Zdjęcie: Archiwum rodziny
Reklama

Katarzyna i Kamila z Rzeszowa walczą o swojego tatę, który w październiku doznał trzeciego udaru. Pomóż im zebrać pieniądze na leczenie!

Maciej Jurczak ma 53 lata, mieszka w bloku na jednym z rzeszowskich osiedli z 75-letnią matką, jest po trzecim udarze mózgu. Żeby normalnie funkcjonować potrzebuje rehabilitacji, i to kosztownej, a sytuacja pandemiczna w naszym kraju tego nie ułatwia. Na szczęście pan Maciej ma dwie córki: 24-letnia Kamilę i Katarzynę, które zrobią wszystko, aby uzbierać pieniądze na leczenie chorego taty.

W jednej chwili stracił wszystko

Maciej Jurczak pierwszy raz dostał udaru krwotocznego lewej półkuli mózgu w 2000 roku, tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Efekt? Niedowład połowiczny prawej ręki, który utrzymuje się do dziś. Pan Maciej miał wówczas 33 lata.

Powrót do rzeczywistości po udarze nie był łatwy – płacz, bezradność, niemożność pogodzenia się z tym, co go spotkało i pytania: “dlaczego właśnie jego?”. “Całe życie było przed nim, a w jednej chwili stracił wszystko” – mówią córki pana Macieja, Kamila i Katarzyna. 

To niejako cud, że Maciej Jurczak przeżył udar. Lekarze nie dawali mu szans na przeżycie. Zapowiadali, że nawet jeśli się uda, to w zasadzie będzie rośliną – nie będzie ani chodził, ani mówił. Los był jednak nieco łaskawszy i odebrał mu “jedynie” władzę nad połową ciała. 

– Nasz tata musiał nauczyć się funkcjonować od nowa już „bez” połowy ciała oraz przy całkowitej afazji – niczego sprzed udaru nie pamiętał – mówi Kamila. – Miał w sobie ogromną wolę walki i motywacji. To pozwoliło mu na opuszczenie oddziału dziennego rehabilitacji już o własnych siłach – o lasce, którą parę lat później wyrzucił będąc w górach – dodaje Katarzyna. 

Szczęście w nieszczęściu

Przyszedł rok 2018. Maciej Jurczak znów został pokonany. Doznał kolejnego udaru, tym razem niedokrwiennego. – Szczęście w nieszczęściu, że nie był tak groźny i rozległy jak pierwszy udar, ale niestety mimo to, pozostawił stałe zmiany w mózgu. Tata kolejny raz się podniósł i wyszedł ze szpitala o własnych siłach, ale jego stan psychiczny uległ pogorszeniu – mówią córki Macieja Jurczaka. 

– Zaczął miewać też zachwiania równowagi, zaburzenia pamięci. Każde jego wyjście z domu było dla nas bardzo niepokojące. Bałyśmy się, że nie wróci – że się gdzieś przewróci i nie będzie w pobliżu nikogo, kto mógłby mu udzielić pomocy. Zdarzały się sytuacje, że szukałyśmy go przez policję czy dzwoniąc po szpitalach – dodają. 

Zrzutka na zrzutka.pl

Potem było już tylko gorzej. Przyszedł trzeci udar: 7 października 2020 roku, na tydzień przed 53. urodzinami pana Macieja. Trafił on do szpitala na Oddział Neurologii z podejrzeniem kolejnego udaru lewej półkuli mózgu.

Całość komplikowała pandemia, która uniemożliwia odwiedziny chorych. Co więcej, po ośmiu dniach pobytu w szpitalu pan Maciej powinien był trafić na Oddział Rehabilitacji Dziennej. Było to niemożliwe, na oddziale wykryto koronawirusa. Nie przyjmowano nikogo, Maciej Jurczak wrócił do domu boso w damskiej koszulce, z siniakami.

Jego córki na platformie zrzutka.pl uruchomiły zbiórkę na leczenie taty. Cel to 50 tys. zł. 

Trzeba działać szybko 

Młode kobiety pieniądze zamierzają przeznaczyć na badania diagnostyczne, echo serca, holter. – Musimy je wszystkie wykonać prywatnie, bo nie możemy sobie pozwolić na oczekiwanie na wizytę w ramach NFZ – wyjaśniają córki pana Macieja. 

Potrzebne są konsultacje z neuropsychologiem, neurologiem, urologiem, logopedą oraz kardiologiem i rehabilitacja. – Poziom motywacji i chęci do życia naszego taty spadają z dnia na dzień, musimy działać szybko. Staramy się robić wszystko, co w naszej mocy, aby poprawić jego jakość życia i pomóc mu ponownie się podnieść – mówi Katarzyna. 

– Uczymy go podstawowych czynności życia codziennego oraz liczyć czy pisać… Pokazujemy zdjęcia członków rodziny, aby przypomniał sobie jak najwięcej – dodaje Kamila. 

Prosić trudno, ale ciężej patrzeć 

Córki chcą także swojego tatę wysłać na 14-dniowy turnus do specjalistycznego ośrodka rehabilitacji. To koszt 7,5 tys. zł. – Mamy nadzieję, że wyjazd dojdzie do skutku, a po powrocie będziemy kontynuować rehabilitację oraz konsultacje ze specjalistami oraz zabierzemy tatę do najlepszych ośrodków rehabilitacji w kraju – mówią córki pana Macieja. 

– Niestety, ceny turnusów prywatnych są wygórowane (Ośrodek Rehabilitacji Norman Koszalin – 4 tygodnie turnusu to koszt 13 300 zł ), a nasze środki powoli się wyczerpują i dlatego musimy prosić o wsparcie. Trudno jest nam prosić o pomoc, ale jeszcze ciężej jest nam patrzeć na cierpienie taty – dodają. 

Pieniądze na rzecz chorego Macieja Jurczaka można wpłacać TUTAJ

(jg)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: