Zdjęcie: Maciej Brzana / Rzeszów News
Reklama

Ratusz daje jeszcze szanse wykonawcom modernizacji basenu przy ul. Matuszczaka. Nie chce się ich pozbywać na siłę, ale władzom Rzeszowa powoli kończy się cierpliwość. 

Przebudowa basenu przy ul. Matuszczaka to jedna z ważniejszych aktualnie inwestycji w Rzeszowie. Miasto budowę zleciło konsorcjum firm: Karpat-Bud i Best Constructions. Kontrakt o wartości niespełna 25 mln zł. Umowę podpisano w czerwcu 2018 roku. Jesienią ubiegłego roku miasto chwaliło się już nawet makietą zmodernizowanej pływalni. 

Od wielu miesięcy na linii miasto – wykonawca iskrzy. Kilka tygodni temu ratusz poinformował o zerwaniu umowy z Karpat-Budem i Best Constructions. Kością niezgody jest projekt inwestycji. Miasto chciało do dokumentów nanieść zmiany, wykonawca twierdził, że wszystko zrobił, to czego chcieli miejscy urzędnicy. 

Ratusz chce się dogadać 

Budowa stoi w miejscu, oprócz wyburzenia budynku starej pływalni na placu budowy nic się nie dzieje. Ratusz zapowiadał, że wykonawców poda do prokuratury. Medialne rozliczanie, kto co miał zrobić, a czego nie zrobił, ratuszowi też nie jest na rękę. Modernizacja obiektu miała się zakończyć na koniec 2020 roku. Już wiadomo, że to nierealne.

Teraz miasto wyciąga rękę do wykonawców i jednak chce sprawę zakończyć polubownie, bez konieczności chodzenia po sądach i spotkań z prokuratorami. W poniedziałek przed południem do ratusza zawitali prezesi Karpat-Bud i Best Constructions: Tomasz Polek i Jacek Pięta. Przyszli ze swoimi fachowcami. 

Ratusz reprezentował sam Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa, oraz jego zastępca odpowiedzialny za inwestycje Marek Ustrobiński, a także Beata Sitnik, wicedyrektor wydziału inwestycji. Byli też inżynierowie, którzy nadzorują realizację kontraktu. W Rzeszowie pojawił się także Grzegorz Lesiak z zarządu Polskiego Związku Pływackiego.

Obecność Lesiaka nie była przypadkowa, bo pływalnia na ul. Matuszczaka ma być też ośrodkiem przygotowań olimpijskich dla skoczków do wody. PZP uważnie śledzi stan budowy nowego basenu. Każdy detal jest istotny, jak choćby lokalizacja trampolin.  Spełnienie warunków PZP daje szanse do dofinansowanie inwestycji w 50 procentach. 

Kiedy uzgodnienia na papierze? 

Karpat-Bud twierdzi, że na projekty naniósł wszystkie niezbędne poprawki, które zasugerował PZP. Grzegorz Lesiak w poniedziałek potwierdził, że wykonawcy rzeczywiście zmienili projekt. Problem w tym, że do PZP wciąż nie dotarły dokumenty, potwierdzające wcześniejsze ustalenia. Bez tego cała budowa basenu stoi w miejscu. 

To zaskakujące, tym bardziej, że Jacek Pięta, prezes Best Constructions, twierdzi, że już na etapie opracowywania projektu budowlanego i całej dokumentacji technicznej w każdej sekundzie i milimetrze zgadza się ona z wyśrubowanymi normami Światowej Federacji Pływackiej (FINA) i PZP. 

– Dokumenty sporządzał na tyle doświadczy architekt, że nie pozwoliłby sobie na uchybienia w tym względzie – przekonywał w ratuszu Jacek Pięta.  

Nikt więc nie wie, dlaczego sporządzenie jednego, acz kluczowego dokumentu, sprawia tyle problemów, skoro wszystko jest ustalone. – Kiedy te uzgodnienia będą na piśmie, aby mieć ten punkt z głowy? – pytał wykonawców Marek Ustrobiński. 

– Podpiszemy wszystko, co będzie przygotowane – odpowiadał Jacek Pięta. 

Wiceprezydent Ustrobiński przypomniał, że w umowie miasta z wykonawcami “czarno na białym” jest napisane, że wykonawca zobowiązuje się do pozyskania pozwolenia na budowę, co zostało zrobione oraz także pozyskać wszystkie uzgodnienia i opinie. – Tylko tyle chcemy od wykonawców – mówił Marek Ustrobiński. 

Co ma trafić do prokuratury?

Karpat-Bud zapewnił, że niezbędne dokumenty do podpisania dla PZP przygotuje w przeciągu dwóch dni. W trakcie rozmowy w ratuszu pojawił się jeszcze jeden problem – kwestia rozliczenia się z rozbiórki basenu. Miasto twierdzi, że Karpat-Bud do dzisiaj nie zgłosił odbioru robót.

Tomasz Polak twierdził, że ich firma zrobiła to pod koniec listopada 2018 roku, miasto odpowiada, że protokół z rozbiórki do ratusza trafił dopiero 21 lutego br. i od tego momentu nic już się nie dzieje, a powinno. W niewyjaśnionych okolicznościach z placu budowy zniknęła szafa sterująca do bombelmaszyny.

– Wielokrotnie zwracaliśmy uwagę na to, że szafy nie ma – mówił Grzegorz Lesiak. 

Dla skoczków to duży problem, ponieważ muszą oni się rozliczyć ze sprzętu z Podkarpackim Okręgowym Związkiem Pływackim. Dla Tadeusza Ferenca rozwiązanie tej kwestii jest proste. – Co jest, to spisać, a czego nie ma – zgłosić do prokuratury – ogłosił prezydent na poniedziałkowym spotkaniu.  

Ferenc: nie chcemy procesu

Spotkanie nie przyniosło jednak żadnego przełomu. We wtorek kolejne. Miasto chce, by Karpat-Bud i Best Constructions dokończyli, a właściwie zaczęli budowę. – Nie chcę się z wami procesować. Musi być współpraca, bo są pieniądze i trzeba je wykorzystać – powiedział na koniec Tadeusz Ferenc. 

– Robimy wszystko, aby się nie procesować i zrealizować inwestycję jak najszybciej – zapewniał Jacek Pięta.

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: