Zdjęcie: Joanna Bród / Rzeszów News
Reklama

Na to, aby rzeszowska komunikacja miejska działała tak jak należy, przyjdzie mieszkańcom jeszcze długo poczekać. Jest zbyt wiele rzeczy do zrobienia.

Taktowanie rozkładu jazdy miejskich autobusów w Rzeszowie ma być jednym z elementów wprowadzanego w mieście nowego systemu komunikacji publicznej. Z grubsza chodzi o to, aby autobusy na poszczególnych liniach jeździły w równych odstępach czasu, np. co 10-15 minut. Wygoda dla pasażerów. Spóźniłeś się na jeden autobus, za chwilę będziesz miał drugi.

Przy okazji sprawić ma to także, że uniknie się sytuacji, która teraz doprowadza niektórych pasażerów do szału, kiedy nagle na przystanek podjeżdża kilka autobusów, jadących w tym samym kierunku. Później następuje długa przerwa. Tu jednak będzie potrzebna jeszcze… rewolucja w rozkładach jazdy dla poszczególnych linii.

Z taktowaniem, jak z jeżem

Zawiadujący rzeszowską komunikacją Zarząd Transportu Miejskiego zapowiadał wprowadzenie owego taktowania już nieraz. Brzmi super, dobrze się sprzedaje w mediach i poza tym, jest to jak najbardziej racjonalne rozwiązanie.

Do tego, raport z zamówionej wcześniej przez miasto analizy funkcjonowania rzeszowskiej komunikacji miejskiej, też wskazywał na potrzebę wprowadzenia takiego rozwiązania. Badania wykonała gdańska firma.

Problem w tym, że do owego taktowania ZTM podchodzi trochę, jak do jeża. Niby chce i próbuje, ale bardzo boi się pokłuć. A to już się zdarzyło.

– Było to już wprowadzone częściowo w 2013 roku. Zakończyło się klapą – mówi Anna Kowalska, dyrektor ZTM. – Była wielka rewolucja wśród pasażerów, że nie tak to powinno być.

Teraz do prób taktowania wrócono. Eksperymentuje się na liniach – „0”, „18”, „19”.

Na razie wydaje się, że patentem ZTM na usprawnienie miejskiej komunikacji, jest w ogóle zwiększenie częstotliwości kursów.

– Najpierw trzeba przyzwyczaić ludzi do tego, że autobusy będą często kursować – uważa Kowalska.

Autobus jak taksówka

Tyle tylko, że łatwiej byłoby to zrobić, przynajmniej nie wydłużając do czasu wprowadzenia Rzeszowskiego Inteligentnego Systemu Transportowego długości kursowania linii autobusowych. RIST jest częścią programu transportowego w ramach którego miasto kupiło nowe autobusy, przebudowuje skrzyżowania, kupuje biletomaty, e-bilety, a na przystankach mają się wyświetlać informacje o odjazdach autobusów.

Co chwilę jednak dowiadujemy się, że ta lub inna linia zostaje wydłużona. To nakręca oczekiwania pasażerów, którzy – co oczywiście zrozumiałe – są wygodni. Anna Kowalska sama podaje tu przykład linii nr „2”, której kurs dopiero co został wydłużony.

– Teraz pasażerowie życzą sobie, aby „2” jeździła jeszcze na Łukasiewicza i stamtąd zabierała pasażerów – mówi Kowalska. – Dostaję też mnóstwo próśb, żeby połączyć osiedle Baranówka z Załężem. No nie da się tego tak wszystkiego zrobić.

I kto wie, czy przypadkiem tu właśnie nie tkwi problem. Zamiast kombinować już nad skracaniem kursów, ZTM co i raz ulega woli pasażerów. Zamiast przyzwyczajać ich do nowych rozwiązań komunikacyjnych, robi coś wręcz odwrotnego.

Oczywiście, miasto się rozrasta i powstają nowe osiedla. Trudno mieszkających tam ludzi pozbawiać dostępu do miejskiej komunikacji. Nie oznacza to jednak przyzwyczajania ich do traktowania miejskiego autobusu, jak taksówki. Wsiadasz i dojedziesz, gdzie chcesz. Taki „door to door.”

Pasażer „tradycjonalista”

Tym bardziej trudno będzie później odzwyczaić ludzi od tego, do czego dopiero co się ich przyzwyczaiło. A pasażerowie są nie tylko wygodni, ale są także „tradycjonalistami”. Szefowa ZTM-u znów podaje przykład „2”. To linia mocno obciążona, zwłaszcza w godzinach szczytu. Myślano o tym, aby na tej trasie uruchomić jeszcze jedną linię. I właściwie będzie, tylko że będzie to…

– „2 Bis” – mówi Anna Kowalska – Ludzie są przyzwyczajeni, że tę linię obsługiwała „2” i nowa [w sensie numeracji – red.] linia nie bardzo im odpowiadała.

No to będą mieli „2 Bis” – wilk syty i owca cała. Tyle tylko, czy takie rozwiązania nie wprowadzają jeszcze większego zamieszania? I to znów – przed momentem, kiedy zacznie funkcjonować RIST.

Zresztą w samym ZTM wypatrują go, jak pojawienia się pierwszej wigilijnej gwiazdki. Rzeczywiście, prawdopodobnie da tamtejszym specjalistom mnóstwo możliwości. Chwilowo jednak brak owego RIST-u jest swego rodzaju wygodnym wytłumaczeniem: „spokojnie, zacznie działać RIST, to dopiero zobaczycie!”

Pewnie tak, zobaczymy. Tylko co?!

Polityka biletowa do korekty

I wróćmy znów na koniec do owego taktowania.

– Z taktami wiąże się sprawa przesiadania się z jednego autobusu na drugi – przyznaje Anna. Kowalska – A ludzie nie są do tego przyzwyczajeni.

To fakt. Z tym też jednak wiąże się jeszcze inny problem. Chodzi o stworzenie zupełnie nowej polityki biletowej – w tym i korekty ich cen. Wiedzą o tym w ZTM. Oczywiście doczekamy się w końcu e-biletu, ale nie każdy będzie go miał. Nie znikną też przecież papierowe bilety.

Ktoś będzie musiał dobrze pogłówkować, jak zamiast zachęcić mieszkańców do korzystania z miejskich autobusów, przypadkiem ich do tego nie zniechęcić.

Jak zapewnia Anna Kowalska, wszystko w końcu zadziała. Chodzi jednak o to, żeby wprowadzać system „ewolucyjnie”.

Wygląda jednak na to, że czeka nas rewolucja. A z tymi różnie bywa!

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

3 KOMENTARZE

  1. Skoro dojeżdżasz do pracy to zdecydowanie bardziej Ci się opłaca bilet miesięczny (szczególnie trasowany) – jest ważny 24/7. Przepłacasz już samym faktem jazdy na jednoprzejazdówkach.

  2. Do biletów trasowanych powinna być możliwość dokupienia mniejszego biletu na powiedzmy 1-2 przystanki poza trasę lub odpowiednio przedstawienie ceny biletu w zależności od “nadprogramowych” przystanków dodatkowej trasy.
    Czasem potrzebuję dojechać poza trasę te 2 przystanki i wtedy już płacę 2,80 zł, a większość trasy mogłam przebyć z biletem trasowanym.

Comments are closed.