowieść przed sądem.
          .. a może rozliczasz policjantów z ilości nałożonych grzywien ? 🙂
          Idę flagę poszukać. Pozdro 🙂

          • No uparty niestety jestem. Ale co do strefy bez dymu, muszę się czepić, że obowiązuje zakaz palenia w miejscach publicznych (place zabaw, przystanki autobusowe) gdzie nie ma nawet tabliczek zakaz palenia, a policjanci z prewencji niemiłosiernie karają i według mnie słusznie, bo nie ma potrzeby stawiania takiego znaku/informacji, żeby wymagać przestrzegania przepisów prawa. Jak to często mówią, nieznajomość przepisów, nie zwalnia nas z ich przestrzegania. Co do znaku „droga wewnętrzna”, jest takich pełno w Rzeszowie, nie są oznaczone znakiem, tak samo jak duża część, dróg gminnych i powiatowych, a jednak, gdy dochodzi do zdarzenia na takiej drodze wewnętrznej, bez znaku o tym informującego, policjanci muszą podpierać się wykazem dróg publicznych i wewnętrznych, bo zależna jest od tego wysokość grzywny, punkty karne i wypełniona dokumentacja do zdarzenia, a mało tego, to są całkiem inne artykułu wpisywane do mandatu za spowodowanie zdarzenia, więc dlaczego w tym przypadku istotne jest czy jest to droga wewnętrzna, a w przypadku pieszego już nie? Ja rozumie Twój (przepraszam za Ty) tok rozumowania i to, że powinno być oznaczone coś, co chcemy wymagać, a obywatel nie jest tego świadom, ale w naszym Państwie mamy takie przepisy, nie inne, że wykroczenie można popełnić nieumyślnie i można być za to ukaranym. Tym bardziej nie rozliczam policjantów 🙂 Pozdrawiam, również wywieszam flagę.

            PS był skierowany wniosek do sądu na pieszego, dokładnie z przecięcia Pl. Wolności, a Sobieskiego i pieszy podobno podnosił argumentację, że nie miał pojęcia, iż nie jest to skrzyżowanie. Kiedy się dowiem, jak to się zakończyło, to dam znać tutaj, o ile dotrwasz, bo może to potrwać niestety kilka dni lub tygodni (więc raczej nieopłacalne to czekanie).

          • nie mam już gdzie dopisać, pisząc o paleniu nie miałem na myśli miejsc, które są określone ustawą, raczej sytuację w miejscu o którym ustawa nie rozstrzyga, ale zakaz tablicowy. Nieznajomość wykazu ulic, to nieznajomość wykazu, nie prawa.
            Gdyby był prawny obowiązek zapoznawania się z nim, to byłoby inaczej, ale nie ma 🙂
            Wykaz policjanta jest tylko dla wiadomości policjanta i nie jest źródłem prawa.
            Pieszy powinien się odwołać do nieistniejącej dyspozycji, i wskazać, że w świetle przepisów dopuszczalne jest przejście na tym skrzyżowaniu, gdyż brak jest znaku D-46 i ma luz. Nawet gdyby znał ten wykaz ze ściany urzędu, mógłby się tak bronić.
            W sądzie to jak na pierwszej nie oddalą, to będzie z rok czasu trwało.
            Wieszam..flagę 🙂

          • Szczerze to wydaje mi się, że nie musi być znak D-46 postawiony, ale tak jak mówisz, pieszy może się tak bronić, aczkolwiek jestem ciekawy, jak sąd do tej sprawy podejdzie, tylko dobrze by musiał pieszy się bronić. Flaga już powiewa 🙂 dziękuję za merytoryczną i grzeczną konwersacje. W tych czasach rzadko się zdarza porozmawiać na argumenty, bez obrażania drugiej osoby. Niestety nie przekonały mnie przedstawione przez Ciebie argumenty, chyba, że sąd postanowi coś ciekawego w tej sprawie, wtedy może odmieni się mój punkt widzenia na powyższe zagadnienie. Pozdrawiam i życzę udanego i spokojnego długiego weekendu.

          • Może tak – pieszy widzi taki stan faktyczny:
            1. dwie drogi twarde, z jezdniami, połączone w jednym poziomie
            2. żadna z nich nie jest gruntową
            3. żadna nie stanowi dojazdu do do obiektu znajdującego się przy drodze
            4. żadna droga nie jest oznaczona znakiem D-46
            5. skrzyżowanie znajduje się w odległości mniejszej niż 100m od przejść dla pieszych
            Czyli pieszy ma przesłanki do stwierdzenia, że może przejść przez jezdnię na skrzyżowaniu tak jak zezwala art. 13 ust. 2 zdanie drugie PRD
            Fakt, że w ewidencji UMR droga ma status drogi wewnętrznej i policjant ma wykaz tych dróg, nie zmienia prawidłowości oceny stanu faktycznego dokonanej przez pieszego i zachowania zgodnie ze znaną mu normą prawną. Więc nie ma podstaw do sankcji na pieszym.
            Kto zatem jest winny takiej sytuacji? Ten kto nie oznaczył drogi wewnętrznej znakiem D-46.
            art. 8 ust2 ustawy o drogach publicznych „…oznakowanie dróg wewnętrznych oraz zarządzanie nimi należy do zarządcy terenu, na którym jest zlokalizowana droga, a w przypadku jego braku – do właściciela tego terenu.” – czyli masz obowiązek ustawienia takiego znaku 🙂
            Gotowy szkielet uzasadnienia uniewinnienia pieszego, a może i super policjanci sami wycofają swój wniosek…uff, więcej nie chce mi się przekonywać, do oczywistych oczywistości 🙂 czas świętować. Pozdro

  3. Popieram Wasz strajk ! Wymagania jak nie wiadomo co jak w każdej pracy i co gorsza 10 prac chcieliby zrobić jednym człowiekiem i jeszcze ma się cieszyć że ma pracę. Jednym słowem władze kpią z Was, oby więcej takich odważnych ludzi, zostawić tych na najwyższych stołkach niech zasuwają to się im może oczy otworzą.

  4. „Coraz mniej osób chce podjąć pracę w policji. Obniżono kryteria co do nowo przyjmowanych policjantów, co przekłada się na jakość wykonywanej pracy….krzyk rozpaczy. Bo My chcemy pracować, pomagać ludziom, którzy czasem znajdują się w krytycznej sytuacji.”
    Jeśli ta pomoc ma wyglądać tak jak poniżej, to co mają powiedzieć osoby, które takiej „pomocy” doświadczyły?
    Parking przy ul. Bożniczej, zaparkowane piękne grafitowe BMW nr rej RP74….w środku 2 policjantów i mały tłumek obok tego samochodu. O co chodzi? Policjanci pieszym wypisują mandaty za przejście przez jezdnię w rzekomo niedozwolonym miejscu. Piesi przechodzli przez ulicę na skrzyżowaniu Pl.Wolności/Sobieskiego (na wysokości banku ING) w stronę parkingu na którym stoi BMW . „Upolowanym” pieszym policjanci wtłaczają informację, iż w tym rejonie powinni przechodzić tylko i wyłącznie korzystając z wyznaczonego przejścia dla pieszych na wysokości Gałęzowskiego, lub Żeromskiego – ponieważ odległość do przejścia nie przekracza 100 m i „wlepiają mandaty”.
    Piesi przyjmują grzywny – nieświadomi, iż nie powinni być karani, gdyż nie popełniają wykroczenia przechodząc jezdnię na skrzyżowaniu Pl.Wolności/Sobieskiego. Na takie zachowanie pieszego pozwala art. 13. ust. 2 zdanie drugie Prawa o ruchu drogowym: „Jeżeli jednak skrzyżowanie znajduje się w odległości mniejszej niż 100 m od wyznaczonego przejścia, przechodzenie jest dozwolone również na tym skrzyżowaniu, a takim skrzyżowaniem jest akurat Plac Wolności/Sobieskiego oraz Bożnicza/Sobieskiego. W BMW jeden z policjantów to „stary narybek”, drugi raczej „świeżak”
    Podsumowując:
    Nakładanie mandatów za czyn nie będący wykroczeniem – to jest ta pomoc?
    Ilu osobom w tym i podobnych miejscach „pomogli” policjanci?

    • Potwierdzam, dzieci do muzycznej chodzą, to jestem tam kilka razy w tygodniu. Często policyjna insygnia stoi w zatoce parkingowej koło kiosku/totolotka. To zdaje się w ramach akcji ochrony najsłabszych uczestników ruchu drogowego…

    • Piękny i składny komentarz, ale jedno się nie zgadza, więc zanim coś napiszesz, zapoznaj się lepiej z przepisami. W prawie o ruchu drogowym jest zapis, że w obrębie skrzyżowania można przechodzić poza wyznaczonym przejściem dla pieszych, tyle że PRD jasno stanowi w Art. 2, co jest skrzyżowaniem. Jest to przecięcie się co najmniej dwóch dróg publicznych i o ile takowym skrzyżowaniem jest Bożnicza/Sobieskiego, gdzie policjanci nie piszą mandatów, lecz piszą osobom które idą od Pl. Wolności koło ING, a ulica Pl. Wolności jest drogą wewnętrzną (do sprawdzenia w urzędzie miasta) więc w świetle przepisów nie jest to skrzyżowanie i mandaty są jak najbardziej zasadne, ale lepiej wylewać hejt i żale nie znając podstawowych przepisów prawa. Pozdrawiam

      • PS Jeśli nie masz pewności czy dane skrzyżowanie jest skrzyżowaniem, w świetle ustawy prawo o ruchu drogowym, udaj się na wyznaczone przejście dla pieszych i po kłopocie. Przepisy są po to, żeby ich przestrzegać. Pozdrawiam

      • @mgr z bmw? uderz w stół, a nożyce…., skoro taki dokładny jesteś, to:
        1. wskaż gdzie na skrzyżowaniu Pl.Wolności/Sobieskiego ustawiony jest znak D-46 (droga wewnętrzna)? Bez tego znaku dla pieszego jest to skrzyżowanie dwóch dróg mających jezdnię (żadna z nich nie jest gruntową)?
        2. niby dlaczego pieszy przed przejściem przez jezdnię ma chodzić do urzędu miasta by sprawdzać z jaką drogą ma do czynienia?
        3. skoro policjanci wiedzą (bo mają wykaz rodzajów dróg), że to droga wewnętrzna, a piesi nie – to jak myślisz: sąd też rozstrzygnie, że mandaty są zasadne?
        4. Przepisy są po to, aby ich przestrzegać? Dlaczego zatem policjanci nie interweniują widząc nieprawidłowo zaparkowane w obrębie tego skrzyżowania pojazdy, a skupiają się jedynie na „polowaniu” na pieszych?
        5. Ponieważ PRD jest oszczędne w definicji skrzyżowania, sięgnij do rozporządzenia w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać drogi publiczne i ich usytuowanie, zmierz odległości i powinieneś dojść do wniosku, że przejście przez jezdnię na odcinku między Bożniczą a Pl. Wolności jest wyjątkiem o którym mowa w art. 13 ust. 2 PRD.
        Wątpliwości w interpretacji faktów i przepisów obowiązującego prawa rozstrzyga się na korzyść obwinionego/oskarżonego, prawda?
        Paremię: „Lepiej jest bowiem pozostawić nieukarany występek złoczyńcy niż skazać niewinnego”, mgr zna?
        Zanim zarzucisz nieznajomość przepisów, hejt i żale doczytaj sam to co trzeba.
        Nadal twierdzisz, że mandaty są zasadne?
        I nie są planem do wykonania?
        I są „pomocą” ?

        • PS. Jeszcze wyjaśnię: nie zostałem ukarany grzywną za przejście w tym miejscu, żal mi jednak tych osób, które w tych okolicznościach zostały ukarane. Pomoc policji obywatelom jak najbardziej jest pożądana, jednak nie o taką „pomoc” chodzi jak w opisanym przypadku.

  5. Kontrolować ich co robi ZUS ??? Ciekawe czy wszyscy leżą i chorują!!! Zwykły obywatel jest od razu kontrolowany nawet jak jest po operacji. I nie jest zdolny do pracy.
    Wziąść się za nich jak im nie pasuje to niech szukają pracy gdzie indziej !!!!!

  6. W Warszawie już pierwsze wydalenia ze służby i nagany. Zus skontrolował „chorych” i się okazało że kilku pracowało przy pożądkowaniu ogrodu grabaniu liści przycinaniu gałęzi a jeden nawet policyjnym samochodem z żoną pojechał kupować telewizor 55 calowy i przed domem miał suprajs 🙂

    Epidemi żadnej nie ma więc organy ścigania zarówno w stolicy jak i w Rzeszowie powinni się przyjrzeć hurtowym zwolnieniom wydawanym przez jednego/dwóch lekarzy. I odebrać prawo wykonywania zawadu lekarza.

  7. Nie żal mi policjantów, choć nie kwestionuję tego, co napisali w liście. Wykwalifikowani urzędnicy pracujący w rzeszowskim urzędzie wojewódzkim również zarabiają źle, co ja piszę – o wiele gorzej, niż policjanci z KMP. Najlepszy przykład: dawno temu moja młodsza koleżanka z oddziału (absolwentka prawa UJ) odeszła z urzędu do policji i do tej pory jest policjantką. Urzędnicy zwani pogardliwie urzędasami zarabiają w urzędzie wojewódzkim poniżej poziomu protestujących niedawno pracowników socjalnych. Wykonujemy zadania, które wymagają specjalistycznej wiedzy z różnych dziedzin prawa. Moje koleżanki i koledzy jeżdżą na kontrole różnych podmiotów po całym województwie. Rozpatrujemy odwołania i zajmujemy się sprawami być może tych samych ludzi, którzy z pogardą mówią o nas urzędasy. Reprezentujemy wojewodę przed sądami, jako pełnomocnicy. Piszę cały czas o zwykłych szeregowych pracownikach. Musimy znosić fanaberie i realizować coraz więcej zadań nakładanych na nas przez coraz to głupszych i butnych przełożonych. Nawet na święto służby cywilnej na gratyfikację finansową w formie listu gratulacyjnego i nagrody pieniężnej mogą liczyć tylko mierni i wierni wybrańcy, niekoniecznie najbardziej pracowici. Tylko moja dość poważna sytuacja zdrowotna (niepełnosprawność od urodzenia) i fakt, że mam dzieci na utrzymaniu powoduje, że nie rzuciłam tej roboty w cholerę z dnia na dzień. Zapewniam, że nikt oprócz męża i dzieci by się nie przejął, nikomu z przełożonych nie przyszłoby nawet do głowy podziękować za uczciwą pracę wykonywaną w ramach „misji urzędu” przez blisko 20 lat. Rozglądam się cały czas za inna pracą, ale może za bardzo zdaję sobie sprawę z moich coraz większych ograniczeń fizycznych. Moim marzeniem jest praca „nie w urzędzie”. Staram się, aby się spełniło. Mimo wszystko…

  8. no to emigracja zarobkowa
    w Reichu czy Trumperyce
    będą się stresowali co najwyżej, że ćpun poczęstuje ich HIVem lub kosą pod żebra

    a tak na marginesie
    do kibelka najlepiej w urzędach – cieplutko

  9. Ten list tylko utwierdził mnie, że tak naprawdę zależy im tylko na kasie i szybkiej emeryturce.
    Miałem niezły ubaw, kiedy czytałem o między innymi: fatalnych warunkach lokalowych, socjalkach, brakach kadrowych itd.
    Jak widać to tylko przykrywka.
    Podstawowe pytanie, jakie należy zadać: Dlaczego nie strajkują w wyżej wymienionych sprawach? Przecież cały idea protestu to tylko i wyłączenie KASA: emeryturki, podwyżki, pełnopłatne zwolnienia.
    Nie dziwne, że taki stan rzeczy panuje w Policji, skoro jej funkcjonariusze odwalają takie akcje, jakich świadkami jest obywatel.
    O strajku z wymienionych w liście powodów – ani zająknięcia.
    Dziwi tylko, że rok/parę lat temu zasilając szeregi Policji funkcjonariusze godzili się na te warunki, jakie są. Teraz nagle im wszystko przestało pasować. Zwietrzyły noski kaskę i teraz cierpi na tym obywatel.
    A wściekły obywatel jest zdolny do wielu rzeczy. Na pewno społeczeństwo odpłaci się funkcjonariuszom za ten protest. Szacunek do Policji teraz spadnie poniżej zera, a na mundur będzie się patrzeć z pogardą jak za PRL.

    • Nikt z nowo przyjętych funkcjonariuszy nie ma choćby bladego pojęcia co go tak naprawdę czeka i w jakich warunkach przyjdzie mu pracować. Wielu idzie dla idei, dla chęci niesienia pomocy. Klapki jednak szybko opadają. A dlaczego ? Zazwyczaj przez takich jak ty, tzw. „zwykłych” ludzi.

    • Dzisiaj się dogadali a ta rzeczywistość i normalność polegać będzie na wystawianiu większej ilości mandatów. Bo przecież trzeba będzie zrekompensować ubytek kasy w budżecie.

  10. nie są wrażliwi na krzywdę ludzką, nie robią tego co leży w ich gestii a teraz chcą żeby ktoś im współczuł
    jak są jacyś bandyci, chuligani to nawet nie spiszą, a potem można słyszeć jak te bezkarne menty szydzą z policjantów, że nic im nie zrobili
    kolejny wesoły obrazek: policjanci robią za prywatną eskortę kiboli na i ze stadionu torując uczciwym ludziom powrót z pracy, zamiast na przykład wlepiać mandaty jakby któryś kibol chciał przechodzić nie na zielonym i zarobić na te swoje pensje i emerytury z podatków

    a może na ich żale wypadałoby odpowiedzieć na zasadzie jak kuba bogu tak bóg kubie: głuchym telefonem albo tekstem „już wysłaliśmy patrol”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ