Reklama

Dwóch policjantów, biznesmeni, grupa patriotyczna z Warszawy i ksiądz są zamieszani w porwanie rzeszowskiego biznesmena. Chcieli wymusić notarialne podpisanie dokumentów, które miały uregulować zaległy dług.

Prokuratura Rejonowa dla miasta Rzeszów poinformowała dzisiaj (20 listopada) o prowadzonym śledztwie, które dotyczy porwania i próby wymuszenia podpisu pod aktem notarialnym od jednego z rzeszowskich biznesmenów przez dwóch podkarpackich przedsiębiorców. Zarzuty postawiono ośmiu osobom. Do zdarzenia doszło dwa miesiące temu, jednak oficjalnie o sprawie poinformowano dopiero teraz.

– 4 września policja została poinformowana o tym, że prezes jednej ze spółek został uprowadzony i zastraszany przez mężczyzn podających się za policjantów, którzy następnie przewieźli go do notariusza, gdzie chciano wymusić na nim podpisanie dokumentów – poinformował podczas czwartkowej konferencji prasowej Łukasz Harpula, zastępca prokuratora rejonowego w Rzeszowie.

– Biznesmenowi udało się podać notariuszowi kartkę, na której napisał prośbę o wezwanie policji. Notariusz wezwał policję i biznesmena uwolniono.

Odzyskać dług

Harpula wyjaśnił, że spółka, której prezesem jest porwany biznesmen jest powiązana z dwoma przedsiębiorcami z Podkarpacia Mirosławem M. i Ryszardem P., którzy byli zleceniodawcami porwania. Spółka kierowana przez porwanego biznesmena miała być dłużna przedsiębiorcom około 41 mln zł. Biznesmeni początkowo chcieli odzyskać dług przy pomocy prokuratury. Kiedy sprawa się przeciągała, wzięli ją we własne ręce.

W śledztwie ustalono, że obaj biznesmeni, chcąc odzyskać od mężczyzny swoje pieniądze, skontaktowali się ze stowarzyszeniem patriotycznym w Warszawie.

– Osoby z tego stowarzyszenia miały mieć różne kontakty i układy, które miały i pozwolić odzyskać rzekomo utracony majątek – relacjonował przebieg sprawy Harpula. – Biznesmeni swój problem przedstawili duchownemu, która skontaktował ich z Rafałem K., przedsiębiorcą z Żyrardowa. Ustalili, że najlepszym sposobem na odzyskanie długu będzie zastraszenie dłużnika, najlepiej przez policjantów lub przez służby specjalne. Byli pewni, że się przestraszy i podpisze dokumenty – mówił prokurator.

Rafał K. poprosił o pomoc w zorganizowaniu akcji znajomego oficera z Komendy Stołecznej Policji Zbigniewa G., a ten obiecał pomoc w zebraniu ekipy, która miała odzyskać dług. Zaangażował w sprawę swoją współpracownicę Annę Z. z Wołomina, a także prywatnego przedsiębiorcę, również z Wołomina. Swoją pomoc policjant wycenił na kilkaset tysięcy zł, a kobieta miała pieniądze odebrać od zleceniodawców.

Anna Z. wciągnęła do współpracy swojego wspólnika Arkadiusza B., a ten wziął sobie do współpracy jeszcze dwie osoby z Pomorza Ireneusza R. i Leszka Z., który również jest policjantem – z komendy z Tczewa.

Zakładał czarne rękawiczki i pokazał broń

We wrześniu udając funkcjonariuszy CBŚ mężczyźni podjechali pod dom biznesmena w Rzeszowie. Zobaczyli, że ten do samochodu wsiada z dzieckiem, więc poczekali aż zostawił je w przedszkolu. Początkowo próbowali go przekonać, że wykonują działania operacyjne i nakłaniali go do współpracy w zamian za uniknięcie odpowiedzialności karnej. Chcieli, by u notariusza podpisał dokumenty dotyczące zrzeczenia się z funkcji prezesa, zmiany zarządu spółki i potwierdzenia, że jego firma ma 41 mln zł długu wobec jednej z firm powiązanych ze zleceniodawcami porwania.

– Mężczyzna powiedział, że nie czuje się przestępcą i może pojechać z nimi do prokuratora, a to im skomplikowało sprawę i więc rozmowa przybrała ostrzejszy ton – opowiadał prokurator Harpula.

Skuli mężczyznę kajdankami i wywieźli poza miasto. Mieli mu sugerować, że długo nie zobaczy rodziny, a jak to nie poskutkowało zaczęli go straszyć pozbawieniem życia. Jeden z nich zaczął już w samochodzie w teatralny sposób zakładać czarne rękawiczki, a drugi pokazał mu broń.

– Mężczyzna zdał sobie sprawę, że nie ma do czynienia z policjantami, a już na pewno nie z policjantami na służbie. Zgodził się więc na to, by pojechać z nimi do notariusza i podpisać dokumenty, które były wcześniej przygotowane przez kancelarię obsługującą zleceniodawców – wyjaśniał Harpula.

Mężczyźnie udało się przekazać notariuszowi kartkę, na której poprosił o wezwanie policji. W tym czasie w kancelarii notarialnej przebywał tylko jeden z porywaczy, który przybyłemu na miejsce patrolowi pokazał odznakę policyjną. Wykorzystując zamieszanie uciekł.

Policja powołała specjalny zespół, który w przeciągu kilku tygodni zaczął zatrzymywać zmieszane w sprawę osoby. Większość z nich dobrowolnie poddała się karze. Wobec nich zastosowano zakaz opuszczania kraju, dozory policyjne oraz poręczenia majątkowe, których łączna wartość to ok. 100 tys. zł.

Ośmiu osobom postawiono zarzuty usiłowania wymuszenia rozbójniczego, pozbawienia wolności i podawania się za funkcjonariuszy. Przestępstwa tez są zagrożone karą pozbawienia wolności do 10 lat.

Policjanci są zawieszeni

Kom. Paweł Międlar, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie, dodał, że mężczyzną, który u notariusza pokazał policjantom odznakę był Leszek Z. aspirant z Tczewa.

– Na początku policja myślała, że w sprawie nie brali udziału prawdziwi funkcjonariusze, jednak zespół, który zajął się wyjaśnieniem sprawy założył, że mogą to być jednak prawdziwi policjanci, co się. niestety, potwierdziło. Doszliśmy do tych wniosków również na podstawie bardzo istotnych spostrzeżeń policjantki, która interweniowała u notariusza. Tam był jeden element, który kazał nam uwierzyć w tę wersję. Policjanci zostali zawieszeni w czynnościach służbowych. Wobec policjanta z Tczewa zapadła decyzja o wydaleniu ze służby, odwołał się od tej decyzji – dodał Międlar.

Dopytywany o księdza, który pośredniczył w kontaktach z przestępcami, prokurator Harpula wyjaśnił, że duchowny nie miał więcej żadnego udziału w sprawie. – On jedynie poprosił Rafała K. o pomoc, nie koordynował tego. Z rzeszowskimi biznesmenami załatwiał inne sprawy – mówił prokurator Łukasz Harpula.

Śledztwo dobiega końca i sprawa niebawem trafi do sądu.

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

2 KOMENTARZE

  1. Dlaczego policjantów nie zatrzymano na 3 miesiące, przecież wiadomo że dojdzie do mataczenia. W usa robią to w trzech krokach: wydalaja ze służby, pozbawiają emerytury tak tak, jeśli wykorzystywał mundur to nie należy się emerytura a trzy zostaje skazany i osadzony. W Polsce już chodzi sobie na wolności, za chwile będzie uniewinnienie i jak go nawet wyrzucą z policji to z odprawą. A prawdopodobnie dzień przed wyrzuceniem pójdzie na zwolnienie chorobowe i nie można będzie nawet tego

Comments are closed.