Reklama

Kilkudziesięciu podkarpackich rolników i narodowców pikietowało dziś przed Urzędem Wojewódzkim w Rzeszowie. Wzywali polskie władze do zablokowania wejścia w życie przepisów, umożliwiających zakup polskiej ziemi przez cudzoziemców. Okres ochronny kończy się w maju 2016 roku.

[Not a valid template]

 

Przed urzędem wojewódzkim zgromadzili się rolnicy zrzeszeni np. w Stronnictwie Ludowym „Ojcowizna”, Stowarzyszenia „Poszkodowanych Obrońców Ziemi i Ojczyzny” a także działacze Ruchu Narodowego i Młodzieży Wszechpolskiej. Przyjechali z różnych regionów Podkarpacia, m.in. z okolic Mielca, Ropczyc, Jarosławia i Przeworska.

Jeden z uczestników protestu podeptał i podpalił flagę Unii Europejskiej. Byli i tacy, którzy pod urząd przyszli ze zdjęciem nieżyjącego Andrzeja Leppera, byłego lidera Samoobrony.

– Brak regulacji prawnych chroniących naszą polską ziemię, to problem, który uderza w naszą suwerenność – powiedział Wieńczysław Nowacki ze „Ojcowizny”. – W związku z tym jest konieczne: albo wstrzymanie tego terminu – 1 maja 2016 – na zasadach renegocjacji rządu z Unią Europejską, albo spowodowanie takiego ustawodawstwa, żeby chronić polską ziemię przed wykupem.

Chłopska własność naruszona?

W grę wchodzić miałyby nawet zmiany w konstytucji. Nowacki zwrócił uwagę, że problem nie dotyczy tylko gruntów rolnych, ale także lasów i bogactw naturalnych. Przypomniał też, że podkarpaccy rolnicy zgłaszają go w urzędzie wojewódzkim od kilku lat.

– Ale dopiero pierwszy raz się złożyło, że zostaliśmy przyjęci przez panią wojewodę – dodaje Wieńczysław Nowacki.

W urzędzie nieco się dziwią. – Nigdy nie prosili o spotkanie z wojewodą – zauważa Małgorzata Oczoś-Bładzińska, rzecznik prasowy wojewody podkarpackiego. – A i na to spotkanie umówili się telefonicznie dopiero wczoraj koło południa.

Protestujący w zasadzie przyszli więc do wojewody niemal niezapowiedzeni. Zresztą i tak się spóźnili pół godziny.

Wojewoda Małgorzata Chomycz-Śmigielska przyjęła liderów grupy protestującej pod urzędem i przyjęła od nich rezolucję, adresowaną do premier Ewy Kopacz. Zwracają w niej uwagę, że brak przepisów chroniących polską ziemie i przez to zagrożenie jej wykupu przez obcy kapitał, to… złamanie Porozumień Rzeszowsko-Ustrzyckich z 1981 r. A te gwarantowały przecież: „wzmocnienie nienaruszalności chłopskiej własności, zwłaszcza ziemi oraz prawa do jej dziedziczenia”

– Wojewoda zobowiązała się przekazać rezolucję pani premier – krótko podsumowała spotkanie z rolnikami Małgorzata Oczoś-Błądzińska.

Uzasadnione lęki?

Lęk rolników przed tym co ma nadejść po 1 maja przyszłego roku, rzeczywiście chyba nie jest udawany. Zwłaszcza tych starszych. Ziszczają się przecież wszystkie złowróżbne przepowiednie, których np. nasłuchali się od swoich ojców. Jak ta, którą opowiedział nam w trakcie protestu pod urzędem pan Stanisław.

– Mój ojciec we wojnę był u bauera i świnki mu pasł… A w latach 70., ten bauer sam odnalazł ojca, przyjechał, pooglądał PGR i powiedział, że nie ma tu gospodarza. I powiedział ojcu, że to nic, to się zmieni, bo to znów kiedyś będzie niemieckie. No to ojciec spytał, czy znów będzie musiał u niego paść świnki? Bauer odpowiedział tylko, że nie, że ekonomicznie was zajmiemy. No i co… Nie tak się dzieje? A tak w ogóle, to to wszystko znowu Ruscy z Niemcami nam robią…

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: