Zdjęcie: Joanna Bród / Rzeszów News
Reklama

Już prawie 11 tysięcy osób poparło protest przeciwko budowie centrum Uniwersytetu Rzeszowskiego, w którym będą przeprowadzane eksperymenty na zwierzętach. Władze uczelni przekonują, że nie ma od tego odwrotu. 

W internecie pojawiła się petycja, która nawołuje do sprzeciwu wobec planu budowy Interdyscyplinarnego Centrum Badań Przedklinicznych i Klinicznych. Centrum ma powstać do końca 2019 roku za około 18 mln zł przy Wydziale Biotechnologii Stosowanej i Nauk Podstawowych Uniwersytetu Rzeszowskiego w Weryni koło Kolbuszowej. 

Instytut, dzięki Centrum, będzie mógł rozwijać prowadzone od 12 lat w Weryni badania, podczas których wykonuje się testy innowacyjnych techniki operacyjne oraz materiałów wykorzystywanych w zabiegach medycznych. W nowym budynku naukowcy będą prowadzić badania w zakresie farmakologii, toksykologii i biochemii.

“Najgorsza forma szowinizmu gatunkowego”

Plan budowy Centrum nie podoba się obrońcom zwierząt. Petycję podpisało już ok. 11 tys. osób. Jej autorzy nawołują do „natychmiastowego wycofania decyzji o wprowadzeniu eksperymentów i badań biomedycznych na zwierzętach na Uniwersytecie Rzeszowskim”. Uważają, że takie praktyki „zakrawają na absurd, zwłaszcza w cywilizowanym XXI wieku”.

Twierdzą również, że „metody rodem z średniowiecza” powinny być tylko wspomnieniem, bo „w obecnych czasach niedopuszczalne jest przywracanie i akceptowanie niepotrzebnych praktyk, w okrutny sposób krzywdzących naszych „braci mniejszych”, których traktuje się tym samym jak kamienie, a nie istoty czujące”.

“Nie zgadzamy się na to i żądamy, aby studenci uczyli się, używając niewątpliwych zdobyczy techniki a nie byli zmuszani do uprawiania najgorszej formy szowinizmu gatunkowego” – czytamy w petycji. Można ją podpisywać TUTAJ

Naukowcy UR: robienie hecy 

W środę na protesty obrońców zwierząt zareagowały władze Uniwersytetu Rzeszowskiego.  Prof. Marek Koziorowski, prorektor UR ds. nauki i współpracy z zagranicą, który specjalizuje się w naukach weterynaryjnych, twierdzi, że argumenty przeciwników budowy Centrum mają niewiele wspólnego z rzeczywistością i są próbą zaistnienia w mediach. 

– Ta petycja jest o tyle wredna, iż umieszczono w niej zdjęcie, które sugeruje, że używamy do badań małp. To nieprawda. Tu bardziej chodzi o zrobienie hecy, niż merytoryczną dyskusję – twierdzi prof. Marek Koziorowski. 

– Wszystkie badania z użyciem zwierząt służą człowiekowi i nie są prowadzone, aby zaspokoić nasze krwiożercze instynkty, tylko wnieść postęp. Żeby tworzyć naukę, trzeba się rozwijać, bo wszyscy za najbardziej istotną kwestię uważamy ratowanie zdrowia i życia ludzi – przekonuje prof. Koziorowski.

“Na ludziach mamy robić testy?”

Za przykład, gdzie zwierzęta pomagają w rozwoju lekarzy, prof. Marek Koziorowski podaje kardiochirurgię. – Jak prof. Kazimierz Widenka [szef rzeszowskiej kardiochirurgii w szpitalu przy ul. Lwowskiej – przyp. red.] ma uczyć adeptów kardiochirurgii wszczepiania zastawki? Człowiek ma być modelem? Żeby zacząć operację na sercu trzeba „100 świń przerzucić”. Do tego to zwierzę służy. Na ludziach mamy to robić? – pyta prof. Koziorowski.

Przekonuje, że zwierzęta podczas badań nie cierpią. Władze Uniwersytetu Rzeszowskiego twierdzą, że badania na zwierzętach mogą przeprowadzać tylko osoby, które przeszły certyfikowane szkolenia, studenci do tego nie są dopuszczani. 

– Badania na zwierzętach są przeznaczone dla dobrze wykształconych lekarzy, którzy już operują. To brutalna prawda, ale oni muszą gdzieś wykonywać eksperymentalne ćwiczenia – tłumaczy prof. Marek Koziorowski.

Zgodę na badania na zwierzętach musi też zaakceptować specjalna komisja etyki. Ta dla Podkarpaciu jest w Lublinie. Tworzy ją od 9 do 11 osób. Oprócz naukowców w komisji są także prawnicy, filozof przyrody, obrońcy praw zwierząt oraz działacze instytucji pozarządowych. Nad badaniami czuwa także inspekcja weterynaryjna. Ponadto takie ośrodki, jak rzeszowski, są kontrolowane przez Centralną Komisję ds. Badań nad Zwierzętami.

Pomnik “Wdzięczni świniom”

Prof. Piotr Tutka, który będzie współtworzył Centrum w Weryni, przekonuje, że testów leków na zwierzętach wymagają również światowe organizacje, które zajmują się rejestrowaniem leków. – Pracowałem w laboratoriach w San Francisco na Uniwersytecie Kalifornijskim – wszędzie takie badania są wykonywane – przekonuje prof. Tutka.

Naukowcy UR podają też przykłady pacjentów, np. dzieci chorych na padaczkę, na które nie działają żadne leki. Aby poprawić ich skuteczność konieczne są testy na zwierzętach, poprzedzone badaniami chemicznymi, potem na komórkach, czyli in vitro. – Żywy organizm to żywy organizm. Komórka to komórka – twierdzi prof. Piotr Tutka.

– Ograniczamy liczbę zwierząt do badań, jak możemy, ale innej możliwości nie ma. Zwierzęta poświęcają dla nas życie. W trakcie badań oddajemy im hołd – dobrej opiece, łagodności i łagodzeniu cierpień – twierdzi prof. Marek Koziorowski. – Marzę, by tam, gdzie powstanie Centrum, stanął pomnik świni z napisem „Wdzięczni świniom” – dodaje.

Rektor: to warunek rozwoju uczelni

Uniwersytet Rzeszowski w prowadzonych obecnie badaniach wykorzystuje głównie świnie i świnio-dziki. W Centrum dołączą do nich także myszy, szczury i być może także króliki. Przedstawiciele UR zapewniają, że zwierzęta mają dobre warunki, np. świnia porusza się na obszarze 2,5 m, temperatura pomieszczenia jest zbliżona do warunków naturalnych.

– Wymaga od nas tego komisja bioetyczna – mówi prof. Waldemar Grzegorzewski, który również jest zaangażowany w pracę w przyszłym Centrum UR. Zapewnia, że do badań wykorzystywana jest minimalna liczba zwierząt. W przypadku dużych do eksperymentu używa się średnio 5-10 osobników, nieco więcej w przypadku mniejszych. Po testach np. leków przeciwbólowych zwierzęta są usypiane. 

Prof. Sylwester Czopek, rektor UR, twierdzi, że uniwersytet nie jest jedyną uczelnią w Polsce, która eksperymentuje na zwierzętach. – Nikt nie protestuje, że one działają. Jeśli mamy być ośrodkiem rozpoznawalnym w świecie poprzez swoje badania, musimy mieć takie miejsce – mówi rektor Czopek.

Badania na zwierzętach w Polsce są przeprowadzane m.in. w ośrodkach akademickich w Olsztynie, Krakowie, czy placówkach związanych z Polską Akademią Nauk.

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

10 KOMENTARZE

  1. Za testami na zwierzętach są ci, którzy na nie dostają fundusze – i to niemałe. Cały przemysł farmaceutyczny, kosmetyczny, chemii gospodarczej, medycyny – zatrudnia setki tysięcy ludzi, którym płaci za wątpliwej wartości działania. Działania, w których giną w męczarniach miliony zwierząt, a które równocześnie dostarczają satysfakcji ludziom, którzy obserwować i wywoływać cierpienie uwielbiają. Nie o to jednak chodzi. Utrzymywanie doświadczeń na zwierzętach to przede wszystkim ogromne zyski, których koncerny i poszczególne lobby uzyskują dzięki “troszczeniu się” rzekomo o nasze zdrowie i dobrostan. W rzeczywistości przeprowadzane są, by zwiększać zyski minimalizując koszty produkcji. A w przypadku medycyny: by zapewnić sobie bezkarność w razie “pomyłek lekarskich”, a zyskiwać środki na badania organizmów, leczenie i profilaktykę jak najtaniej. Bo nie mówi się tu – o dziwo – wcale o pieniądzach… Przerzuca się tylko argumentami o trosce o zdrowie i życie… człowieka. NIC o ekonomii badań. Te na zwierzętach są najtańsze, a mimo że ogromna grupa niezależnych naukowców już dawno udowodniła, że są niemiarodajne i zawodne z powodów czysto fizjologicznych – nadal się je wykonuje a co najgorsze – ogłupia społeczeństwo. Są – z pewnością – takie doświadczenia, w których jak na razie udział zwierząt jest prawie niezastąpiony. W porównaniu jednak do ilości i rodzaju prowadzonych “badań” odsetek tych rzeczywiście koniecznych jest wręcz minimalny by nie powiedzieć “maksymalnie marginalny”. Jednak nie to co konieczne jest ważne dla promujących doświadczenia, liczy się tylko uzyskiwany zysk i “splendor”, jaki te odrażające etycznie i wątpliwe skutecznie działania przynoszą. I o nic innego nie chodzi i UR.

  2. Dlatego są dawki odpowiednie dla każdego. Po drugie lepiej sprawdzić czy świni wyrośnie nowa dupa na czole zanim poda się leki na testy dla ludzi

  3. Czy myślicie, że świnia albo szczur tak samo reaguje na leki jak człowiek? Nawet w przypadku ludzi inaczej może reagować dziecko, inaczej dorosły, inaczej kobieta, a inaczej mężczyzna. Każdy jest inny, nie ma dwóch takich samych osób na świecie.

  4. Nasze choroby są w naszych głowach, poczytajcie o chorobach psychosomatycznych. Nie ma czegoś takiego jak choroby dziedziczne, genetyczne. Dziedziczymy jedynie po rodzicach, dziadkach: styl życia, przekonania (błędne), nawyki, sposób myślenia (często nieprawidłowy) itp, a to wszystko prowadzi do chorób. Przyczyna twojej choroby jest w głowie i tam szukaj rozwiązania.

  5. To niech te 11 tyś pójdzie do laboratorium i powie, że chce aby na nich testować leki. Leki na raka hiv stwardnienie rozsiane, parkinsona, alzheimera i inne. Leki które uratują dziesiątki tysięcy ludzi. Nie widzę problemu. Ciekawe czy któryś z tych 11 tyś chojraków nie poświęciłby małpki, jakby się okazało że mogą uratować swoje dziecko, ojca, matkę. Najlepiej niech spadają do lasu i żyją w zgodzie z naturą i jedzą mech.

  6. Prowadzenie badań z wykorzystaniem zwierząt to konieczność. Badania takie są obwarowane szeregiem obostrzeń i prowadzone są tylko za zgodą komisji bioetycznej (w której zasiadają m.in. przedstawiciele organizacji zajmujących się ochroną zwierząt). Badania na zwierzętach mogą prowadzić tylko i wyłącznie osoby, które przeszły odpowiednie szkolenie, mają odpowiednie wykształcenie i doświadczenie. Badania muszą być prowadzone z dbałością o dobrostan zwierząt. O tym dlaczego badania na zwierzętach są ważne w rzeczowy i merytoryczny sposób mówił np. neurobiolog dr Paweł Boguszewski z Instytutu Biologii Doświadczalnej PAN: https://dziendobry.tvn.pl/a/testy-medyczne-na-zwierzetach–nadal-sa-konieczne

Comments are closed.