Reklama

Miał być Park Nauki i Rekreacji, ale cmentarz, który ostatecznie nie powstał, skomplikował inwestycję. Ratusz nie chce z niej rezygnować, ale wiadomo, że tak szybko parku nie zobaczymy.

Park Nauki i Rekreacji w Rzeszowie miał powstać przy stoku Pogórza Dynowskiego na południe od osiedla Zalesie. Dojazd miał być od ulic Białogórskej, Spacerowej i al. Sikorskiego.

Park był częścią projektu zrealizowanego w ramach Programu Współpracy Transgranicznej Polska – Białoruś – Ukraina 2007-2013. Wówczas chęć współpracy wyraziły trzy miasta: Zamość, Łuck i Rzeszów. Dwa pierwsze zdecydowały się na zoo, ale stolica Podkarpacia miała nieco inne plany.

Motylarnia, wyciągi…

Miejscy urzędnicy postanowili, że w Rzeszowie powinien powstać park, w którym miała być strefa edukacyjno-naukowa, gdzie można byłoby skorzystać np. z symulatora lotów, laboratoriów, zapoznać się z elementami kosmonautyki, zgłębić wiedzę na temat energii odnawialnej, techniki i fizyki.

Na drugą strefę miał się składać ogród botaniczny, w którym miała znajdować się oranżeria z motylarnią oraz mini zoo ze zwierzętami domowymi.

Planowana była także budowa strefy ruchu i sportów zimowych, w której miały funkcjonować trzy wyciągi narciarskie o długości ok. 200 m i 100 m, a także wyciąg taśmowy o długości ok. 95 m. W tej strefie zaprojektowano także całoroczny tor saneczkowy i gigantyczną ściankę wspinaczkową.

We wrześniu ub. r. miejscy urzędnicy prezentowali ostateczną koncepcję parku. Plan zakładał, że budowa parku rozpocznie się na wiosnę 2017 r., a do użytku zostanie oddany w 2020 r. Inwestycja szacowana była na ok. 100 mln zł.

Nie ma sensu inwestować

Niestety, te ambitne i interesujące plany miasta zostały zablokowane, ponieważ okazało się, że tereny, na których miał powstać park, w latach 80. ubiegłego wieku wywłaszczano. Ponad 20 lat temu miał tam powstać cmentarz komunalny. Nie ma go do tej pory. Te tereny obejmują aż 20 ha.

Tworząc koncepcję parku urzędnicy zakładali, że będzie on zajmował 24 ha, a docelowo nawet 40. Plany ratusza muszą być odłożone na półkę, bo do magistratu zgłosili się dawni właściciele gruntów, z których kiedyś zostali wywłaszczeni. Na tych działkach planowana była budowa parku.

To podobna sytuacja, z jaką ratusz zmaga się w przypadku parku Sybiraków na osiedlu Andersa. Tam również zgłosili się dawni właściciele działek (połowa parku) i żądają ich zwrotu. Ratusz musiał wstrzymać planowane inwestycje.

Sytuacja z Parkiem Nauki i Rekreacji jest bliźniacza. Cel wywłaszczenia działek nie został zrealizowany, więc ich byli właściciele chcą, by miasto oddało im kiedyś zabrane tereny.

– Obecnie trwa procedura zwrotu tych terenów właścicielom. Do Biura Gospodarki Mieniem wpłynęły wnioski dotyczące ok. 5 ha – wyjaśnia Maciej Chłodnicki, rzecznik prasowy prezydenta Rzeszowa.

Urzędnicy spodziewają, że do magistratu zgłoszą się kolejni byli właściciele działek, dlatego ratusz zrezygnował z budowy Parku Nauki i Rekreacji na osiedlu Zalesie.

– Nie ma sensu inwestować w to miejsce, ponieważ możemy stracić dużo pieniędzy, nie mając pewności, czy park powstanie. Nikt nam nie zagwarantuje, że właściciele działek swoje tereny będą chcieli nam sprzedać – tłumaczy Chłodnicki.

Park w Zwięczycy?

Ratusz jednak deklaruje, że park powstanie, tylko w innym miejscu. Kiedy i gdzie? Nie wiadomo.

– W planach jest zagospodarowanie chociażby terenów osiedla Zwięczyca, ale one należą do Skarbu Państwa, a to znowu wiąże się z czasochłonnymi procedurami – dodaje rzecznik prezydenta Rzeszowa.

Chodzi o Kaczerne w Zwięczycy, gdzie kiedyś ratusz planował budowę nowej hali dla siatkarzy Asseco Resovii. Jest tam 20-hektarowa działka, ale nie ma też gwarancji, że mogą tam powstać inwestycje rekreacyjne. Innych tak dużych terenów miasto nie posiada.

JOANNA GOŚCIŃSKA

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

3 KOMENTARZE

  1. Przyznaje że dość „ciekawy” artykuł, lecz jest jedna dość ważna nieścisłość: „Niestety, te ambitne i interesujące plany miasta zostały zablokowane, ponieważ okazało się, że tereny, na których miał powstać park, w latach 80. ubiegłego wieku wywłaszczano.” Dopiero teraz Urząd Miasta się o tym dowiedział? Inwestor/osoby odpowiedzialne za ten projekt są lekko niekompetentne albo wręcz odwrotnie. Niekompetentne wiadomo, kto podejmuje się budowy na terenie, który został wywłaszczony i istnieje ryzyko jego „utraty”. Z drugiej jednak strony w przypadku wywłaszczonych terenów, gdyby realizacja tego projektu jednak się odbyła, najprawdopodobniej osoby, które ubiegają się o zwrot uzyskały by „jakieś” odszkodowanie (prawdopodobnie niewielką część właściwej wartości działki).

  2. A może celowo się właściciele odnaleźli, aby odłożyć inwestycje w czasie z baraku funduszy? Osobiście uważam, że o wiele pilniejsze w tej chwili jest oczyszczenie gnojowiska przed zaporą!

Comments are closed.