Zdjęcie: Pixabay

Jest jeszcze wiele znaków zapytania, ale to nie znaczy, że w sprawie rzeszowskiego aquaparku nic się nie dzieje. Wręcz przeciwnie – są spotkania i rozmowy, coraz bardziej konkretne – zapewnia prezydent Konrad Fijołek.

Na razie hula tam wiatr. Ale za jakiś czas mogą harcować dzieci. Urzędnicy cały czas głowią się nad rzeszowskim aquaparkiem. Na razie skupiają się na tym, skąd wziąć pieniądze na jego budowę, i co należy zrobić, żeby w przyszłości przynosił zyski. Wydaje się, że miejsce już wybrano, choć wciąż jest to informacja pilnie strzeżona.

– Taki teren znaleźliśmy w północnej części miasta – powiedział podczas wtorkowej sesji Rady Miasta Rzeszowa prezydent Konrad Fijołek. – Pozyskaliśmy ostatnią działkę prywatną znajdującą się w tym rejonie, i śmiało mogę powiedzieć, że tam będziemy to przedsięwzięcie realizować – poinformował prezydent.

Gdy podczas kampanii wyborczej Fijołek obiecywał, że za jego rządów rozpocznie się w Rzeszowie budowa aquaparku, podał też wstępną lokalizację. Mówił wtedy o Staromieściu.

PPP albo spółka celowa 

Ratusz prowadzi już zaawansowane rozmowy o możliwościach, sposobach i formach finansowania tej inwestycji. – Między innymi z polskimi bankami państwowymi i funduszami – precyzuje prezydent. Zastanawiając się nad modelem finansowania rozważa dwa warianty: partnerstwo publiczno-prywatne albo powołanie spółki celowej. Każde z tych rozwiązań ma swoje plusy i minusy.

Partnerstwo publiczno-prywatne wiąże się z dłuższymi przygotowaniami, ale firma, która w części współfinansuje przedsięwzięcie, bierze na siebie także część ryzyka. Z kolei drugi wariant, czyli powołanie spółki miejskiej, która zajmie się przygotowaniem i nadzorem nad całą inwestycją to szybsze rozwiązanie. Wadą jest to, że ryzyko finansowe w pełni obciąża miasto. Ale przykłady z Polski pokazują, że to są inwestycje dochodowe.

– Dlatego ten drugi wariant nie jest taki najgorszy – mówi prezydent.

Coś więcej niż aquapark 

Konrad Fijołek powtarza, że do budowy aquaparku w Rzeszowie chce podejść mądrze i odpowiedzialnie. Mają mu w tym pomóc doświadczenia z Wrocławia. Tamtejszy aquapark rocznie ma 45-48 mln zł dochodów, i prawie 3 mln zł zysku.

Prezydent Rzeszowa nie chce też popełnić błędów Wrocławia, który postawił park wodny na działce bez miejsca do rozbudowy. Dlatego później zainwestował w dwa dodatkowe, mniejsze tego typu obiekty. Rzeszów chce to zrobić inaczej, wybudować aquapark na działce z „potencjałem rozwojowym”.

– W przyszłości będą mogły tam powstać dodatkowe baseny zewnętrzne i lodowisko, a to być może jeszcze nie koniec pomysłów – mówi Fijołek. To ma być magnes, który przyciągnie klienta nie tylko z naszego regionu, ale być może także zza wschodniej i południowej granicy – liczy po cichu prezydent. 

By było zielono i tanio

Ale dlaczego lodowisko akurat przy aquaparku? Miasto bierze pod uwagę cztery warianty zasilania energetycznego. – Żeby było zielono i najtaniej – tłumaczy Fijołek. – Do basenu trzeba dostarczyć ciepło, które łatwo przecież zamienić w zimno. Jedno zasilanie energetyczne będzie mogło służyć dwóm przedsięwzięciom – tłumaczy prezydent. 

O kosztach budowy wodnego parku na razie cisza. W tegorocznym budżecie miasta na projekt zarezerwowano 3,5 mln zł.

(la) 

redakcja@rzeszow-news.pl

NAPISZ KOMENTARZ:
Reklama