Zdjęcie: Twiitter.com / Prawo i Sprawiedliwość
Reklama

Jarosław Kaczyński w sobotę postawił nogę na podkarpackiej ziemi. Pod Rzeszowem na trasie drogi ekspresowej S19 widzi obrazki z San Francisco.

Prezes PiS w sobotę odwiedził Podkarpacie w ramach wyborczej „Trasy Dotrzymanego Słowa”. Rano był w Pilźnie pod Dębicą, gdzie zwiedził zakłady mięsne Taurus, w południe przywieziono go do podrzeszowskiej Rudnej Wielkiej na podkarpacki odcinek S19. 

Jarosławowi Kaczyńskiemu towarzyszyli minister infrastruktury Andrzej Adamczyk, Tomasz Poręba, podkarpacki europoseł PiS oraz szef sztabu wyborczego partii, wojewoda podkarpacki Ewa Leniart i poseł Marek Kuchciński. 

Kaczyński mówił, że przyjazd na S19 jest „istotnym punktem” jego objazdu po Polsce. 

Droga S19, część szlaku Via Carpatia, łączącego północ i południe Europy, ze sztandarów PiS nie schodzi. Kaczyński znów wspominał, że budowę tego szlaku zapoczątkowała konferencja w Łańcucie w 2006 r. z udziałem jego śp. brata Lecha Kaczyńskiego. 

To tamta konferencja, jak mówił Kaczyński, miała zmienić nie tylko zmienić układ gospodarczy w Europie, ale też geopolityczny. 

– Ale w 2007 roku zmienił się rząd. W 2010 roku tragicznie odszedł Lech Kaczyński. Nasi następcy nie bardzo byli do niej [do Via Carpatii – przyp. red.] przekonani. Już wcześniej ją krytykowali, mówiąc, że jest niepotrzebna, zbyt wielka – mówił w sobotę prezes PiS.

Skoro starostwie tak mówią 

Zdjęcie: Twiitter.com / Prawo i Sprawiedliwość

I cytował słowa piosenki zespołu Golec uOrkiestra – „Teraz tutaj jest ściernisko, będzie San Francisco”. – San Francisco dosłownie tutaj nie jest budowane, ale tu, gdzie nie było nic, jest autostrada bardzo żywo funkcjonująca – ciągnął Kaczyński. 

Stwierdził, że S19 w Polsce ma mieć 730 km, z czego wybudowano już 208 km, w budowie jest kolejne 280. Kaczyński zapowiedział, że droga powstanie do 2026 roku, „mimo różnych przeszkód od nas niezależnych”, jak np. protesty rozstrzygane w sądach administracyjnych.

– Mimo wszystko, ta trasa będzie bardzo poważnym elementem rozwoju nie tylko tych ziem. Jeżeli najchętniej inwestorzy podejmują jakieś prace, to właśnie tam, gdzie przebiega ta trasa – prezes PiS powoływał się na to, co mówią starostowie powiatów.

– To było do przewidzenia i tak rzeczywiście jest – przekonywał Kaczyński. Powtarzał ulubioną narrację PiS, że jego partia walczy z podziałem Polski na dwie strefy: bogatszą i biedniejszą. 

– W pewnym momencie wydawało się, że mamy z próbą podzielenia Polski na trzy strefy. My z tym walczymy. Podejmowaliśmy i podejmujemy różne programy, żeby te różnice się zmniejszały. Jeżeli wygramy wybory, to ta polityka będzie kontynuowana – zapowiedział.  

Wskazywać przeciwników

Według Kaczyńskiego, północ i południe Europy „zostanie połączone czymś, czego nie było w ciągu całych dziejów naszego kontynentu”. Uważa, że „warto o tym mówić, warto wspominać, kto to zrobił, chciał zrobić, kto się zaangażował, kto miał plany”.

– I o tych, którzy z niezrozumiałych dla nas względów tym planom się przeciwstawiali – stwierdził Jarosław Kaczyński. Tu mu z pomocą pospieszył Tomasz Poręba, którego Kaczyński chwalił za zaangażowanie w sprawie budowy S19 na forum europejskim. 

– Projekt zaprezentowaliśmy w Parlamencie Europejskim w 2014 roku. Nasi przeciwnicy z Platformy przyprowadzali posłów z Niemiec, Francji i innych krajów, by ten projekt na poziomie komisji petycji, zamknąć. Wtedy im się udało – mówił Poręba. 

I pokazywał zdjęcie z 2014 roku, gdy Kaczyński odwiedził pod Rzeszowem niewielki wtedy odcinek S19. – Za nami była zielona ściana drzew. Dzisiaj ten odcinek jest przejezdny – Poręba udowadniał, że to za rządów PiS powstawały kolejne fragmenty „ekspresówki”. 

Reklama

Bądź na bieżąco.

Rzeszów News - Google NewsObserwuj nas na Google News!
Zdjęcie: Twiitter.com / Prawo i Sprawiedliwość

W PiS sami rycerze 

Jarosław Kaczyński zapowiedział, że w trwającej kampanii wyborczej jego partia będzie się odwoływała do „wiarygodności”, bo ona jest „sensem demokracji”, a ci, którzy łamią swoje obietnice „w istocie działają poza systemem demokratycznym”. 

– Ten system zakłada wiarygodność, słowność. Tym zasobem, do którego ten system się odwoływał, jest typ moralności, który związany był z rycerstwem – ciągnął Kaczyński. – Wczesny kapitalizm opierał się na moralności, którą można znaleźć w „Lalce” Prusa. 

– Te zasoby są, niestety, i nie jest to tylko zjawisko polskie, coraz mniejsze, ale trzeba je odbudowywać. Nasza formacja stara się sięgać do najlepszych tradycji. Odbudowujemy je – przekonywał prezes PiS. 

Sprawdzian demokracji

Kaczyński w Rudnej Wielkiej był też pytany o los ustawy o komisji, która ma zbadać rosyjskie wpływy w Polsce. Ustawę w poniedziałek podpisał prezydent RP Andrzej Duda, a już w piątek zapowiedział, że przedstawi jej nowelizację. 

Kaczyński nie odpowiedział na pytanie, czy z Dudą rozmawiał na temat „rozbrojenia” ustawy, która jest wymierzona przede wszystkim w lidera PO Donalda Tuska. – Prezydent ma prawo decydowania o różnych sprawach sam – mówił prezes PiS. 

I stwierdził, że Duda, zapowiadając nowelizację ustawy, dla wielu prawników niekonstytucyjną, zrobił to po „jakichś rozmowach ze swoimi bezpośrednimi współpracownikami”. Siebie do tego grona nie zaliczył.

– Istotą tej ustawy była chęć ukazania społeczeństwu faktów – przekonywał Kaczyński. Ustawę porównywał do ustawy o lustracji. – Chcieliśmy, by każdy, kto bierze udział w procesie demokratycznym, wiedział, kto kiedyś był współpracownikiem służb specjalnych.

– Nasi przeciwnicy przedstawiali ten oczywisty plan jako zbrodnię. Dzisiaj mamy do czynienia z sytuacją podobną. Była prowadzona polityka prorosyjska, wpływy rosyjskie w  Polsce były i niewątpliwie w dalszym ciągu są – uważa Jarosław Kaczyński. 

Jego zdaniem, „wszystko, co jest na temat stwierdzone, co można stwierdzić przed taką komisją, powinno być społeczeństwu znane”. – A to, że dla niektórych będzie to niekiedy skrajnie niewygodne, to nie ma żadnego znaczenia. To sprawdzian demokracji – dodał. 

Kaczyński stwierdził, że Duda, zapowiadając nowelizację ustawy, „tego nie podważył”. – Z tego się bardzo cieszymy – prezes PiS robił dobrą minę do złej gry, dodając, że to nie on będzie decydował o przyjęciu prezydenckiej nowelizacji, a jego klub. 

PiS kontroluje TK? Bajka

Zdjęcie: Twiitter.com / Prawo i Sprawiedliwość

Kaczyńskiego pytano też, czy nie jest zaniepokojony tym, że do tej pory nie zebrał się Trybunał Konstytucyjny w sprawie ustawy, która ma odblokować Polsce unijne pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy. 

– Wolałbym, żeby ta sprawa została rozstrzygnięta – powiedział prezes PiS. – Kilku sędziów Trybunału, w imię osobistych ambicji, próbuje zakwestionować, że Julia Przyłębska jest prezesem TK – Kaczyński próbował udowadniać, że PiS nie kontroluje Trybunału. 

– To bajka, że to nasz Trybunał, że to my wydajemy tam wyroki. To jedna z tych części rzeczywistości urojonej, która jest bardzo intensywnie tworzona, szczególnie przez jedną stację, tutaj także reprezentowaną – rzucił Kaczyński pod adresem stacji TVN. 

(ram)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama